• Z zakrętu na prostą - recenzja Project CARS

       (0 opinii)

    Danteze

    Pamiętacie ile czekaliśmy na Project CARS? Trzy lata? Więcej? Dla fanów e-wyścigów były to wieki. Niezliczone ilości przekładania premiery odbijały się szerokim echem wśród graczy, mimo wszystko w końcu się jej doczekaliśmy. Czy spełniła ona wygórowane oczekiwania, które rosły wraz z kolejnymi datami premiery? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie, choć na początku było ciężko i straciłem przez to sporo nerwów. Samochód o nazwie Project CARS już na pierwszym zakręcie wypada w piasek, lecz mozolnie stara się z niego wydostać. W końcu mu się to udaje i wyjeżdża na prostą, zobaczymy jak długa ona będzie i jak pokona kolejne zakręty. Zapraszam do przeczytania dalszej części recenzji.

    Zacznijmy w takim razie od początku. Pierwsze włączenie długo wyczekiwanej gry dostarczyło wielu emocji, chciało się jak najszybciej zasiąść za kierownicą samochodu i sprawdzić jak jest w rzeczywistości. Niestety było fatalnie, fizyka sztuczna, grafika średnia, kierownica Thrustmaster TX zachowywała się dziwnie. Pierwszy zawód. Jak to możliwe, że może być tak źle? Fora kipią od negatywnych opinii osób, które miały podobne odczucia. W takim razie czas na grzebanie w ustawieniach, których jest ogromna ilość, niektórych opcji nawet ciężko zrozumieć. Dla przeciętnego gracza ich ilość może przerastać, dlatego pojawiają się w sieci pierwsze setupy. Jedne lepsze inne gorsze, gdy już znajdujemy odpowiedni i dostosowujemy pod siebie, gra zaczyna mieć sens, samochód prowadzi się zupełnie inaczej, przez co wracają nadzieje, że będzie dobrze. I tak właśnie jest, zastanawiam się tylko dlaczego konfiguracje domyślne są praktycznie niegrywalne. Nie wspomnę już o padzie, gdzie było jeszcze gorzej i bez zmiany ustawień odechciewało się grać. Zostawmy to co było. Po zmianie ustawień da się świetnie bawić i czerpać z tego niesamowitą przyjemność. Minusem jest niestety to, że na kierownicy dalej słabo czuć uślizg kół, a na padzie nie ma wibracji triggerów. Nadzieją na to są patche, które powinny się stopniowo pojawiać. Podsumowując kwestię starowania, Project CARS jest stworzony głównie pod kierownicę, jednakże po dobrym skonfigurowaniu pada, da się czerpać przyjemność z gry na nim.

    PnJN1GJ.jpg

    Przejdźmy do kwestii graficznych, o których wspomniałem już wcześniej i będę twardo obstawiał przy swoim, że mogło by być lepiej, dużo lepiej. Graficznie nie dorasta do pięt Forzy Motorsport 5. Oczekiwałem dużo ładniejszego odwzorowania torów i otoczenia, trochę bardziej dopracowane są samochody, mimo wszystko do ideału brakuje dużo. Bardzo sporym plusem są zmienne warunki pogodowe, wygląda to dobrze, fontanny wody wydobywające się spod kół robią wrażenie. Do wyboru mam od słonecznego dnia, gęsto zachmurzonego nieba po ulewę z burzą. Dodatkowo możemy ustawić, aby pogoda zmieniała się w trakcie wyścigu. Symulacja pełną parą, gra żyje i zmiennym otoczeniem sprawia, że nie można się nudzić. Szkoda tylko, że średnia ilość kratek na sekundę ledwo dobija do czterdziestu.

    Jak już padło słowo symulacja, to warto poruszyć kwestię zasad jakie panują w grze i jak odbywają się wyścigi. Otóż każda sesja podzielona jest na trzy etapy, trening, kwalifikacje i wyścig. Na treningu zapoznajemy się z torem i samochodem, oraz dopasowujemy jego ustawienia. Potem przychodzi czas na kwalifikacje, które są ograniczone czasowo, podobnie jak trening. Gdy już wywalczymy swoją pozycję startową przechodzimy do wyścigu. Już na starcie czekają nas pewne nowości, możemy zrobić falstart, za który oczywiście przyjdzie nam słono zapłacić przejazdem przez pit stop. Ponadto gra oferuje pełny system flag, pomoc członka ekipy, który przez radio informuje nas o sytuacji na torze oraz pochwala i zachęca do walki. W każdym momencie możemy zjechać do pit stopu aby naprawić samochód lub wymienić opony, czy zatankować taką ilością paliwa, którą będziemy sobie życzyli. System zniszczeń według mnie powinien być lepiej odwzorowany, czasami nawet mocne kolizje nie powodują większych uszkodzeń mechanicznych pojazdu.

    Jh4x2x4.jpg

    Czas na przedstawienie kariery dla jednego gracza oraz ilości tras i samochodów. Zacznijmy o mniej przyjemnej kwestii, czyli ilości samochodów, jest ich po prostu mało. Do wyboru mamy praktycznie tylko samochody wyścigowe, jest tylko parę pojazdów typowo drogowych, liczę, że wyjdą paczki z samochodami, które bardziej urozmaicą nam wybór. Małą ilość samochodów z nawiązką wynagradza nam potężna baza torów, z taką ich ilością nie sposób się nimi znudzić. W karierze przyjdzie nam ścigać się na początku gokartami, aby potem wziąć udział w innych seriach wyścigowych, których jest sporo, co napawa nadzieją, że gra dla jednego gracza szybko się nie znudzi. Menu kariery wygląda dość skromnie, sztuczną otoczkę dodają wiadomości od fanów (coś ala Twiter), gdzie jesteśmy wychwalani pod niebiosa za swoje osiągnięcia.

    Przejdźmy do podsumowania. Project CARS, który na początku denerwuje i irytuje, po wprowadzeniu modyfikacji ustawień sterowania zaczyna stawać się rasową grą wyścigową, która może walczyć o miano najlepszej. Nikt jednak twórcom nie zapomni nerwów jakie stracił podczas pierwszych godzin zabawy, a raczej walki z nią. Nie wszystko jednak działa idealnie, więc grę czekają łatki, które powinny poprawić częste zacinanie się gry oraz inne pomniejsze problemy. Czy warto kupić Project CARS? Zdecydowanie tak. Jeśli masz kierownicę staje się ona pozycją obowiązkową. Osoby grające na padzie również niech się nie martwią, dacie sobie radę (oczywiście po ustawieniu pada). Grę czeka świetlana przyszłość, pod warunkiem, że będzie miała stałe wsparcie jej twórców. Forza Motorsport została zdetronizowana, ale obawiam się, że tylko do września.

    Autor:

    Marcin Piekarz

    0


      Zgłoś Artykuł


    Reakcje użytkowników

    Brak opinii do wyświetlenia.