• 0

    Wartość odmiennej taktyki podczas GP Chin

       (0 opinii)

    Imperator360

    W ostatnich latach zmiany poczynione w Formule 1 miały przyczynić się do zwiększenia widowiska. Po mimo kilku minusów nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy m.in. DRS musieli przyznać, że droga, którą obrała F1 wychodzi jej na dobre. Niedzielne GP Chin pokazało jednak, że można przesadzić.
     

    Zawody w Państwie Środka obnażyły zbyt daleko idącą chęć poprawy widowiska. Po pierwsze opony, które w ten weekend przysparzały tyle problemów, że podczas wyścigu liczyła się przede wszystkim taktyka. Jednak strategia nie zawsze idzie w parze z akcją na torze. Zawodnicy w celu oszczędzania ogumienia odpuszczali sobie walkę o wyższe pozycje czy choćby o utrzymanie obecnej, bo po prostu nie ma sensu niszczyć "czarnego złota". Nie pomaga widowisku także DRS, który jest jedynym sposobem na przeprowadzenie ataku nie narażając zbytnio kondycji opon (o tym wynalazku powiedziano już wszystko i zostawmy je już w spokoju). Tegoroczny produkt Pirelli jest na tyle nieudany, że zawodnicy boją się nawet zbyt blisko jechać swojego rywala, bo to kolejny element, przez który cierpią opony. Do tego dochodzą kwalifikacje, gdzie dla przykładu kierowcy Mercedesa przejechali tylko 3 szybkie pomiarowe okrążenia - brawo dla Lewisa Hamiltona, że mimo to udało się zdobyć pierwsze pole startowe. Tak źle to nigdy nie było, kierowca z czasem 31 sekund gorszym od najlepszego w Q3 zajmuje 8 pole startowe. Od razu na myśli macie chęć użycia odmiennej taktyki od czołówki, co ma właśnie wpływ na zwiększenie atrakcyjności wyścigu. W kwalifikacjach każdy zespół robił to samo (zaliczając do tego siedzenie w garażu do prawie samego końca). Czy jednak odmienna taktyka cokolwiek zmieniła?
     

    dmtw7m.jpg



    Przyjrzyjmy się Jensonowi Buttonowi i Sebastianowi Vettelowi. Obaj Mistrzowie Świata postanowili poświęcić wyższe miejsce (w przypadku Buttona mowa co najwyżej o awansie o jedno oczko) na starcie na rzecz wystartowania w wyścigu na oponie twardszej, wolniejszej, ale pozwalającej przejechać znacznie dłuższy dystans. W porównaniu z pierwszą trójką, która startowała na miękkiej oponie - rekordzista Hamilton pojawił się u swoich mechaników już po 5 kółkach - Vettel przejechał na pośredniej mieszance 14 okrążeń, a Button wytrzymał o 9 rund więcej. Kierowca McLarena jadąc tylko na dwa pitstopy nie wdawał się w ogóle w bijatyki z kimkolwiek realizując żmudny plan założony przez zespół. Ostatecznie przełożyło się to na 5 miejsce na mecie, co przy obecnej dyspozycji teamu z Woking daje dobry wynik. Co z widowiskiem w tym przypadku? Szkoda cokolwiek mówić. Vettel ostatecznie przejechał dystans wyścigu z taką samą ilością wizyt po nowe "gumy" jak czołowa trójka. Rożnica jest taka, że wspominany wyżej Hamilton przejechał 5 kołek na miękkiej po starcie, a Vettel na samym końcu. Patrząc jak niemiecki zawodnika Red Bulla na ostatnim okrążeniu zaczął się ślizgać po szarży na 3 pole zajmowane przez kierowcę Mercedesa, to można wywnioskować: nie ma znaczenia bolid zatankowany pod korek. Na prawie pustym baku 5 okrążeń w przypadku bolidu Red Bulla to maksimum co można było przejechać w miarę dobrym tempem na tym chińskim obiekcie. Patrząc na innych zawodników nikt nie przejechał więcej jak 7 kółek na tej mieszance (rekord należy do Di Resty, który mając taktykę podobną do Vettela przejechał tylko 3 okrążenia na miękkiej mieszance pod sam koniec zawodów) A pamiętacie Adriana Sutila w Australii? Próba odmiennej taktyki w przypadku Red Bulla i Vettela nie przyniosła wymiernych korzyści. Czy ktoś wątpi w to, że startując wyżej na miękkiej mieszance samochód numer 1 skończyłby GP Chin na gorszej niż 4 pozycja? Jak to miało się do widowiska? W tym przypadku znacznie lepiej, bo mieliśmy kilka ataków Vettela goniącego wynik. 3-krotny Mistrz Świata walczył również poza strefami DRS (sensownie, bo Red Bulle nawet korzystając z ruchomego skrzydła mają nie lada problem z rywalami osiągającymi zdecydowanie wyższe prędkości).

    Szkoda, że nie zobaczyliśmy jednak bratobójczej walki między dwoma kierowcami Red Bulla, bo Mark Webber po zapowiedzi "odkucia" się po GP Malezji sam wyeliminował się z zawodów tuż przed tym jak jego zespołowy partner do niego dojeżdżał. Myślicie, że Jean Eric Vergne z Toro Rosso specjalnie zamknął drzwi przed nosem Australijczykowi, by ten nie stawiał się przed nadjeżdżającym Vettelem? To raczej teoria dla tych, którzy wierzą również w spisek przy braku paliwa po kwalifikacjach. Pamiętajmy, że zespół walczy też o tytuł wśród konstruktorów. Mimo wszystko Vettel zafundował nam kilka ciekawych chwil po złym obrazie z GP Malezji, szczególnie pod koniec. Pytanie tylko czy zespół nie dojdzie do podobnych wniosków, że lepiej byłoby spróbować powalczyć o wyższe pole startowe w sobotę i startować na tej bardziej miękkiej oponie. Taktyka nie zaszkodziła, ale czy pomogła?

    Jeśli mowa o wyprzedzaniu, można podjąć ciekawe próby wyprzedzania mimo stosowania "standardowej" strategii, jak choćby Lewis Hamilton. W dwóch zakrętach wyprzedził dwa bolidy (Toro Rosso i Force India) oraz w pierwszym zacieśniającym się łuku po zewnętrznej Jensona Buttona. Czy właśnie nie tego nam potrzeba? Ciągłego ataku na pozycje, jazdy "na zderzaku" niż ciągłego kalkulowania i czekania na strefy DRS (dwa dozwolone miejsca do korzystania z tego systemu w niedziele nie przybliża nas do tego). W padoku od dawna można usłyszeć, że Pirelli zamierza przyjerzeć się oponom po GP Bahrajnu. Dziś pojawiła się też informacja, że sam Bernie Ecclestone potwierdza, że firma z Mediolanu zmieni nieco mieszanki, by te wytrzymywały dłużej.

    Wracając do samego wyścigu. Ferrari potwierdza, że ich cele mogą być w tym roku bardzo wysokie. Fernando Alonso po starcie z trzeciego pola szybko odebrał Hamiltonowi prowadzenie i wydaje się, że dalszy przebieg zawodów był już odpowiednio kontrolowany. Fernando w końcówce potwierdził jak dobrze prowadzi się ich F138. Inżynier wyścigowy, Andrea Stella, na uspokojenie szybko jadącego swojego podopiecznego usłyszał w radiu, że kierowca nie jedzie na 100%. Rezerwy więc były i ta kombinacja F138-Alonso może w końcu zatriumfować w tym sezonie. Szkoda tylko, że Massa zawsze "ginie" w tłoku. Świetne występy w kwalifikacjach, dobre tempo wyścigowe, jednak 6 miejsce po starcie z czwartego w porównaniu do swojego partnera, to blady wynik. Trzeba dać z siebie jeszcze więcej, gdy chce się liczyć w walce o tytuł.
     

    24wf28y.jpg



    Uważany za najbardziej dbający o opony bolid Lotusa tym razem nie miał takiej przewagi jak w Australii. Kimi Raikkonen stosował identyczną taktykę jak czołówka. W jej wyniku udało się przeskoczyć tylko Hamiltona, ale należy pamiętać problemy przy starcie (widać jak przy ruszaniu tył E21 zaczął się ślizgać) oraz uszkodzone przednie skrzydło w wyniku kontaktu z Perezem. Lekka podsterowność w kwalifikacjach była przez to problemem również przez znaczną część zawodów. Wydaje się, różnica pomiędzy pierwszym na mecie Hiszpanem, a drugim Finem wynikła tylko z tych dwóch problemów.

    Wywołany przed chwilą do tablicy Perez, chwalony przez zespół, nie pokazuje jednak za wiele podczas swoich startów w McLarenie. Bolid wciąż potrzebuje poprawy, jednak podczas wywiadów słyszymy od Meksykanina tylko o problemowym aucie, które nie pozwala czuć się komfortowo. Na tle Jensona Buttona, "Checo" wypada blado, a swojej reputacji nie poprawia wykonując nie do końca fair play manewry. Trudno wyrokować czyjąś winę przy incydencie z Raikkonenem, ale prób rozpaczliwego bronienia pozycji było więcej. Z pewnością nie pomogło to na realizację strategi nieco odmiennej od swojego kolegi z zespołu. Sergio Perez przejechał aż 24 okrążenia po starcie na pośredniej mieszance, następnie zjechał po miękkie opony na 7 kółek, by znów wrócić do pośredniej dojeżdżając na niej do mety. Strata do swojego zespołowego kolegi wyniosła 30 sekund. Chwalmy jednak za nie odpuszczanie i próbę walki mimo nikłych szans.
     

    28au5pj.jpg



    Startujący na czele Lewis Hamilton stwierdził po wyścigu, że jednak nie mają jeszcze tempa, by wygrywać z bolidami tak szybkimi jak Ferrari. Mimo wszystko w trzecim wyścigu pierwsze polepositions i już dwa podia na koncie, to dobry wynik mając w pamięci skazywanie Anglika na porażkę przez znaczną część środowiska F1. Przyznam szczerze, że chwilę po ogłoszeniu przejścia Mistrza Świata z 2008 roku do Mercedesa sam miałem poważne wątpliwości. McLaren w 2012 roku dysponował w większości wyścigów najszybszym bolidem, którego problem były tylko awarie. Mimo wszystko rozumiałem tłumaczenia Lewisa chęci zmiany otoczenia. To co podkreślałem w moim poprzednich wpisach, Mercedes i Hamilton potrzebowali siebie nawzajem. Zespół lepiej pracuje, kierowca wyciąga z auta co może i już po 3 rundach widać wyniki. Jak na tym tle wypada Rosberg? Trapiony awariami ukończył tylko zawody w Malezji. Po kwalifikacjach w ubiegłą sobotę widać jednak, że na pojedynczym okrążeniu niemiecki zawodnik nie ma większych szans.

    Choć mamy pewne kontrowersje związane z oponami, tegoroczny sezon mimo wszystko jest bardzo ekscytujący, nie mamy dominacji jednego zespołu, a wyścigów nie wygrywają przypadkowi kierowcy jak na początku 2012 roku. Cztery czołowe zespoły blisko siebie, naprawdę trudno wyrokować pretendentów do tytuły. Czy Mercedes i Lotus nadążą jednak z rozwojem swoich bolidów w porównaniu do Red Bulla i Ferrari? Głównie od tego będą zależeć dalsze losy Mistrzostw. Pewnym jest chyba tylko to, że w tym boju nie ujrzymy Webbera. Ĺatka przyklejona przez Dr. Helmuta Marko do tego kierowcy mówiąca o pełnej formie średnio przed dwa wyścigi w roku, jest coraz bardziej widoczna. Próby "odgryzienia" się na Vettelu po GP Malezji spełzły na niczym...

     



    Autor: Imperator360

    0


    Opinie użytkowników

    Brak opinii do wyświetlenia.