• 0

    Kto złamał hiszpańską tradycję? Alonso czy Pirelli?

       (0 opinii)

    Imperator360

    Przed weekendem w Hiszpanii mówiło się wiele o tym, że przez 22 lata tych zawodów nie wygrał żaden kierowca startujący dalej niż z 3 miejsca. Mieliśmy różnych dostawców opon w tym okresie, różne zasady oraz tankowanie podczas pitstopów. Nic nie było w stanie złamać tego faktu aż do dziś, gdy Fernando Alonso startujący z 5 pola z przebitą oponą dowiózł zwycięstwo do mety. Czy to przypadek?
     

    Oczywiście, że nie. O ile w poprzednim roku opony wywracały nam stawkę w pierwszej połowie sezonu, to już w obecnym stanie opony wywracają całą Formułę 1 i sens ścigania. 4 pitstopy przy najtwardszych dwóch mieszankach opon? Wyprzedzanie przy pomocy DRS - wymijanie można powiedzieć - rywali, którzy i tak nie mają szans z racji stanu swoich opon, to nie to co chcemy oglądać. Wiele razy już pisałem na ten temat i nie ma sensu znów rozwodzić się nad przesadzeniem w drugą stronę przez Pirelli przy próbie poprawy widowiska. Miała być lekka zmiana w najtwardszej mieszance, by ta wytrzymywała więcej, co się później okazało, przełożyło się tylko na jedno okrążenie więcej na twardej w porównaniu do stopień niższej, pośredniej opony. Samo Pirelli to potwierdziło publikując - ich zdaniem - najlepsze strategie na wyścig. Oczywiście nie bardzo trafione w przypadku 10 zespołów z wyjątkiem Lotusa. Włoski producent opon wie, że tegorocznej Formule 1 daleko do tego, z czym jest kojarzona. Najszybsze bolidy nie wygrywają (wyobrażacie sobie Mercedesa na japońskich Bridgestonach?), a prawdziwej walki to już dawno nie widzieliśmy. Pirelli zapowiada kolejne zmiany w oponach na GP Wielkiej Brytanii, bo Silverstone to kolejny tor, który znany jest z prawdziwego ścigania w kraju skąd wywodzi się motosport.

    Wspomniałem na początku o przebitej oponie u zwycięzcy dzisiejszych zawodów. Szczęście Hiszpana, że nie skończył wyścigu na poboczu, bo tegoroczne "kapcie" lubią się rozwarstwiać. W Bahrajnie i Hiszpanii mieliśmy 5 przypadków, gdy bieżnik odkleja się od całej konstrukcji, co w poprzednich latach nie występowało wcale. Włoski zespół jak i firma Pirelli potwierdzili, że ostatni pitstop u Fernando Alonso był nieco szybciej, bo opona zaczynała tracić ciśnienie przez minimalne rozcięcie, co przy wspominanym wyżej rozwarstwianiu się tegorocznych mieszanek na pewno poddenerwowało całe szefostwo Ferrari. Napięcie w zespole na pewno było także już po wyścigu, gdy okazało się, że zwycięzca nie zastosował się do przepisów zatrzymując się na okrążeniu zjazdowym po hiszpańską flagę od jednej z osób obsługujących tor. Wezwany na "dywanik" dostał reprymendę, co w mojej opinii to i tak za dużo.

    Bohater Hiszpańskich kibiców pomimo tego incydentu z oponą odniósł pewne zwycięstwo, wydawałoby się nie stawiając przed bolidem Ferrari zbyt dużych trudności. O tempie czerwonych bolidów mówią nie tylko świetne czasy Alonso, ale także bardzo dobra robota Felipe Massy, który po starcie z 9 pola wskoczył na podium.
     

    34pj1go.jpg



    O takim tempie mogą pomarzyć tylko zajmujący cały pierwszy rząd na starcie kierowcy Mercedesa. Zarówno Lewis Hamilton jak i Nico Rosberg mieli utrudnione zadanie podczas tego weekendu, uważanego za pewien restart sezonu, ponieważ pomimo przywiezionych poprawek do swoich Srebrnych bolidów nie udało się pokonać problemu z nadmiernym zużyciem (nie pomógł nawet nowy, bardziej srebrny kolor zastosowany w ten weekend). Napisałem o utrudnionym zadaniu, bo zmodyfikowana przez Pirelli najtwardsza mieszanka cechowała się nieco niższą optymalną temperaturą potrzebną do prawidłowej pracy, do zapewnienia odpowiedniej przyczepności. Jak powszechnie wiadomo Mercedes W04 bardzo szybko rozgrzewa tylne "kapcie" i w efekcie przegrzewający opony na kolejnych kółkach wyścigu bolid Hamiltona i Rosberga bardzo szybko traci tempo. Tutaj zespół Brackley wolałby, gdyby podniesiono temperaturę optymalnej pracy opony niż ją obniżono. Kolejne polepostitions Mercedesa pokazuje jednak, że auto generuje odpowiednio dużo potrzebnego docisku, dobrze się prowadzi i przy minimalnym zatankowaniu oferuje znośny balans. Niestety w wyścigu z 150KG paliwa na pokładzie opony bardzo szybko pokazują, jak nie potrafią się dogadać z tą konstrukcją. Mercedes szybko musi coś z tym zrobić, albo liczyć, że już w następnych wyścigach temperatury toru i powietrza będą znacznie niższe niż do tej pory.

    Już nie pierwszy raz mówi się, że GP Hiszpanii jest pewnym restartem sezonu, bowiem każdy team przywozi spore poprawki do swoich bolidów. Ci którzy w pozamorskich wyścigach mieli tempo, jeszcze bardziej próbują urwać kolejne części sekundy, pozostali z problemami liczą na ich wyeliminowanie w pierwszej europejskiej rundzie. W tym roku o poprawie tempa bolidu nie może być mowy, czy o rozwiązywaniu problemów z balansem. W tym roku chodziło tylko o dostosowanie swojej konstrukcji do kapryśnych opon kosztem całego bolidu. To może być przyczyna tego, że tak naprawdę układ sił w stawce w ogóle się nie zmienił. Wciąż mamy najlepiej radzące sobie z ogumieniem bolidy Ferrari i Lotusa. Najbardziej uniwersalny wydaje się auto Red Bulla, które prezentuje nieco lepsze tempo podczas kwalifikacji od wymienionej dwójki, a i wyścigu potrafi dotrzymać kroku w szybkości, a zużycie opon choć wyższe, wydaje się, że podążają w odpowiednim kierunku, by dopasować RB8 do tej charakterystycznej specyfikacji. Podobna sytuacja z Mercedesem i McLarenem pozostając przy temacie oczekiwanej zmiany układu sił w stawce. Ci drudzy okazuje się jednak, że zrobili mały kroczek do przodu, jednak wciąż więcej zyskują na umiejętnościach swoich kierowców przy odpowiednim przedłużaniu życia oponom. Czyste tempo wciąż daleko w tyle, nie udało się nawet przeskoczyć walczącego samego ze sobą Rosberga, który zawdzięcza swoje miejsce chyba tylko pierwszemu polu startowemu (Button po ruszeniu spod świateł w momencie gdy Niemiec prowadził jeszcze stawkę spadł na 17 lokatę). Hamilton można śmiało powiedzieć, że podobny wyczyn z niedzieli mógłby dokonać jeszcze tylko przy pomocy bolidów Marussi i Caterhama, ewentualnie Williamsa choć i z granatowym bolidem przyszło się zażarcie bronić. Słowa Brytyjczyka - "nie chcę tego drugi raz przeżyć" mówią wszystko.

    Największym zaskoczeniem jest wciąż dobre, nie znikające tempo bolidów Force India. Choć strata w kwalifikacjach wyniosła 1,3 sekundy, to już w wyścigu korzystają wciąż z impetu, jaki nabrali do walki z takimi potęgami sportu jak McLaren czy Mercedes. Wydaje się, że o pozostałe teamy uważane za te ze środka stawki nie muszą się martwić. Ubiegłoroczny zwycięzca GP Hiszpanii, Pastor Malnonado, w tym roku został zdublowany (podobnie jak triumfator tamtych kwalifikacji - oddelegowany ostatecznie na koniec stawki Hamilton). Ekipa Saubera choć prezentowała się bardzo dobrze, wciąż musi popracować nad swoim tempem, gdy chce myśleć o walce z Force India i próbie regularnego punktowania. Toro Rosso wydaje się coraz bardziej naciskać, ale jeśli miałbym stawiać, kto lepiej rozwinie bolid w przeciągu roku, to napewno nie będzie to siostrzany zespół Red Bulla, choć należy pamiętać, że mają na pokładzie James Key'a, który jest autorem wzrostu formy w ostatnich sezonach właśnie w wymienionych wyżej zespołach Saubera i Force India.
     

    2zzhm4w.jpg



    Padła nazwa Red Bulla? Dopiero teraz zajmujemy się nimi? Wszyscy przyzwyczajeni są do tego, że Sebastian Vettel (czasem Mark Webber) walczą o zwycięstwa i już za porażkę uznają niższy stopeiń podium. Zapracowali sobie na taki wizerunek, że 4 miejsce Vettela i 5 Webbera jest praktycznie nie zauważalne. Niemiecki zawodnik Czerwonych Byków próbował pojechać hiszpańskie zawody na 3 pitstopy, jednak zrezygnowano z tego pomysłu, co pozbawiło Sebastiana szans na coś więcej (za dużo strat w pierwszym etapie wyścigu, gdzie od początku można było nastawiać się na szybką jazdą decydując się na 4 zjazdy). Przez to występ Vettela można zaliczyć do nijakich patrząc na tradycyjnie słaby start Webbera, który na pierwszych okrążeniach plasował się tuż za pierwszą dziesiątką. Mimo to udało się dotrzeć na mecie tuż za swoim zespołowym kolegą. Team z Milton Keynes musi być ogólnie rozczarowany z dotychczasowych losów mistrzostw. Choć ich reprezentant wciąż zajmuje miejsca lidera w punktacji generalnej, to jeszcze spora droga, by zachować dotychczasową szybkość samochodu, a poprawić dłuższe przejazdy w wyścigu i powstrzymać rozpędzonego Alonso, który mimo minimalnej zdobyczy punktowej w GP Malezji i GP Bahrajnu goni w punktacji generalnej.

    Jeszcze bliżej jest Kimi Raikkonen, który tradycyjnie najlepiej wykorzystuje produkt Pirelli w poruszaniu się po torze (przy całej sympatii dla Fina, trudno mówić tutaj o prawdziwym ściganiu). Mówi się, że tegoroczne opony są przypadkowo zbudowane pod czarno-złote auto, bowiem wszyscy w padoku mają w pamięci, z jakiego bolidu korzysta włoski producent przy prywatnych testach poszczególnych mieszanek. Lucas di Grassi i Jaime Algersuari (kierowcy testowi Pirelli) jeżdżą konstrukcją zbudowaną właśnie przez zespół z Enstone w 2010 roku. Mówi się, że od tamtego czasu, gdy auto poruszało się jeszcze pod szyldem Renault, ma takie samo DNA jak obecne ścigającego się jako Lotus.
     

    z4bcm.jpg



    Na koniec warto zawsze podsumować, to co widzieliśmy w niedziele, jednak w przypadku GP Hiszpanii, wczesniej GP Chin, warto postawić chyba tylko trzy kropki i czekać jak zareaguje na to Pirelli i władze sportu. Dużo ciekawiej jest za kulisami sportu. Toczy się wciąż ostra dyskusja na temat przyszłorocznych testów, które są wskazane z racji wejścia nowych silników 1.6 V6 Turbo. Być może w 2014 sezon zacznie się dużo wcześniej niż zwykle, bowiem rozważa się testy już w styczniu w którymś z krajów Bliskiego Wschodu. Mówi się również o tym, że bolidy dopuszczone do sezonu 2014 będą jeździły znacznie wolniej - najgorszy scenariusz przewiduje tempo nieco lepsze od najszybszych w tym roku zawodników przedszkolnej serii GP2. Aż strach pomyśleć!

    Podczas weekendu w Hiszpanii mieliśmy też sporo polskiego akcentu. Oprócz flag na trybunach z napisami "Robert czekamy" lub "Fernando jest szybszy od Ciebie, Robert szybszy niż ktokolwiek inny", mieliśmy też doniesienia z obozu Mercedesa potwierdzające ostatnie rewelacje. Robert rzeczywiście był w fabryce Mercedesa w Brackley. Oprócz osobistego potwierdzenia ze strony Krakowianina, widać również, że niemiecki zespół nie zamierza się z tym kryć i oficjalnie potwierdza, że Robert jeździł w ich symulatorze. Pojawiają się jednak sprzeczne informację, czy Kubica rozwija tegoroczny bolid czy zajmuje się raczej "dostrajaniem" symulatora, tak by jak najwierniej oddawał realną jazdę bolidem F1. Tego tak naprawdę nikt nam nie powie, jednak od ostatnich jazd Roberta Kubicy w Jerez w 2011 roku minęło już trochę czasu. Zmieniły się bolidy, przede wszystkim opony, więc mając to na uwadze obstawiałbym jednak tą drugą opcję. Nie ważne tak naprawdę, co robi. Ważne, że nasz zawodnik z Krakowa wciąż myśli o Królowej Motosportu. Najważniejsze jest również to, że wszyscy pamiętają o talencie Polaka, który pomimo długiej już przerwy, gdyby wrócił do F1, najprawdopodobniej bardzo szybko nawiązałby walkę z czołówką. Trzymamy kciuki!

    Autor: Imperator360

     

     

    0


    Opinie użytkowników

    Brak opinii do wyświetlenia.