Zmień
Kategorie
Szukaj artykułów
Ostatnie artykuły
Ostatnie komentarze
-
Relacja z turnieju Forza Mo...
By Danteze, lut 18 2012 12:28 -
Relacja z turnieju Forza Mo...
By Darekfil1, lut 17 2012 22:05 -
Relacja z turnieju Forza Mo...
By magikgt1980, lut 15 2012 07:51 -
Relacja z turnieju Forza Mo...
By peter000, lut 14 2012 22:04 -
Relacja z turnieju Forza Mo...
By LKRISS, lut 14 2012 11:23 -
Relacja z turnieju Forza Mo...
By kamil7199PL, lut 14 2012 07:36
Pierwsza część podsumowania sezonu F1
Póki mamy jeszcze rok 2011 warto podsumować zakończony miesiąc temu sezon Formuły 1. Miałem zamiar napisać to w jednym wpisie, jednak mych refleksji jest zbyt dużo, tak więc dzielę raport na dwie części. Na początek coś o nowinkach, które pojawiły się w ostatnim sezonie.
Nowości w tym roku było bardzo dużo. Rzadko kiedy w F1 na raz wprowadza się tyle zmian. Przede wszystkim zmienił się dostawca opon. Pirelli zastąpiło w tym Bridgestone, który do tej pory przygotowywał ogumienie do Formuły 1. Sezon pokazał, że właśnie to pozytywnie wpłynęło na wyścigi. Opony były dużo mniej wytrzymałe, co może na pierwszy rzut oka wydać się wadą, jednak nie w tym przypadku. Wcześniej, przy starych i wytrzymałych oponach, kierowcy potrafili przejechać praktycznie cały wyścig na jednej mieszance, zmieniając ją tylko na samym początku bądź też pod sam koniec. Było nudno. Mało wytrzymała mieszanka spowodowała częstsze wizyty kierowców w picie, a to daje szanse na urozmaicenie wyścigu. Bo przecież mechanicy też ludzie, błąd mogą popełnić i nie zawsze zmienić opony w czasie krótszym niż 4 sekundy. Do tego, cała stawka cały czas się tasowała. Szybszy kierowca po swoim pit-stopie potrafił utknąć za wolniejszym, który do mechaników jeszcze nie zjeżdżał, przez co tracił czas, a tym samym kolejne pozycje. Momentami nie wiadomo było kto na którym miejscu tak naprawdę jest. Ale to było dobre! Było trochę chaosu, przez co nie było nudno, a o to w tym wszystkim chodziło.

Rodzi się teraz pytanie. Czy oprócz zmiany dostawcy opon, która swoje zrobiła, jakieś inne nowinki wpłynęły pozytywnie na widowisko? Nie. Przynajmniej moim skromnym zdaniem. Przez te wszystkie inne urozmaicenia, gadżety, Formuła 1 była w 2011 roku sztuczna. Po prostu sztuczna. Porównując ilość wyprzedzeń w poprzednich sezonach, gdzie zdarzało się policzyć je na palcach obu dłoni, do ubiegłego sezonu, gdzie potrafiły być ich setki, nie potrafię tego inaczej nazwać.

Systemy KERS (System Odzyskiwania Energii Kinetycznej - dopalacz) i DRS (System Redukcji Siły Docisku - ruchome tylne skrzydło) miały zagwarantować większe widowisko. Zapewniło. Podważyć tego się nie da. Jednak widowisko to było atrakcyjne dla niedzielnego widza, który F1 oglądał, bo Kubica jeździł. Dla kogoś kto nie pamięta, nie zna najlepszych czasów królowej sportów motorowych. Dla takiego Kowalskiego wyścigi F1 w końcu były ciekawe, bo się dużo działo. Tylko, że on nie zdawał sobie sprawy, co tak naprawdę się działo. Wyglądało to jak słabej jakości gra aktorska. Ruchome tylne skrzydło uruchamiane na początku długiej prostej pozwalało na bajecznie proste manewry wyprzedzania. Oczywiście nie wszystkie posiadały charakterystykę temu sprzyjającą, jednak tak to właśnie wyglądało przy większości GP. KERS za to nie zmienił swojej roli, którą pełnił w 2009 roku, kiedy to po raz pierwszy wprowadzono ten wynalazek. W wyścigu służył przede wszystkim do obrony pozycji, a nie ataku. Oczywiście tam, gdzie nie można było użyć DRS'u, bo ten system w połączeniu z KERS'em gwarantował "piękne" manewry wyprzedzania. Bo co jest pięknego w wyprzedzaniu w połowie prostej?

Najbardziej rozśmieszyła mnie w ubiegłym sezonie powracająca zasada 107%. Według niej, każdy kierowca, który w pierwszej części kwalifikacji uzyskał czas gorszy niż 107% czasu kierowcy z pierwszego miejsca, nie kwalifikuje się do wyścigu. Tylko w pierwszym wyścigu (GP Australii) zastosowano się do niej. Obaj kierowcy HRT nie uzyskali wymaganego czasu i nie uczestniczyli w niedzielnym wyścigu. Podobna sytuacja powtórzyła się w sezonie jeszcze kilka razy, jednak sędziowie przymykali oko na niespełnienie zasady 107% przez kierowców. Mogę zrozumieć to w przypadku kierowcy porządnego zespołu jak Mercedes, czy nawet Williams, którzy problemów z tym nigdy nie mieli, a doszło do awarii ich bolidu w pierwszej części czasówki, przez co nie ustanowili czasu w ogóle lub był on bardzo słaby. Ale jeśli Marussia, czy HRT zawsze męczą się by zrobić odpowiedni czas i bywały kwalifikacje w których nie udawała im się ta sztuka, a mimo to startowali w wyścigu. Dla mnie idiotyzm. A tłumaczenia, że w treningach im szło lepiej, czy mieli jakąś awarię w ogóle mnie nie przekonuje. Są najwolniejsi, a niespełnienie zasady 107% tylko potwierdza, że w dany weekend są po prostu wolni i w wyścigu będą tylko przeszkadzać. Rozumiem sytuację tych zespołów. Dla nich każdy przejechany kilometr jest ważny i brak możliwości startu w wyścigu jest dla nich mocnym ciosem. Ale po co wprowadzać jakąś zasadę do której i tak się nikt nie stosuje. To tak jakby darować komuś to, że nie zmienił twardych opon na miękkie, bo jego bolid beznadziejnie się na tych drugich prowadzi.

Nie widzę sensu pisania o innych nowinkach technicznych, bo kogo to tak naprawdę obchodzi. Ci którzy są zainteresowani sprawą dmuchanego dyfuzora, czy uginających się skrzydeł, na przedziale sezonu na pewno dobrze o tym wiedzą. Sami sędziowie chyba czasami nie wiedzieli co jest na rzeczy, a co dopiero ja.
W drugiej części podsumuję kierowców oraz zespoły - czyli kto został przez mD pochwalony, a kto dostał zjebkę. Ciąg dalszy w przeciągu dwóch dni.
Autor: Ziptii
http://www.motodreams.pl / http://www.facebook.com/motoDREAMSpl / http://www.motodreams.pl/?p=306













