• Sebastian Vettel pisze historie w Indiach

       (0 opinii)

    Imperator360

    Po wrześniowym wyścigu w Singapurze nikt nie musiał wykazywać się jakimiś nadludzkimi zdolnościami w typowaniu, kto zostanie ukoronowany tytułem Mistrzem Świata Formuły 1 w sezonie 2013. Można było rzecz, że stało się to, co się stać powinno. Dzisiejszy wyścig o GP Indii niczego tutaj nie rozstrzygał, bo sprawa była jasna nawet przed startem. Mało tego, meta zawodów o GP Japonii 2 tygodnie wcześniej już zamknęła temat. Dopisując w trakcie tegorocznych zmagań 10 kolejnych wygranych wyścigów na i tak pokaźne już konto, Sebastian Vettel definitywnie przypieczętował 4 tytuł Mistrza Świata Formuły 1.

    Po trwającej już od końca wakacji serii szczęściu zwycięstw z rzędu kierowca Red Bulla nie dał nawet cienia szansy rywalom na powalczenie o koronę mistrzowską wpisując się tym samym na czoło kart historii Formuły 1. Czy Sebastian Vettel jest aż tak dobry? Oczywiście większość obserwatorów tego sportu na pierwszym plan wystawia argument piekielnej szybkiego bolidu, jako głównego autora sukcesów Niemca. Trudno się z tym nie zgodzić, ale wymaga to głębszej analizy. Wskazywanie wypadającego bardzo blado na tle swojego kolegi Marka Webbera dysponującego podobnym autem to pójście na łatwiznę przy szukaniu argumentów przeciw twierdzeniu o pełnej roli samochodu i nie zamierzamy tego tutaj robić. Wszak istnieje wiele takich, którzy jasno twierdzili, że połowa stawki robiłaby to samo w granatowym bolidzie z czerwonym Bykiem na grzbiecie co świeżo ukoronowany Mistrz. Takie komentarze muszą chyba ranić przede wszystkim kończącego swoją karierę australijskiego kangura.

    2hz4ke8.jpg

    Głównym atutem niepokonanego od 4 lat kierowcy i zespołu jest przede wszystkim regularność. Na 16 rozegranych do tej pory wyścigów, zawodnik z Heppenheim aż 13-krotnie stał na podium, a dwie najsłabsze pozycje to czwarta lokata w Chinach i Hiszpanii. Jedyny nieudany wyścig to GP Wielkiej Brytanii, gdzie prowadzenie przerwała awaria skrzyni biegów. Osiągnięcie o tyle imponujące, że w tym roku mieliśmy wiele perturbacji z oponami, co z pewnością nikomu nie ułatwiło zadania. Mimo to Red Bull potrafi utrzymać swoją efektywność w zdobywanych wynikach, czego nie do końca udaje się im bezpośrednim rywalom. Zarówno Ferrari, jak i Lotus czy Mercedes miewały kilka mocnych występów, ale bywały także takie, które były totalnym rozczarowaniem. Gdyby nie wymieniona wyżej awaria przekładni na Silverstone, myślę, że Sebastian Vettel miałby wiele trudności przy próbie wymiany swojego najbardziej rozczarowującego występ w tym roku. Fernando Alonso, najbliższy rywal w punktacji, niejednokrotnie wspomniał, że kiedyś przestanie tak dobrze iść niemieckiemu kierowcy. Obawiam się jednak, że pomimo zdobycia już tytułu, w pozostałych trzech wyścigach to nie nastąpi, bowiem świętujący dziś zawodnik Red Bulla dysponuje niebywale wysoką formą, co w połączeniu z równie znakomitą formą samochodu daje mieszankę nie do zatrzymania dla nikogo.

    Sezon jeszcze trwa i czeka nas jeszcze kilka równie interesujących rozstrzygnięć, jednak trwającą od 2010 roku dominacje Vettela mogą zatrzymać już chyba tylko nowe przepisy szykowane na kolejny sezon. Gdyby rewolucję przełożono o jeszcze kolejny rok, co oznaczałoby ściganie się na obecnych zasadach, to w ciemno można byłoby stawiać, że znów Vettel zgarnie najwyższe trofeum w tym sporcie. Niektórzy może nie chętnie przeczytali tą część, ale takie wnioski same się nasuwają widząc jak szybko potrafi pokonywać kolejne nitki toru Vettel w bolidzie RB9 w porównaniu do innych konkurentów mając na uwadze niezmienny od 2009 roku regulamin techniczny wzbogacany kolejnymi restrykcjami, które teoretycznie powinny ułatwić zadanie innym. Regularność, ciężka praca i dobrze wykorzystane szanse to są przede wszystkim autorzy sukcesu po stronie Sebastiana Vettela. Po stronie jego teamu świętującego tytuł wśród konstruktorów to przede wszystkim budowa i rozwój wyśmienitego samochodu oraz bezbłędnej pracy przy podczas każdego kolejnego weekendu wyścigowego. Talent, umiejętności kierowcy? Na to składają się wymienione wcześniej elementy. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić czystą szybkość zawodników. Mimo to wątpię, by byli tacy, którzy nadal myślą, że Fernando Alonso, Kimi Raikkonen czy Lewis Hamilton w podobnym aucie jeździliby znacznie szybciej od Niemca, a mało kto jest wstanie podjąć się wskazać, kto potrafi znaleźć gdzieś dodatkowe 0,1 sekundy więcej na okrążeniu.

    k0lvdl.jpg

    Wielki triumf miał miejsce w Indiach, więc warto poświęcić trochę czasu temu obiektowi, który być może już nigdy nie wróci do kalendarza F1. Ekscytacji z zawodów wielkich być nie mogło, bowiem pomimo długiej prostej z ostrym dohamowaniem i wolnym nawrotem, walki âzderzak w zderzakâ nigdy tor Buddh za wiele nie dostarczał.

    Całe zawody rozegrały się pod znakiem opon â nie sądziłem, że jeszcze wrócę do tego tematu po wakacyjnej przerwie. Wielu twierdzi, że im więcej dostępnych opcji strategicznych tym ściganie staje się bardziej ciekawe. Uważam, że jest wręcz odwrotnie, ponieważ gdy do głosu dochodzi jak najlepsze obchodzenie się z oponami, wtedy zaczyna się kalkulowanie, kto z kim się ściga a z kim nie. Pomimo tego, że Sebastian Vettel zjechał pod koniec 2 okrążenia po nowy komplet opon i wyjechał z alei serwisowej dopiero na 17 miejscu, to nie uświadczyliśmy za dużo oporu po stronie jadących inną strategią rywali. Większość zawodników z nakreślonym planem nawet nie próbowało walczyć i tym samym niszczyć opony. Nawet jeśli kierowcy poruszają się bolidem o 1 sekundę wolniejszym, zawsze będą chcieli powalczyć o utrzymanie swojej pozycji, jednak z jednym wyjątkiem, gdy wyścigiem rządzi takie prawo jak w Indiach.

    Ostatecznie dwie odmienne taktyki poszczególnych kierowców nie miały znaczenia, o czym wspominał po sobotnich kwalifikacjach Sebastian Vettel, który wyraźnie bagatelizował znaczenie alternatywnej strategii z poświęceniem lepszego miejsca na starcie na rzecz bardziej wytrzymałych opon, które pozwalały w pierwszej fazie zawodów przejechać znacznie więcej okrążeń i uniknąć ewentualnego utknięcia za wolniej jadącymi zawodnikami. Tak zrobił Mark Webber po raz pierwszy odwiedzając swoich mechaników dopiero na 28 okrążeniu i wyjeżdżając na nowych miękkich oponach na drugiej pozycji. Z kolei ówczesny lider, Vettel, po wizycie już na drugim kółku i odrabianiu kolejnych miejsc z 17 lokaty, pewnie prowadził mając 12-sekundową przewagę nad swoim teamowym kolegą, który zaraz ponownie pojawił się w pit lane wytrzymując na âżółtymâ ogumieniu tylko 4 kółka. Ostatecznie pech spowodowany awarią alternatora wyeliminował Australijczyka z dalszej rywalizacji, jednak szanse na wydarcie 4-krotnemu Mistrzowi Świata zwycięstwa przepadły zanim Mark zatrzymał swój bolid.

    2n0322w.jpg

    Podobną ścieżkę obrał Felipe Massa, który wyraźnie wskazał swojemu zespołowi strategię, która jak się okazało, była słuszna. Brazylijczyk nauczony doświadczeniem z GP Niemiec walczył w kwalifikacjach o jak najlepsze pole startowe, a w wyścigu dodatkowo pomógł sobie świetnym startem i utrzymaniem dobrego tempa przez całe zawody. Satysfakcja odchodzącego z Ferrari kierowcy musiała być ogromna po tym, jak cały zespół chciał zastosować u Felipe rozwiązanie podobne do tego, które wybrał Fernando Alonso. W przypadku Hiszpana obraz zamazały dwa kontakty z Webberem i Buttonem, po których wicelider punktacji zmuszony był przedwcześnie zjechać do alei serwisowej po nowe przednie skrzydło. Mimo to samochód nie prowadził już się już tak dobrze i Hiszpan świętujący w Indiach swój rekord największej ilości zdobytych punktów w całej Formule 1, nie dopisał na swoje konto nawet jednego âoczkaâ zajmując odległe 11 miejsce. Prysły również resztki nadziei na odegranie jeszcze jakiejś istotnej roli w kontekście walki o tegoroczny tytuł. Nie pomógł nawet 200 razy lepszy bolid niż ubiegłoroczny, którym Fernando liczył się w walce aż do ostatniej rundy sezonu 2012.

    Częściowe niepowiedzenie Ferrari, to powrót Mercedesa na drugie miejsce w tabeli konstruktorów, czyli jeden z wspominanych wcześniej rozstrzygnięć, które jeszcze przed nami. Oba zespoły dzielą tylko 4 punkty, a dodatkowo z tyłu swoje ambicje nadal ma także Lotus tracąc 24 âoczkaâ do plasującego się na trzecim miejscu włoskiego teamu. Dominujący na pojedynczym okrążeniu w pierwszej części sezonu Mercedes także zastosował taktykę startu na miękkich oponach i szybkiego zjazdu do alei serwisowej. Po dobrych kwalifikacjach, gdzie Nico Rosberg i Lewis Hamilton musieli uznać wyższość tylko Sebastiana Vettela, plan się powiódł stawiając bolid niemieckiego zawodnika na drugim miejscu. Lewis Hamilton po świetnym starcie nie miał już tyle szczęścia i po ostrej walce z Sergio Perezem pod koniec zawodów ostatecznie uplasował się na 6 miejscu.

    8vng5c.jpg

    Świetnie wypadł podczas GP Indii Romain Grosjean. Francuz po błędzie zespołu zmuszony był startować dopiero z 17 pozycji. Po ostatnich dobrych występach swojego podopiecznego, team z Enstone poczuł się chyba zbyt pewnie próbując oszczędzać miękką mieszankę nie zakładając jej na pierwszą część kwalifikacji. Podobnie postąpił tylko Vettel, który pierwszy segment czasówki przeszedł z 11 czasem. Mimo to realizujący taktykę tylko jednego pit stopu Romain Grosjean uplasował się na wysokim 3 miejscu. Fin Kimi Raikkonen nie miał tyle szczęścia spadając pod sam koniec wyścigu z trzeciego na siódme miejsce. Iceman miał już tak wielki problem z oponami, że zdecydowano się go wezwać na przedostatnim okrążeniu po kolejny komplet opon. Tym samym Fin wykorzystał świeży zestaw odbierając w samej końcówce najszybsze okrążeniu w wyścigu Vettelowi.

    W kontekście Lotusa warto jeszcze wspomnieć o psującej się już od jakiegoś czasu atmosferze w tym zespole. Raikkonen na mocno zużytych oponach postanowił nie ułatwiać zadania swojemu koledze i zaciekle bronił swojego przed utratą pozycji wywożąc Romaina Grosjeana poza tor. Po ostrej interwencji ze strony zespołu, Fin ostatecznie przepuścił jadącego po podium Francuza. Niezbyt rozsądne zachowanie Mistrza Świata z 2007 roku przyczyniło się do pogorszenia i tak chłodnych już relacji z zespołem. Wszystko zaczęło się po ogłoszeniu przez Ferrari zatrudnienia Kimiego na przyszły sezon. To jednak szefostwo Lotusa zaczęło psuć atmosferę rozpowiadając na lewo i prawo ustami Gerarda Lopeza, że Fin odszedł do Maranello tylko dla pieniędzy.

    125qcux.jpg

    Choć Mistrzostwo zostało już przypieczętowanie przed nami jeszcze 3 interesujące rundy. Już kilka artykułów wcześniej poleciłem wszystkim traktować każdy kolejny wyścig osobno, bo w perspektywie walki o punkty rozstrzygnięcie zwycięży nie było trudne. Miejmy nadzieje ujrzeć jeszcze w tym sezonie kilka interesujących manewrów wyprzedzania czy rozstrzygnięć na mecie. O ile widowiska nie popsuje FIA, która ukarała Sebastiana Vettela oficjalną reprymendą i zespół Red Bulla karą pieniężną w wysokości 25 tysięcy euro za niezgodne z przepisami zachowanie 4-krotnego Mistrza Świata po zakończeniu GP Indii. Każdy zawodnik zmuszony jest po okrążeniu zwalniającym zjechać do alei serwisowej. Wyjątkiem może być zatrzymanie samochodu gdzieś na torze w wyniku, kiedy auto nie jest wstanie dotrzeć o własnych siłach do pit lane. Lider punktacji postanowił jednak uczcić swoje osiągnięcie efektownymi âbączkamiâ na prostej startowej, co z pewnością podoba się każdemu kibicowi, niekoniecznie już Międzynarodowej Federacji Samochodowej. Symptomatyczny obrazek na koniec, kiedy kierowca Red Bulla z wyrazami szacunku oddaje hołd maszynie zbudowanej przez Adriana Neweya. Trzeba to jasno powiedzieć, dwa perfekcyjnie pasujące do siebie elementy â szybki, niezawodny bolid oraz bezbłędnie, regularnie potrafiący to wykorzystać kierowca. Sebastian Vettel pokazał, co ważne, że doskonale zdaje sobie sprawę, iż jest to dla nie przywilej jeździć tak dobrą maszyną. Czy ktoś jednak zabrania innym zespołom budowanie podobnych konstrukcji?

    Autor: Imperator360

    0


      Zgłoś Artykuł


    Reakcje użytkowników

    Brak opinii do wyświetlenia.