• Portal


    Danteze
    Serwis Forza Motorsport Polska od początku kładł duży nacisk na promowanie nie tylko naszej ulubionej gry, ale także sportów motorowych, dlatego dzisiejszy dzień dla polskiej sceny Forza Motorsport będzie wyjątkowy. Jest mi niezmiernie miło przedstawić Jakuba Sudoła, który będzie wspierany przez nasz serwis medialnie. Co za tym idzie zostanie on twarzą polskiej sceny Forza Motorsport. Niewątpliwie skorzystamy na tym wszyscy, gdyż planujemy zorganizować szereg akcji promocyjnych oraz turniej na wzór Wyścigowego Pucharu Polski. Będziemy oczywiście informować o wszystkim na bieżąco. Nie jest to jednak koniec niespodzianek. Połączenie naszej współpracy z Jakubem daje nam zupełnie nowe możliwości w zaistnieniu w realnych wyścigach, więcej informacji na ten temat przekażemy niebawem.
    Jakub swoją przygodę ze sportami motorowymi rozpoczął w 2006 roku, ścigając się w Pucharze PZM skuterami w którym zajął drugie miejsce.

    Rozbudziło to apetyt na wygrywanie. W kolejnym roku Jakub powtórzył swoje osiągnięcie, aby w 2008 roku wygrać drugą i trzecią klasę Pucharu PZM oraz Puchar HONDA CBR 125R Cup. 2009 rok przyniósł zwycięstwo w pucharze Honda CB600F Hornet Cup.


    Jakub ścigał się z numerem 95.


    (źródło: ścigacz.pl)
    Kolejny rok był pechowy, gdyż w Mistrzostwach Europy środkowo-wschodniej (Alpe Adria Championship na Hondzie CBR600RR) Jakub odniósł kontuzję, która wyeliminowała go ze startów w wyścigach motocyklowych. Swoją pasję kontynuował w wyścigach samochodowych, jeszcze w 2009 roku startując w cyklu kryterium SuperOES na Torze Poznań w Peugeocie 106, regularnie kończył na podium w klasie 2 (do 1300ccm). Rok 2010 to ponowne starty w kryterium SuperOES na Torze Poznań i na torze Gostyń w Suzuki Swift GTi a następnie w Hondzie Civic VTi, gdzie zaliczył kilka zwycięstw i regularne miejsca na podium. Kolejny rok to jeszcze większe sukcesy, Jakub zalicza pierwsze miejsce i wygraną w każdym wyścigu w klasie 3 w WPP (Wyścigowy Puchar Polski - wyścigi płaskie - torowe) w Hondzie Civic VTi. W tym samym roku kontynuuje starty w kryterium SuperOES na Torze Poznań i zajmuje regularne miejsca na podium.

    (autor: Agnieszka Kujawa)


    (autor: Karol Nowakiewicz)

    W roku 2012 Jakub startował w Kia Lotos Race, ścigając się Kią Picanto. W klasyfikacje generalnej zajął ósmą pozycję wyprzedzając takie osoby jak Krzysztof Steinhof i Maciej Dreszer, znanych z obecnie rozgrywanego Volkswagen Castrol Cup. Po rocznej przygodzie z Kia Lotos Race, powraca do ścigania się w Wyścigowym Pucharze Polski nowym samochodem, którym jest Honda S2000. Po dwóch rundach, jednej wygranej a drugiej pechowo zakończonej defektem opony, Jakub potwierdził swoje mistrzowskie aspiracje. Nie pozostaje nam nic inne jak śledzić jego poczynania w WPP oraz życzyć kolejnych sukcesów. Więcej szczegółów z kariery jak i życia Jakuba Sudoła poznacie w ekskluzywnym wywiadzie, który opublikujemy niebawem. Również w kolejnym artykule opiszemy czym charakteryzuje się Wirtualny Puchar Polski oraz jakie są jego zasady. W związku z tym szykujemy dla was niespodziankę, o której poinformujemy w najbliższym czasie.
    Warto również przyjrzeć się bardziej Hondzie S2000, którą obecnie ściga się Jakub. Niewątpliwie jest to jedno z najładniej prezentujących się pojazdów wyścigowych w Polsce. Przyczynił się do tego ogromnie wielki fan Forzy Dawid Imbryczkowski, który stworzył projekt malowania, które zostało zaakceptowane i zaadoptowane do realnego samochodu. Jako przedstawiciele medialni Jakuba nasze plany co do samochodu są spore, a o postępach będziemy informować ba bieżąco. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że szykuje się kolejny wielki dzień dla fanów serii Forza Motorsport.
    Poniżej prezentujemy zdjęcia Hondy oraz projekt Dawida. Już wkrótce kolejne informacje na temat naszej współpracy z Jakubem Sudołem.

    (autor: Dawid Imbryczkowski)

    (autor: Dawid Imbryczkowski)

    (autor: Dawid Imbryczkowski)


    Autor: Marcin Piekarz
    Ĺšródło: ForzaMotorsport.pl scigacz.pl kialotosrace.pl
    Imperator360
    Komentarze wśród fanów F1 po ubiegłotygodniowym wyścigu o GP Wielkiej Brytanii zostały zdominowane przede wszystkim tematem wzrostu formy Mercedesa. Oceniając przez pryzmat przeprowadzonych potajemnie testów z Pirelli - przy naruszeniu regulaminu - dopatrywano się rozwiązania problemów z nadmiernie zużywającymi się oponami. Przywołane przeze mnie argumenty w poprzednim artykule, tłumaczące po części lepszy występ Srebrnych Strzał okazały się słuszne. W zakończonym właśnie weekendzie wyścigowym w Niemczech znów ujrzeliśmy to, do czego zdołał przyzwyczaić nas team z Brackley.
    O ile kwalifikacje znów padły łupem Mercedesa, gdzie Lewis Hamilton drugi raz z rzędu, trzeci w tym roku, dwudziesty dziewiąty w karierze, zgarnął pierwsze pole startowe, to w wyścigu Anglik miał już sporo problemów. W przypadku Nico Rosberga zespół popełnił mały błąd w sobotę nie doceniając wciąż poprawiających się warunków na torze i okrążenie ustanowione w wcześniejszym etapie Q2 nie wystarczyło, by wejść do finałowej dziesiątki. Podczas niedzielnych zawodów, gdzie temperatura niemieckiego toru była grubo ponad 10 stopni wyższa od tej na Silverstone, srebrny bolid znów nie dogadywał się z kapryśnymi oponami. Choć tempo Rosberga i Hamiltona nie spadało tak drastycznie jak choćby w Hiszpanii czy Bahrajnie, to komentarz przez radio Lewisa opisujący swoją jazdę jakby na zupełnie innej klasy oponach niż rywale mówi wszystko. Co prawda pod koniec zawodów angielski kierowca złapał nieco więcej tempa, jednak marne to pocieszenie gdzie po starcie z polepositions znów kończy się poza podium. Słaby start na początku w wykonaniu Lewisa nie miał tutaj praktycznie żadnego znaczenia (przytrzymanie zawodników z tyłu pomogłoby raczej innym zespołom liczącym się w tą niedziele w walce o triumf). Szefostwo tego zespołu z pewnością miało ochotę na znacznie więcej niż tylko 5. miejsce Hamiltona i 9. lokata Rosberga po tym co widzieliśmy tydzień wcześniej na angielskim obiekcie. Widzowie znów jednak mieli na co popatrzeć â duet Hamilton i Alonso po raz trzeci z rzędu dostarczył nam sporo emocji zaciekle, lecz czysto ze sobą walcząc.

    Powołując się na różnice temperatur w obu ostatnich wyścigach oraz analizując charakterystykę torów przy próbie szukania przeze mnie czynników wpływających na lepszą formę Mercedesa w Anglii i jej spadku tydzień później w Niemczech podkreślałem również potencjał inżynieryjny tego teamu. Ładnych problemów z funduszami, nowoczesna infrastruktura kierowana przez wiele doświadczonych ludzi mających już kilka sukcesów na swoim koncie u swoich poprzednich pracodawców. I w tym miejscu się pomyliłem. To nie wystarczyło, by raz na zawsze rozwiązać problem opon. Fakt ten dziwi podwójnie, bowiem na Nurburgringu w końcu swój debiut miały nowe opony, które Pirelli próbowało wprowadzić już od GP Kanady. Zmieniona charakterystyka powinna pomagać zespołowi Mercedesa, bowiem w konstrukcji opony zmieniono stalowy oplot na kevlarowy. W wyniku tego temperatura pracy jest nieco niższa, a więc nadmiernie rozgrzewający bolid W04 powinien lepiej âdogadywaćâ się z nową strukturą. Być może najszybszy na pojedynczym okrążeniu samochód Mercedesa jest strasznie wrażliwy na jakiekolwiek zmiany i inżynierowie z kierowcą muszą podwójnie odrobić lekcje, by dowiedzieć się jak "zgrać" wszystko do nowych warunków. Nie ułatwi tego zakaz w testach dla âmłodych kierowcówâ (trzeba napisać to w cudzysłowie z racji udziału na tych jazdach również etatowych zawodników). Możemy spodziewać się jeszcze większego wyzwania dla inżynierów z Brackley podczas wyścigu o GP Węgier za trzy tygodnie, gdzie znów będziemy mieli do czynienia z nowymi oponami (całkowity powrót do konstrukcji z sezonu 2012 z zastosowaniem twardości opon przewidzianych na 2013). Tak więc trudne chwile przed całym zespołem Nico Rosberga i Lewisa Hamiltona. Jak będzie wyglądała forma tego teamu na Hungaroringu, to na dzień dzisiejszy ogromy znak zapytania. Przynajmniej âzmażąâ z siebie syndrom prędkości ich konstrukcji wspartej nielegalnym testami.
    Głównym przeciwnikiem wspominanych wyżej zmian wprowadzonych przez Pirelli był Lotus. Po wydarzeniach z wybuchającymi oponami na Silverstone zmienili zdanie, jednak przed feralnym weekendem wyścigowym argument o bezpieczeństwie nie przemawiał do ludzi z Enstone i w obawie o spadek swojej formy wetowali każdą zmianę w konstrukcji opon. Po GP Niemiec przypomniały mi się pewne plotki krążące kilka tygodni temu o tym, że inżynierowie Lotusa do końca sami nie wiedzą, gdzie znajduje się âzłoty środekâ w ich samochodzie. Wydajające się absurdalne informacje częściowo okazują się trafne właśnie po wyścigu na Nurburgringu. Po zmianach, których tak bali się wszyscy w Lotusie, mamy bolid, który jest wstanie wygrać wyścig dowożąc ostatecznie swoich kierowców na podium. Kimi Raikkonen żałujący, że zawody nie trwały jeszcze 2-3 okrążenia więcej ostatecznie nie wyrwał zwycięzcy najwyższego stopnia podium dojeżdżając na drugim miejscu. Zespołowy kolega Fina, Romain Grosjean również z szansą na swój pierwszy triumf, przywiózł na metę ostatecznie trzecią lokatę. Ăric Boullier, szef zespołu, po wyścigu przekonywał, że za dużo czasu stracili przy wyprzedzaniu obu bolidów Mercedesa i tutaj rozegrały się losy pierwszego miejsca. Przed ostatnim pit stopem Kimiego wydawało się, że to Romain ma większe szansę na pozycję lidera w wyścigu, jednak odmienna taktyka obu kierowców Lotusa bardziej wspierała fińskiego kierowcę. Po ostatniej wizycie w alei serwisowej Mistrz Świata z 2007 roku wyjechał na âżółtychâ, bardziej miękkich oponach i to zadecydowało, że Francuz musiał przepuścić jadącego lepszym tempem swojego partnera z garażu. Od dawna Kimi Raikkonen cierpi na syndrom drugiego miejsca na mecie, jednak w większości zawodów ukończonych na tym samym miejscu była szansa na wygranie. Znów niewiele zabrakło. Jedno jest pewne, to co powoduje problemy w Mercedesie, działa na korzyść w Lotusie. Zaznaczył ten fakt Romain Grosjean w swoich wypowiedziach po wyścigu licząc na długie lato w Europie.
    Od tygodnia wiemy, że w Red Bullu zwalnia się miejsce na sezon 2014. Od dziś mówi się, że także w Ferrari będzie wolny etat. Choć kilka tygodni temu Stefano Domenicali zaznaczał, że przedłużenie kontaktu z Felipe Massą to tylko formalność, to po czterech ostatnich weekendach wyścigowych, sympatyczny Włoch (wszyscy lubimy to słowo) musi znów przemyśleć swoją decyzję. Statystyki mówią wszystko. W ostatnich czterech wyścigach Brazylijczyk zaliczył cztery wypadki ze swojej winy. W wyniku tego mamy 12 punktów zdobytych przez Felipe w stosunku do 51 âoczekâ wywalczonych przez zespołowego kolegę, Fernando Alonso. Wydaje się, że spadek Ferrari na trzecią lokatę w klasyfikacji konstruktorów spowodowany jest nie tylko w wciąż niezadowalającym tempem bolidu F138, ale także poprzez postawę Massy. Nico Hulkenberg może zacierać ręce? Niemiec właśnie dostał wolną rękę od zaprzyjaźnionego zespołu Saubera, który od 2 miesięcy nie płaci swojemu kierowcy wynagrodzenia. Pozostając jeszcze w temacie Ferrari, tempo Alonso pod koniec zawodów było imponujące, zabrakło jednak, by wyprzedzić trzeciego Romain Grosjean. Celem Hiszpana jest oczywiście trzeci tytuł Mistrza Świata. Sam jednak podkreśla, że muszą kończyć wyścigi przed Vettelem, a gdy ten nie ma awarii, wydaje się to w tym momencie niewykonalne.

    Dla bolidu Red Bulla cieplejsze bądź chłodniejsze warunki zmieniające się w ciągu jednego tygodnia nie mają znaczenia, jak to bywa u wyżej wymienionych rywali. Sebastian Vettel dominując nad swoim zespołowym kolegą spokojnie buduje przewagę w punktacji generalnej. Do tego Niemiec po raz pierwszy w karierze wygrał swoje domowe GP zaokrąglając swoją liczbę triumfów do 30. Świetny prezent na obchodzone 3 lipca urodziny (trzy poważne powody do hucznego świętowania). Co prawda 3-krotny Mistrz Świata nie miał łatwego życia podczas niemieckiego Gran Prix cały czas spoglądając w lusterka swojego auta. Jak sam wspomniał, musiał âcisnąćâ na każdym kółku, by nie uleć goniącym Lotusom. Drugi z kierowców austriackiego teamu, Mark Webber, kolejny wyścig pełen przygód. Zdziwienie u wielu obserwatorów, że problemy u Australijskiego zawodnika nie zaczęły się od razu po zgaszeniu świateł na starcie. Po awansie na drugie miejsce na rzecz Lewisa Hamiltona zapowiadana walka o zwycięstwo skończyła się przy pierwszym pit stopie, gdzie tworzące problemy prawe tylne koło odpadło zaraz po ruszeniu ze stanowiska serwisowego. Wydawało się, że to koniec dla odchodzącego po tym sezonie Webbera, jednak udało się ponownie ruszyć do rywalizacji. Nie wielkie były szanse na jakiekolwiek punkty mając stratę jednego okrążenia do czołówki, jednak niespodziewany safety car pomógł nadrobić czas i ostatecznie Red Bull z numerem 2 dojechał na 7 miejscu.
    Przy wymianie kół u Marka Webbera znów byliśmy świadkami bardzo niebezpiecznej sytuacji na torze. Wszyscy mają jeszcze w pamięci śmierć jednego z ochotników obsługujących tor podczas GP Kanady. W minioną niedzielę, motosport znów pokazał jakie zagrożenia za sobą niesie. Po błędzie zespołu, który wypuścił bolid RB8 ze stanowiska z niedokręconym kołem, rozpędzony obiekt przeleciał bezwładnie kilka metrów uderzając jednego z operatorów kamer. Paul Allen pracujący dla FOM (Formula One Management) trafił do szpitala ze złamanym obojczykiem, pękniętymi dwoma żebrami i wstrząśnieniem mózgu. Na szczęście jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, a szef Red Bulla, Christian Horner, już zaapelował aby ludzie pracujący w PITLANE podczas niedzielnych zawodów zostali wyposażeni w odzież ochronną (przy zmianie kół widzimy u mechaników m.in. kaski). Formuła 1 jak i inne sporty motorowe pokazują, że kierowcy są już odpowiednio zabezpieczeni przed zagrożeniami, podobnie kibice. Okazuje się jednak, że obsługa toru, a więc ochotnicy ścigający m.in. uszkodzone samochody czy wymachujący flagami czy kamerzyści wciąż mogą obawiać się o swoje bezpieczeństwo.
    Wspomniany safety car, który pozwolił Markowi Webberowi włączyć się do walki o punkty również został wywołany na tor w dość niecodzienny sposób. Po efektownej awarii silnika w bolidzie Marussi prowadzonej przez Julesa Bianchi byliśmy świadkami nieposłuszeństwa samochodu, który postanowił uciec przed dźwigiem próbującym go ściągnąć jadąc do tyłu przecinając nitkę toru. Akurat w tym miejscu nie było żadnych rywalizujących ze sobą bolidów, jednak tuż po zjechaniu Marussi ponownie na trawę widzimy prowadzącego stawkę Sebastiana Vettela. Zostawiany âna luzieâ samochód, aby obsługa miała łatwiej go odholować również ukazuje nam pewnie niebezpieczeństwo na torze.

    Wracając do rywalizacji w niedzielne popołudnie warto zwrócić uwagę, że najbardziej pokrzywdzoną stajnią przez zmianę opon tylnej osi jest Force India. Już po kwalifikacjach kierowcy tego teamu narzekali na brak tempa, co przełożyło się również na dość mizerny występ również w wyścigu. Zarówno Paul di Resta jak i Adrian Sutil nie wywieźli z Niemiec ani jednego punktu, gdzie jeszcze tydzień temu w Wielkiej Brytanii obaj punktowali.
    W odwrotnej sytuacji jest McLaren, który zyskał 12 âoczekâ za sprawą szóstego miejsca Jensona Buttona i ósmego Sergio Pereza. Kierowcy zgodnie twierdzą, że czują poprawę w zachowaniu się auta. Choć team z Woking porzuca rozwój tegorocznego auta, to Force India może zacząć się martwić o swoją piątą lokatę w klasyfikacji konstruktorów â choć tydzień wcześniej sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie.
    To pokazuje, że w Formuła 1 to sport szybko piszący scenariusze na nowo. Za trzy tygodnie dziesiąta z dziewiętnastu rund na węgierskim torze Hungaroring, która zapoczątkuje wakacyjną przerwę. Spróbujemy wtedy pokusić się o pierwszą analizę âmurowanychâ kandydatów do tytułu. Który z kierowców może się jeszcze włączyć do walki, a kto powinien zacząć wraz z zespołem myśleć już o rewolucyjnym 2014 roku. Osobiście widzę przynajmniej dwa nazwiska na liście, które były bądź nie typowane przed sezonem jako kandydaci do zdobycia najwyższego trofeum. Zapraszam do śledzenia kolejnych artykułów.
    Autor: Imperator360
    Imperator360
    Tor Silverstone uchodzi za jeden z tych obiektów, który jest prawdziwym sprawdzianem współczesnych bolidów Formuły 1. Mowa nie tylko o właściwościach aerodynamicznych, o idealnym balansie, ale także o tym, jak samochody reagują na zmianę ustawień. Podczas zakończonego właśnie weekendu w Wielkiej Brytanii sami kierowcy wspominali, że od razu widać, kto znalazł dobry setup swojego samochodu. Okazało się jednak, że ten tor to również prawdziwy sprawdzian dla opon spod szyldu Pirelli. Niestety dla włoskiego producenta, ten egzamin nie został zdany, a coś więcej mogą o tym powiedzieć Hamilton, Massa, Perez, Vergne.
    Wymieniona czwórka doświadczyła dziś uczucia utracenia jednej z opon przy ogromnych prędkościach z jakimi pokonuje się pętle Silverstrone. Największe straty poniósł oczywiście Lewis Hamilton, który pewnie prowadząc w wyścigu został wyeliminowany z walki o triumf w swoim domowym GP przez dyspozycję produktów zwanych oponami. Do szóstego okrążenia, zanim przyszło nieszczęście Brytyjczyka, utrzymywał się z najlepszym czasem w wyścigu w bezpiecznej odległości od goniącego Sebastiana Vettela. Dopiero na siódmym kółku niemiecki zawodnik wykręcił lepszy czas od lidera, jednak mowa tutaj o przewadze zaledwie 0,1 sekundy. 8 okrążenie było tym, które zadecydowało o dalszych losach wyścigu, a kierowca Mercedesa z pozycji lidera spadał na sam koniec stawki.
    Ostatecznie zwycięzcą nie był ani Lewis Hamilton startujący z pierwszego pola po deklasacji reszty stawki podczas sobotnich kwalifikacji, ani ruszający z trzecia miejsca Sebastian Vettel, który tuż po starcie zyskał od razu jedno âoczkoâ. Tracący tuż po zgaszeniu świateł swoje drugie miejsce Nico Rosberg ostatecznie dowiózł kolejne zwycięstwo w tym roku i ma już trzy w karierze pokazując, że zespół Mercedesa w końcu uporał się z nadmiernie przegrzewającymi się oponami tylnej osi. Wiele obserwatorów śmiało już deklaruje, że w większości zasługą są tutaj potajemne testy teamu z Brackley z włoskim dostawcą. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że sporo zawodników musiało w Wielkiej Brytanii bardziej uważać na ogumienie przedniej osi. Bardzo gwałtowne wejścia w piekielnie szybkie zakręty powodowały ogromne przeciążenia również na przód, co może mieć znaczenie przy ocenie wzrostu formy Mercedesa przez ograniczenie zużycia opon tylnej osi. Nie bez znaczenia są również panujące temperatury. W bardzo problematycznych dla tego zespołu wyścigach w Hiszpanii i Bahrajnie, słupki rtęci pokazywał znacznie więcej kresek niż w mijającą niedzielę w Anglii. Warto przypomnieć sobie słowa Lewisa Hamiltona sprzed weekendu na Silverstone, który zaznaczał, że wbrew pozorom, szybkie zakręty przeplatane kilkoma nieco dłuższymi odcinkami prostych oraz niższe temperatury powietrza mogą pomóc w chłodzeniu problematycznych opon. Do tego wszystkiego dochodzi również czas, od ostatniego wyścigu w Kanadzie minęły 3 tygodnie, a od wymienionych wyżej rund w Bahrajnie i Hiszpanii niemal 2 miesiące. W tym czasie team z takim budżetem i tak licznym personelem jest wstanie podjąć odpowiednie kroki, by walczyć z trapiącymi ich âchorobamiâ.

    Podane wyżej argumenty mogą sprawiać wrażenie próby obrony Mercedesa, jednak należy pamiętać o nich przed wydawaniem ostatecznych werdyktów po aferze z potajemnymi testami. Zespół ten złamał regulamin, dostał karę (kolejny sporny temat o zbyt pobłażliwym wyroku), jednak nikt spoza grona zainteresowanych nie jest wstanie udowodnić, w jakim stopniu te jazdy pomogły w budowaniu formy. O tym również wspomniał Trybunał FIA wskazując, że oskarżony team nie jest wstanie uwodnić, że te zajęcia nie wpłynęły na ich konkurencyjność. Ja zostałbym jednak przy stwierdzeniu, iż na pewno taki test nie przeszkodził. Przestrzegam jednak od wyciągania zbyt pochopnych wniosków dla tych, co nie chcą przyjmować wspomnianych wyżej argumentów, a dodatkowo kierują się słowami m.in. Christiana Hornera. Szefa Red Bulla jasno dawał do zrozumienia, że wygrana Nico Rosberga w Monako to zasługa tych testów z Pirelli. Każdy fan F1, który wsłuchuje w takie słowa może mieć wątpliwości pamiętając o tym, że uliczna pętla w Księstwie, to zupełnie inne warunki. O dużo niższym zużyciu na tym obiekcie pamiętają nie tylko wspomniani fani Królowej Sportów Motorowych, ale także z pewnością wie sam pryncypał âCzerwonych Bykówâ.
    Wracając do rywalizacji na torze, wiele zawodników szczęśliwe uniknęło problemu rozpadającej się opony. W ich gronie był również Sebastian Vettel, który dosłownie o włos nie doświadczył tego, co kilka okrążeń wcześniej Hamilton (pierwsze kłopoty sygnalizował najwcześniej Jenson Button, który zaraz po starcie zaczął tracić pozycje). U Niemca dopatrzono się kłopotów tuż po pierwszym pit stopie, gdzie analizowano opony i doszukano się licznych rozcięć i ubytków ogumienia zdjętego przed chwilą z bolidu RB8. Dla lidera klasyfikacji generalnej i tak nie miało to większego znaczenia, bowiem po awansie na 1 miejsce nie ujrzał mety przez awarię skrzyni biegów.
    Kibice F1 mogą jednak podziękować 3-krotnemu Mistrzowi Świata za zaparkowanie swojego auta w takim miejscu, w którym usunięcie musiało być wsparte wyjazdem drugiego w tą niedzielę samochodu bezpieczeństwa (pierwszy pojawił się w wyniku ogromnej ilości zalegających resztek na torze po eksplozjach kolejnych opon). Stawka naturalnie się zbliżyła, wielu zawodników skorzystało z âekstraâ pit stopu i zaowocowało to dostarczeniem wielu akcji na ostatnich sześciu okrążeniach zawodów. Najwięcej stracił chyba Kimi Raikkonen, który podobnie jak jego inżynier, za późno pomyślał o skorzystaniu z neutralizacji i praktycznie bezstratnej zmianie opon na świeży komplet, co kosztowało fińskiego kierowcę spadek z drugiego na 5 miejsce. Inni zawodnicy nie musieli przejmować się zużyciem, które na dystansie 6 kółek szalonej jazdy nie miało znaczenia i zarówno Mark Webber, Feranando Alonso, Lewis Hamilton i Felipe Massa (Brazylijczyk również musiał odrabiać po przygodzie z lewą tylną oponą) zaprezentowali nam kilka pięknych, przeprowadzanych na granicy manewrów wyprzedzania. Dla Hiszpana z Ferrari i Anglika z Mercedesa był to kolejny wyścig z rzędu po Kanadzie, gdzie na ostatnich kółkach nie można było w 100% przewidzieć, który zawodnik na jakiej pozycji dojdzie. Ostatecznie Fernando zdołał wbić się na podium minimalizując zapowiadane przed wyścigiem straty do lidera âgeneralkiâ, a duch walki Lewisa i wygrana jego kolegi spowodowały kolejny awans Mercedesa w klasyfikacji konstruktorów na pozycję numer 2. Świetny pokaz odchodzącego po tym sezonie z F1 Australijskiego kierowcy Red Bulla, który po katastrofalnym starcie (ile to już razy â ktoś liczy?) skończył ostatecznie na 2 miejscu z szansą utrzymującą się do ostatniego zakrętu na zatriumfowanie po raz ostatni na brytyjskiej ziemi (Webber ma już na swoim koncie dwie wygrane z sezonu 2010 i 2012).

    Niesieni informacją o wolnym fotelu w Red Bullu obaj kierowcy Toro Rosso musieli zrobić spore wrażenie na swoich szefach po świetnych rezultatach uzyskiwanych na przestrzeni całego weekendu. Szczególnie Daniel Ricciardo zaprezentował świetne tempo kwalifikacje zgarniając szóste pole startowe (po karze di Resty 5 miejsce). Cztery punkty za ósme miejsce wydaje się być wszystkim, na co pozwala tegoroczny bolid Toro Rosso. Jean-Eric Vergne nie miał tyle szczęścia ostatecznie wycofując się z wyścigu również po wybuchu "gumy". Pozostając przy teamie z Faenzy warto jednak zauważyć, że w F1 rośnie nowy talent wśród inżynierów. James Key pokazuje, że potrafi przyspieszyć bolid każdego zespołu. Widzieliśmy to już wcześniej w Force India i Sauberze. Nie zdziwię się, za parę lat, gdy po odejściu na emeryturę choćby takich tęgich głów jak Adrian Newey czy Paddy Lowe, to Key będzie tym jednym z najgorętszych nazwisk w padoku.
    Wspominany Sauber przechodzi w tym roku poważny kryzys i daleko szwajcarskiemu zespołowi do dyspozycji sprzed roku, gdzie łącznie wywalczyli 4 podia. Na otarcie łez Nico Hulkenberg zdołał wywieść z Wielkiej Brytanii jedno oczko za 10 miejsce, jednak szefowa teamu, Monisha Kaltenborn, podkreśla, że przechodzą przez trudny okres. Na dodatek odszedł Matt Morris do Woking, a więc kolejna ważna zmiana na szczycie w tym zespole. Niemiecki zawodnik może żałować przejścia z Force India, które w rękach Paula di Resty zawsze wchodzi do pierwszej dziesiątki (poza błędem zespołu w Kanadzie), a na Silverstone 5 pole startowe tuż za dwiema najsilniejszymi stajniami robi wrażenie. Niestety team po raz kolejny nie wystrzega się błędów, tym razem nie do pilnując regulaminowej minimalnej wagi bolidu. W efekcie start z końca stawki i poważnie ograniczone szanse na dobr wyniki. Ostatecznie dwa oczka za 9 lokatę w połączeniu z 7 miejscem Adriana Sutila pozwala śmiało myśleć hinduskiemu zespołowi z siedzibą w Anglii o utrzymanie się przed spadającym na dno McLarenem. Przyznam szczerze, że nie wierzyłem, iż utrzymają taki impet. W dłuższej perspektywie skazywałem ich na porażkę na polu walki z samochodami kierowanymi przez Jensona Buttona i Sergio Pereza. Na dodatek Brytyjski zespół informuje o zaprzestaniu rozwijania swojego tegorocznego, wyjątkowo nieudanego modelu MP4-28 i skupieniu się całkowicie na aucie przeznaczonym na rok 2014. 5 miejsce w klasyfikacji konstruktorów, to będzie z pewnością spełnienie marzeń Vijaya Mallyi.

    Podobnie jak Nico Hulkenberg daje do zrozumienia, że żałuje przejścia z Force India do Saubera, ostatnie słowa wymienionego przed chwilą Pereza również na to wskazują. Meksykanin nie ma łatwego życia w nowym zespole, jednak z pewnością wszystkim w fabryce nie pomagają słowa jakie ostatnio można było usłyszeć od Meksykanina. Powinien przełknąć gorzką pigułkę porażki w tym roku, bowiem w przyszłości większość, jak i nie wszyscy zawodnicy, woleliby znaleźć się w McLarenie niż w mającym kłopoty Sauberze. McLaren podobnie jak w Kanadzie, także i tutaj u siebie nie zdołał powalczyć o choćby najmniejszym punkcik. Jenson Button osiągnął metę dopiero na 13 pozycji, a âChecoâ ostatecznie wycofał się z rywalizacji po awarii opony dokładając problemu dostawcy tegorocznego ogumienia.
    Paul Hembrey z Pirelli przewidywał przed minionym już weekendem wyścigowym możliwość aż 4 pitstopów w niedziele, jednak pomogły zamazać ten obraz dwa wyjazdy samochodu bezpieczeństwa. Mimo to, 3 postoje byłyby maksimum przy warunkach jakie panowały. Problemy włoskiego producenta âczarnego złotaâ Formuły 1 jednak się nie kończą i przez dzisiejszy pokaz rozpadających się opon nad Pirelli znów zbierają się czarne chmury. Dokładnych przyczyn jeszcze nie podano. Stający w obronie komentatorzy wskazują na krawężniki, które powodowały nacięcia na powierzchni opon. Tarki nie były zmieniane, a Fernando Alonso podkreśla, że od 12 lat jeździ po tym torze w ten sam sposób i nigdy nie było takich problemów. Pytanie, czy te słowne przepychanki mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Niektórzy sądzą, że dni tej firmy są policzone. Gdyby okazało się jednak, że kończący się po tym sezonie kontrakt zostanie przedłużony, Paul Hembrey już zapowiadał bardziej konserwatywne podejście do projektowania przyszłorocznych opon. Przy rewolucji silnikowej, wielu zmianom konstrukcyjnym, raczej nie będą chcieli znów narażać się zespołom, które będą z pewnością bardzo zajęte dostrajaniem zupełnie nowych aut.
    Kibice F1 cieszą się jednak, że w niecodziennych okolicznościach oglądaliśmy jedną z najlepszych zakończeń wyścigu. Ktoś jeszcze wątpi, że gdy kierowcy nie muszą przejmować się zużyciem, to wyścigi stają się nudne? Trzeba jednak pamiętać, że nie zawsze wyjdzie samochód bezpieczeństwa na kilka okrążeń przed metąâŚ Dobra robota, Sebastian.
    Autor: Imperator360
    Danteze
    Dzisiaj o godzinie 19:30 startuje pierwszy wyścig ligi Polish Touring Car Championship. Pierwszy tor jaki odwiedzimy w tą niedzielę jest Maple Valley. Wyścig odbędzie się w systemie dwa razy dwanaście kółek, które poprzedzą kwalifikacje. Po pierwszym wyścigu i krótkiej paro minutowej przerwie, rozpocznie się drugi wyścig z odwróconymi pozycjami z pierwszego.

    Aby dołączyć się do wyścigu należy poszukać lobby o nazwie PTCC lub połączyć się bezpośrednio z lobby stworzonym przeze mnie. Radzimy być parę minut wcześniej aby wyeliminować problemy z połączeniem się. Setupy do samochodów można obrać z mojej witryny, nick Danteze lub z witryny ich twórcy, nick KAP3LAN.

    Zapraszamy wszystkich chętnych o 19:30 na pierwszy wyścig ligi PTCC w tym sezonie.
     
     
    Autor: Marcin Piekarz
    Ĺšródło: ForzaMotorsport.pl
    Imperator360
    Z trwających targów E3 2013 dowiadujemy się nieco więcej na temat piątej części Forza Motorsport. Przede wszystkim twórcy ze studia Turn 10 chwalą sobie wykorzystywanie przez grę tzw. 'chmury'. Oznacza to, że nigdy więcej nie będziemy ścigać się z typowo sztuczną inteligencją. Teraz serwery będące gdzieś w różnych zakątkach świata mają uczyć się rzemiosła szybkiego prowadzenia auta, czyli po prostu ścigania się od nas samych. Oznacza to, że wyścigi będą wyglądać jeszcze bardziej realistycznie, prawdziwe zachowania, błędy kierowców, to wszystko by poprawić realizm wyścigów w FM5. Zapowiada się jazda "zderzak w zderzak" z komputerem?

    Do tego dopracowany multiplayer oparty na serwerach dedykowanych. Wyścigi online dopasowane pod nasze umiejętności. System na podstawie zebranych informacji z naszej jazdy w karierze pojedynczego gracza, o czym powyżej, dopasuje pod nasze umiejętności graczy w trybie multi? Być może koniec z wielkimi kraksami na pierwszych zakrętach podczas gry z przypadkowymi osobami w multiplayer.



    Oczywiście nie zabraknie zbierania również z chmury schematów malowania i innych treści związanych z FM5 tworzonych przez różnych graczy. Coś na wzór witryny w Forzy 4.

    Forza Motorsport 5 to oczywiście masa nowych aut, które dopiero zawitają do prawdziwych salonów. Nowością auta z odkrytymi kołami. Do tego Forzavista, gdzie obejrzymy dokładnie swoje bryki. Widać, że twórcy kładą tutaj nacisk na promowanie przede wszystkim nowego McLarena P1. Jak się prowadzi? Przekonamy się już w listopadzie, kiedy gra wyjdzie wraz z premierą Xboxa One.
     


    T10 stawia również na niezwykłe dopracowanie samochodów. Będzie uczta dla oczu nie tylko przy okazji oglądania wirtualnych super maszyn, ale także podczas jazdy. Fotorealistyczna grafika, to co wymaga gra nowej generacji! Wszystko oczywiście w rozdzielczości FULLHD przy płynnej animacji 60 klatek na sekundę.

    Specjalnie przygotowany pod Xboxa One silnik wprowadzi realizm w grze na zupełnie nowy poziom. Wszystko opracowane przy udziale światowych producentów aut (czytaj McLaren). Oprócz tego laserowe odczytywanie każdego detalu z prawdziwych torów świata. Poczujemy każdy wybój, każdą nierówność. Na drogach ujrzymy też pozostałości po oponach, co powinno wpłynąć również na poziom przyczepności. Jak będzie, zobaczymy. Nie zapomniano o niezwykle dopracowanym systemem zniszczeń naszych super drogich "wózków".



    Same wyścigi mają wprowadzić niezwykłą atmosferę. Wszystko podczas zawodów będzie tętniło życiem, wiele fanów oglądających nasze poczynania tuż za barierami ochronnymi, do tego śmigłowce krążące nad nami. Cała ta otoczka zostanie wiernie przeniesiona z prawdziwego świata do nowej Forzy. Zapowiada się interesująco. Pierwsze filmy prezentują się naprawdę dobrze. Wydaje się, że o genialny model jazdy możemy się nie martwić. Czy rzeczywiście zapowiada się hit? Co z dynamicznymi warunkami pogodowymi? Czekamy na więcej materiałów i kawałek porządnego gameplaya z różnych torów.




    [AKTUALIZACJA] Dziś pojawił się wreszcie nowy fragment gameplay z FM5. Ukazuje on nam wybór samochodu oraz opcje asyst do wyboru.


    [AKTUALIZACJA 2] Z kolejnego dnia targów E3 napływają do nas kolejne wieści. Twórcy potwierdzili, że w "piątce" nie będziemy ścigać się nocą oraz nie doświadczymy jazdy po deszczu. Ogłoszono także podpisane umowy z amerykańską serią wyścigową IndyCar. W grze dostaniemy auta czterech licencjonowanych zespołów, ale to nie jedyne samochody z odsłoniętymi kołami. W Forzy 5 doświadczymy także mocy legendarnych bolidów Formuły 1 takich teamów jak McLaren czy Ferrari. Konkretnie mowa o samochodach, którymi epickie pojedynki toczyli ze sobą James Hunt i Nicki Lauda.

    Zastanawialiście się dlaczego w powyższym fragmencie rozgrywki w zakrętach nie słychać za bardzo pracy opon (poza piskiem na starcie)? T10 zapewnia, że pokazywane demo na E3 nie zostało jeszcze wyposażone w zbierane przez firmę Calspan dane na temat zachowania się opon. Z takich technicznych rzeczy warto również zwrócić uwagę na poprawioną pracę kamery z kabiny. Modyfikacji ulegnie również system wymiany malowań aut i ustawień. Wszystko będzie do pobrania za darmo, zniknie prawdopodobnie dom aukcyjny. Autorzy tych materiałów dalej jednak otrzymają wynagrodzenie w wirtualnej walucie w zależności od częstotliwości używania ich prac przez innych graczy.
     
    Imperator360
    Właśnie skończyła się długo oczekiwana przez wszystkich fanów Xboxa konferencja Microsoftu. Firma z Redmond krytykowana m.in. za próbę ograniczenia obrotu używanymi grami oraz za zbyt małą liczbę interesujących gier podczas prezentacji swojej nowej konsoli na specjalnym evencie 21 maja. Czy udało im się spełnić oczekiwania wygłodniałych graczy czekających na masę nowych produkcji?

    Wystartowali bardzo mocno. Konami pokazało film z fragmentami rozgrywki z Metal Gear Solid V. Podczas prezentacji wyszczególniono najważniejsze cechy jak otwarty świat, zmienne warunki pogodowe połączone z cyklem dnia i nocy. Zaprezentowano cały system skradania się - będzie to główny sposób przechodzenia nowego hitu Hideo Kojimy. Całość wyglądała bardzo ładnie i dla fanów skradanek szykuje się nie lada gratka.

    Był to jednak tylko wstęp i wrócono na chwilę do starej konsoli Xbox 360, by zapewnić, że i o niej nie zapominają. MS od dawna zapowiada, że po premierze Xbox One, fani trzysta sześćdziesiątki nadal będą zadowoleni z tego, co będzie pojawiać się na wysłużonym już sprzęcie. Po pierwsze zobaczyliśmy nowy model, mniejszy z zmienionym nieco wyglądem trochę w stylu młodszego brata. Nowa wersja ma być dostępna od zaraz w Stanach. Do tego w ramach Xbox Live z aktywnym kontem Gold będziemy dostawać dwie duże gry każdego miesiąca, wzorem PS Plus z konkurencji. Na początek Halo 3 i świetny Assassin's Creed II.

    Pozostano przy Xboxie 360 i pokazano nam World of Tanks. Gra w systemie free to play zostanie oczywiście odpowiednio zmodyfikowana do xboxowego pada. Każdy kto jednak będzie chciał zagrać, musi mieć wykupiony abonament Gold.
     


    Wróćmy do Xboxa One. Znów mieliśmy mocne uderzenie w postaci Ryse: Son of Rome, tytuł startowy dla nowego dziecka Microsoftu. Gra początkowo zapowiadana jako "dorosły" tytuł dla Kinecta wyląduje w końcu na Xbox One i będziemy sterować padem. Gra z świetną oprawą wciąga nas w walkę na nabrzeżu, z którego musimy zniszczyć wskazaną wieżę i kontynuować natarcie na przeciwnika. Produkcja to typowa gra dla dorosłych, bardzo brutalna z sporą ilością krwi. W tego typu tytule, nie może być jednak inaczej. Walka przy wykorzystaniu QTE oraz znane z wielu filmów i historii formowanie specjalnego szyku, który ma chronić przed zasypującym nas gradem strzał. Obok MGS V, drugi bardzo interesujący tytuł. Czekamy!

    Później bardzo szybko przeskoczono przez bijatykę Killer Instinct, o którym się plotkowało przed konferencją oraz wspomniano o Sunset Overdrive. Strzelanka, która ma być swego rodzaju rewolucją. Gra nie będzie taka sama w dniu premiery jak i miesiąc po niej, a wszystko przez ciągłe zmiany jeśli chodzi o wyzwania, bronie itd. Sami fani będą mieli wpływ na ten tytuł. W między czasie ujawniono także, że Minecraft pojawi się również na nową konsolę.
     


    Kolejny wielkim hitem to oczywiście Forza Motorsport 5. Widowiskowe wprowadzenie przytaczając historię McLarena również jako legendarnego zespołu z Formuły 1. Na scenie oprócz reprezentanta T10 pojawił się także najnowszy model tej marki, P1. Największą rewolucją, to wykorzystanie chmury. Serwery w świecie będą uczyły się naszej jazdy, by ściganie się ze sztuczną inteligencją przypominało jazdę niczym z trzymającymi podobny poziom umiejętności kolegami. Ładnych sztywnych zachowań komputera jak do tej pory. W między czasie podczas prezentowanego filmu można było dostrzec napis "zaawansowana symulacja", co dobrze rokuje dla fanów poprzednich części. Niestety z materiałów przedstawionych nie mogliśmy wnioskować jak naprawdę jest z tym modelem jazdy. Gra startowa oczywiście na Xbox One.

    Produkcja o nazwie Quantum Break to następne oczko w głowie MSu. Remedy Entertainment zdecydowało się pokazać gameplay na tegorocznej konferencji. Zapowiada się dość oryginalny projekt, gdzie będziemy mogli manipulować czasem. Na filmie widać było, jak bohater wstrzymał czas, aby uratować jakąś "doktorkę". Widowiskowo, ciekawie, jednak zbyt mało widzieliśmy, by ocenić czy jesteśmy zainteresowani, pochłonięci "dziełem".
     


    Następnie pokazano Projekt Spark. Produkcja wykorzystująca sensor Kinect. To taka gra w grze, bowiem możemy stworzyć coś swojego poprzez projektowanie własnego świata. Trzeba będzie wytężyć swoją wyobraźnię, bo samemu stworzymy dalszy scenariusz gry, jak np. walka z bossem.

    Chwila odpoczynku od gier i prezentacja możliwości konsoli przy wykorzystaniu znanej wszystkim usługi SmartGlass. Do tego nagrywanie własnych materiałów z gry i edycja oraz ogłoszenie rezygnacji z Microsoft Points i przejście na prawdziwą walutę. Zniesiono również ograniczenie 100 osób w naszej liście przyjaciół.

    Po powrocie do gier ujawniono nam Dead Rising 3. Gra nieco poważniejsza od poprzednich częśći, jest mroczniej. Na ekranie naprawdę dużo zombie w jednym czasie, wręcz przytłaczające ilości. Zapowiada się świetnie, interesująca oprawa i dodatki typu bombardowanie hordy zombie przy wykorzystaniu SmartGlass i swojego smartfona.

    Był także polski akcent. CDProjekt potwierdził, że Wiedźmin 3 także na nowego Xboxa. Tytuł skorzysta z dobrodziejstw Kinecta, ale nie bójcie się - filmik sprawił, że fani serii są w siódmym niebie. Poziom dobrego RPG utrzymany.

    Pod sam koniec przyszedł czas na prezentację Battlefielda 4 i studio DiCE. Gra wygląda świetnie jak na pierwszym pokazie przy pomocy bardzo drogiej karty graficznej, jednak chyba mimo wszystko ciut jej brakuje do tego, co widzieliśmy z prezentacji na PC. Mimo wszystko, grafika przepiękna, na ekranie dużo się dzieję, można się wczuć w rolę żołnierza walczącego o życie. Uczta dla oczu i uszu, pozycja obowiązkowa.
     


    Szybko przeskoczono do ujawnienia nowego studia Microsoftu nazwanego Black Task Studio. Developer pracuje nad wielką produkcją z klasy AAA, ale nie wiemy, czego dokładnie się spodziewać. Teaser choć krótki, narobił smaku. Szybka wzmianka także o nowym Halo. Zwiastun w iście filmowym stylu budujący specyficzny klimat gry. Xbox One spokojnie da radę pokazać nam nową odsłonę sagi w 60 klatkach przy full HD.

    Ostatnia pokazana gra, to tytuł studia Respawn Entertainment. Twórcy starego, dobrego CoDa (kończąc już nieco słabszym MW2) zrobili dla nas nową grę sieciową. Pierwsze wrażenia po Titanfall? Lost Planet z tą różnicą, że nie jest zimno. Dlaczego takie spostrzeżenia? Mechy w roli głównej, choć oczywiście sterujemy normalnym żołnierzem. Ciekawy wstęp do multiplayerowego meczu, gdzie słyszmy rozmowy kompanów. Gra ma trochę z serii CoD, bowiem jest równie dynamiczna i stawia raczej na szybkie eliminowanie wroga niż taktykę i ostrożność przy podejmowaniu decyzji. Oprawa iście z konsoli nowej generacji. Bardzo ciekawie się zapowiada. Produkcja musi się udać, robią ją w końcu ludzie sukcesu Call of Duty 4.
     


    Na sam koniec jeszcze o tym co najważniejsze. Cena i data premiery. Xbox One zadebiutuje w listopadzie w cenie 499 euro, co w szybkim przeliczeniu na naszą walutę daję trochę ponad 2100zł. Dużo? Byłoby taniej, gdyby nie trzeba było być przymusowym posiadaczem sensora Kinect.

    Konferencja MS na E3 2013 przeszła do historii. Apetyty zostały zaspokojone, jednak mam wrażenie, że zabrakło takiej gry, po której wszyscy zbieraliby "szczęki z podłogi". Pamiętam PS Meeting z marca i Deep Down. Jest jednak dobrze. Chcemy więcej konkretnych informacji z najlepszych gier tej konferencji, czyli moim zdaniem Forzy 5, Metal Gear Solid, Ryse, Quantum Break. Oczywiście dochodzi do tego Battlefield 4, ale konferencja EA przed nami. Nic nie wspominałem o Call of Duty Ghost? Wyjątkowo nie było na tej prezentacji MS, a więcej informacji o tej grze dostaliśmy wczoraj bezpośrednio od Activision. Wojna CoD i BF trwa w najlepsze, tak samo jak PS4 vs. Xbox One!

    Autor: Imperator360
     
     
    Imperator360
    Wyścig w Kanadzie zawsze dostarczał nam dramaturgii. W tym roku podczas niedzielnych zawodów było jednak dość spokojnie, kierowcy w stabilnych, suchych warunkach mogli rozpocząć ściganie po przeplatanych deszczem przygotowaniach w piątek i po zupełnie mokrych sobotnich kwalifikacjach. W zmiennych warunkach zawsze dochodzi do niespodzianek i swoją dyspozycją o walkę o jak najlepsze miejsce na starcie zaskoczył wszystkich Valterri Bottas. Fin w kompletnie niekonkurencyjnym aucie zdołał wstrzelić się idealnie w odpowiednim momencie wyjechanie na tor, by wykręcić swój czas okrążenia dający ostatecznie świetne, trzecie pole startowe. Niestety w suchym wyścigu nie było już tak dobrze.

    Williams powtarza swój totalnie nieudany sezon 2011, gdzie po 19 wyścigach wywalczyli tylko 5 punktów w klasyfikacji generalnej. Po sporych zmianach w kadrze zarządzającej, gdzie odeszli m.in. Patrick Head czy Adam Parr okazuje się, że problem tkwi głębiej w strukturach zespołu. Trudno bowiem zrozumieć sytuację, w której w 2012 roku wygrywa się wyścig i prezentuje w miarę równy poziom (zamazywany przez lubiącego rozbijać swoje auta Malnonado), a następnie przy stałych przepisach technicznych spada się na sam dół stawki. Przed zespołem jeszcze sporo pracy do wykonania, by myśleć chociaż o zdobywaniu choćby najmniejszych punktów. W obecnym stanie Bottasowi trudno było więc cokolwiek zdziałać startując z trzeciego pola i mając za sobą bolidy jeżdżące w innej lidze z Ferrari, Mercedesem i Red Bullem na czele. Sytuacja podobna do tej z 2010 roku, gdzie Nico Hulkenberg jeżdżąc wówczas dla ekipy Franka Williamsa zdobył polepositions w Brazylii w podobnych warunkach. Niestety niedzielny wyścig zweryfikował prędkość konstrukcji teamu z Grove na suchym torze i niemiecki kierowca stracił aż 7 pozycji. Nieudany więc znów wyścig dla tego zespołu patrząc na poczynania także drugiego, bardziej doświadczonego kierowcy z Wenezueli, który nadal utwierdza w przekonaniu, że wygrana z 2012 to więcej szczęścia niż jakichkolwiek umiejętności. Przypomnę, że stracił głównego rywala w postaci Hamiltona oddelegowanego z pierwszego pola startowego na koniec stawki. Również nieprzewidywalność opon, gdzie pierwsze siedem wyścigów wygrało siedem różnych kierowców spowodowało to, że znający z testów i innych serii na wylot tor w Katalonii Pastor Malnonado był wstanie utrzymać się na czele do końca zawodów. Szefostwo Williamsa przekonało się jednak po niedzielnym GP Kanady, że mają w swoim obozie utalentowanego zawodnika, który dobrze rokuje na przyszłość i z pewnością wraz z zdobyciem doświadczenia Bottas może osiągać sukcesy. Pastorowi Malnonado został już tylko jeden atut, by zachować swoje miejsce w tym zespole. Sponsor z Wenezueli, petrochemiczny gigant wykłada grube miliony dopóki ich rodak jeździ po torze (o ściganiu ciężko mówić).

    Opisaną sytuację Williamsa pomaga jednak zrozumieć team McLaren. W ciągu ostatnich lat przyzwyczailiśmy się, że zespół z siedzibą w Woking zawsze jest dobrze dysponowany w Kanadzie. Lewis Hamilton wygrał dla nich w latach 2007, 2010, 2012, a Jenson Button podtrzymał passę McLarena w 2011 roku. W tym sezonie po nadziejach na deszcz obaj reprezentanci dojechali w suchych warunkach poza punktami. Nie wymaga to żadnego komentarza. Zawód zespołu musi być tym większy, że wszystko wskazywało na powolny wzrost formy po poprzednich rundach tego sezonu.
     


    Rok 2013 na długo zapadnie w pamięci angielskiego teamu patrząc na to, że ich główny rywal, Force India, coraz śmielej poczyna sobie w pobliżu czołówki i utrzymuje się na wysokim piątym miejscu w klasyfikacji generalnej konstruktorów. Pomimo kary za ignorowanie niebieskich flag dla Adriana Sutila, Niemiec zdołał wywieść jeden punkt za 10 miejsce, a do puli 6 „oczek” dołożył Paul di Resta. Dzięki mądrej i płynnej jeździe Szkot dopiero na 57 okrążeniu po starcie udał się do swoich mechaników na zmianę ogumienia pewne zmierzając po punkty przy przejechaniu pełnego dystansu tylko na jeden PitStop. Na tym polu bolid Force India zaprezentował się lepiej niż znane z równie gładkiego traktowania swoich opon auto Lotusa. VJM06 zaprezentował do tego przyzwoitą prędkość i gdyby nie błąd zespołu w sobotę podczas kwalifikacji, gdzie w wyniku niezrozumiałej dla di Resty zmiany oprogramowania skrzyni biegów przesiedzieli w garażu najlepszy moment na wyjazd, w wyniku czego nie udało się awansować do Q2, można byłoby liczyć na więcej. Vettel, Alonso, Hamilton i Webber byli raczej poza zasięgiem, ale piąty Rosberg narzekający cały weekend na przebieg zawodów mógłby mieć problemy z utrzymaniem Szkota za sobą.

    Wspomniany przed chwilą Lotus nie zaliczy ostatnich tygodni do udanych. Kiepska dyspozycja w Monako przeniosła się także na tor w Kanadzie. Fin Kimi Raikkonen narzekał na niewystępujący wcześniej problem z hamulcami i ogólny brak tempa czarno-złotego bolidu. Po błędzie zespołu w PitStopie i i słabych kwalifikacjach zakończonych karą za nieprzepisowy wyjazd z alei serwisowej 9 lokata to nie jest to, co chciałby zobaczyć Kimi myślący o utrzymywaniu się wysoko w tabeli generalnej kierowców. Romain Grosjean nie zdołał zdobyć żadnego punktu po starcie z ostatniego miejsca po karze z Monako. Zawód Lotusa został wzbogacony również spadkiem w klasyfikacji konstruktorów oddając 3 pozycję Mercedesowi.
     


    Team z Brackley wydaje się powoli rozwiązywać swoje problemy z nadmiernym zużyciem opon. Na pojedynczym okrążeniu mają jak do tej pory najszybszy bolid zdobywając w tym sezonie 4 polepositions z rzędu zaczynając od wygrania czasówki w Chinach przez Lewisa Hamiltona kończąc pierwszym polem startowym Nico Rosberga podczas GP Monako. Również w kanadzie poszło dobrze przy mokrych warunkach, bowiem angielski kierowca Mercedesa stracił do zdobywcy polepositions tylko 0,087 sekundy. Niestety przy pełnym obciążeniu paliwem auto wciąż wymaga poprawy o czym wspomniał podczas konferencji po wyścigu Lewis Hamilton dojeżdżając do mety na 3 miejscu. Na walkę z Sebastianem Vettelem nie można było liczyć, a i Fernando Alonso po uporaniu sobie z Rosbergiem, Webberem i Bottasem na kilka okrążeń przed metą dogonił Lewisa i odebrał ważną z punktu widzenia walki o Mistrzostwo, drugą lokatę. Piękna walka między tymi dwoma zawodnikami. Lewis Hamilton próbował się jeszcze odgrywać na kolejnym okrążeniu, jednak już bezskutecznie. Zwycięzca GP Monako, Nico Rosberg narzekał cały weekend na swój bolid i ostatecznie dowiózł przyzwoite 10 punktów za piątą lokatę.

    O ile Mercedes wciąż ciężko pracuje nad swoim tempem, to ich skrzydła mogą zostać podcięte przez aferę z potajemnymi testami z Pirelli. Gdyby okazało się, że doszło do złamania przepisów, które zabraniają testować obecnym autem, team może zostać ukarany choćby wykluczeniem z jednego wyścigu bądź jakąś sporą sumą pieniędzy. Na szczegóły musimy poczekać do końca czerwca, gdzie zbierze się Trybunał FIA by wysłuchać wszystkich stron w to zamieszanych i wymierzyć ewentualną karę. Mówi się, że to firma Pirelli była inicjatorem cichych jazd po GP Hiszpanii, która chciała przetestować nowe opony. Obaj kierowcy Mercedesa mieli nie wiedzieć, jakie dokładnie ogumienie sprawdzają, a większość pracy z nimi związanych była przeprowadzona z myślą o sezonie 2014. Nico Rosberg zdradził się jednak, że wiedział, na jakich oponach jeździ i protestujące teamy (Red Bull, Ferrari) uważają, że te jazdy pomogły rozwiązać problemy modelu W04 z nadmiernym przegrzewaniem opon tylnej osi, co prowadziło do potężnej degradacji uniemożliwiającej nawiązania walki podczas niedzielnych wyścigów. Czy Mercedes rzeczywiście na tym skorzystał, czy otrzyma karę? Tego na tą chwilę nie wiemy, jednak szef zespołu, Ross Brawn, wydaje się być spokojny przyznając, że to była jego decyzja, aby pomóc Pirelli w pracach nad oponami autem z sezonu 2013.

    Red Bull Racing także potwierdził, że miał szansę testować z Pirelli. Powstrzymały ich jednak ewentualne konsekwencje, które liderującej ekipie w obu klasyfikacjach mogłyby poważnie zaszkodzić. Po wygraniu Sebastiana Vettela w Kanadzie, czego jeszcze nie udało się dokonać temu zespołowi na torze imienia Gillesa Villeneuve, wydaje się to rozsądnym posunięciem. Z uwagi na to, że na drugim i trzecim polu startowym stali zawodnicy Mercedesa i Williamsa, Vettel miał dość łatwy wyścig. Williams nie mógł tutaj zagrozić, a Lewis Hamilton, o czym wspomniałem wyżej, nie dysponuje jeszcze autem zdolnym konkurować z konstrukcją Adriana Neweya przy pełnym obciążeniu paliwem. Niemcowi nie zagroził także jego własny błąd w pierwszym zakręcie na późniejszym etapie wyścigu, gdzie zwiedzając pobocze kanadyjskiego toru stracił na jednym okrążeniu aż 4 sekundy.
     


    Fernando Alonso może więc żałować słabszego występu w kwalifikacjach. Tempo po drugim suchym treningu w piątek pozwalało sądzić dobrą dyspozycję czerwonych bolidów Ferrari, jednak problem z dogrzewaniem opon przy mokrych, chłodnych warunkach nie pozwalał wycisnąć nic więcej niż 6 pole startowe. Hiszpan startujący wyżej mógłby być poważnym konkurentem dla prowadzącego Vettela. Rekordowe czasy pod koniec zawodów potwierdzają konkurencyjność teamu z Maranello. Dowodów na to dorzucił także Felipe Massa, który po ostrym hamowaniu na białej, śliskiej linii podczas deszczowych kwalifikacji stracił kontrolę nad swoim autem i rozbił je o bariery wykluczając się z sobotniej czasówki. Po starcie z 16 pola udało się Brazylijczykowi dowieść 4 punkty za 8 miejsce.

    Podczas weekendu w Kanadzie mieliśmy więc dobre widowisko z niewielką ilością manewrów wyprzedzania, jednak trwająca nieco dłużej walka o drugą lokatę pomiędzy Hamiltonem a Alonso zaprezentowała wszystkim, jak to powinno wyglądać w wyścigach. W tym roku przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że wyprzedzany zawodnik jest tak naprawdę wymijany, bo jest wolniejszy z racji gorszej kondycji opon, a atakującemu na dodatek pomaga system DRS. O kontrowaniu nie ma mowy, bo szybszy zawodnik po kilu zakrętach od razu ucieka ponad barierę jednej sekundy. W miarę równe zużycie i bardziej przewidywalne opony pozwalają kierowcom jechać bliżej limitu auta i stoczyć naprawdę dobry pojedynek. Pozwala to także spróbować odegrać się, co pokazał Hamilton na następnym kółku.

    GP Kanady przyniosło nam także niespodziewane rozstrzygnięcia dotyczące planowanego przez Pirelli wprowadzenia modyfikacji do swoich opon. Producent z Mediolanu przywiózł co prawda nową wersję PZero, jednak deszczowe warunki uniemożliwiły ich odpowiednie przetestowanie. Pierwotnie planowano wyścigowy debiut już w Kandzie, jednak po protestach zespołów (najbardziej Lotusa) zrezygnowano z tego pomysłu. Zespoły miały zapoznać się z poprawioną wersją opon i zdecydować o ich wprowadzeniu na kolejny wyścig w Wielkiej Brytanii. Okazało się jednak, że Pirelli całkowicie rezygnuje ze zmian, a jedyne modyfikacje jakie zamierzają wprowadzić mają być na poziomie strukturalnym przy produkcji opon, aby wszystkie elementy lepiej zostały ze sobą związane. W efekcie ma to zapobiec rozwarstwianiu się opony. Do podjęcia takiej decyzji Pirelli skłoniło ciągłe powracanie do tej sprawy i rosnący spór między zespołami. Producent ogumienia do F1 podbudowany został najprawdopodobniej także niskim zużyciem w samej Kanadzie. Warto przypomnieć, że w ostatnim roku Bridgestone jako dostawcy w Formule 1, GP Kanady było jednym wyścigiem, gdzie mieliśmy większą liczbę pit stopów. Reszta kalendarza była przejeżdżana przeważnie tylko na jeden PitStop. Kiedy Pirelli weszło do Królowej Sportów Motorowych, ich kierunkiem było właśnie stworzenie widowiska na miarę tego, jaki był w Kanadzie 2010 na niezniszczalnych oponach japońskiego Bridgestone. Ostatnie kontrowersje są być może także przyczyną ciągnącej się decyzji władz sportu o przedłużeniu współpracy z obecnym dostawcą opon, któremu kontrakt kończy się wraz z metą sezonu 2013. Michelin póka do drzwi F1 coraz śmielej!

    Autor: Imperator360
     
    Danteze
    Już niebawem rusza kolejny sezon ligi Polish Touring Car Championship z atrakcyjnymi nagrodami. Zanim to nastąpi zachęcam wszystkich do zapisywania się na piąty sezon oraz wzięcia udziału w głosowaniu, które ma na celu wyłonienie najlepszego pakietu samochodów, którymi będziemy się już niebawem ścigać. Pakiety dzielimy na dwie grupy po trzy samochody w pierwszym klasyki a w drugim samochody współczesne.

    Oto jakie samochody wchodzą w skład pakietów:

    Klasyczne B500:

    - Chevrolet Corvette Stingray 427
    - Nissan Fairlady Z 432
    - Ferrari 365 GTB/4

    Współczesne A600:

    - Chevrolet Corvette Grand Sport
    - Nissan 370Z
    - Ferrari California

    Powyższe samochody będą tak dopasowane aby każdy z nich miał szanse zaistnieć na torach, które będą specjalnie dobrane pod te samochody. Trasy zostaną podane w przyszłym tygodniu zaraz po ogłoszeniu wyników głosowania. Przewidujemy wstępnie sześć rund odbywających się w niedzielę wieczorem. Głosować można klikając na poniższy link i zalogowaniu się do naszego serwisu:
     
    Głosowanie
     
    Wyniki rywalizacji planujemy poszerzyć o klasyfikacje klubową jak i drużynową. Uatrakcyjni to rywalizację. Do nagród które przyznamy zaliczają się abonamenty Xbox LIVE na trzy i jeden miesiąc oraz punkty Microsoft Points. Podobnie jak w ubiegłym sezonie sporo nagród będzie rozlosowywana wśród uczestników. Lista nagród znajduje się tutaj.
     
    Zachęcamy wszystkich do zapisywania się na piąty sezon Polish Touring Car Champiosnship oraz odwiedzenie działu ligowego, gdzie znajdują się wszystkie informacje o PTCC.
     
    Zapisy
     
    Polish Touring Car Champiosnhip
     
     
    Autor: Marcin Piekarz
    Łródło: ForzaMotorsport.pl
    Danteze
    Na konferencji Microsoftu otrzymaliśmy pierwsze informacje o nowej Forzie, która ukaże się wraz z premierą konsoli Xbox One, czyli już pod koniec bieżącego roku! Gra została zbudowana od podstaw aby przystosować ją do nowej konsoli, a sam Microsoft zapewnia, że Forza 5 wprowadzi nas w nowy wymiar wyścigów i jeszcze nigdy wcześniej prowadzenie samochodu nie dostarczało takiej przyjemności. Więcej o grze usłyszymy na targach E3 już 11 czerwca.
     
     
    Poniżej prezentujemy pierwszy film ukazujący grę Forza Motorsport 5:
     
    <iframe width="640" height="360" src="http://www.youtube.com/embed/vy_LDyfCANg?feature=player_embedded" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
     
    Jak widać, wyścigi będą niewątpliwie bardziej widowiskowe oraz odbywać się będą również na torach ulicznych w realnych lokacjach. Na powyższym filmiku ukazana jest Czeska Praga. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać do nadchodzących wielkimi krokami targów E3 i podziwiać oficjalne screeny z gry.
     

     

     

     

     

     

     
     
     
    Autor: Marcin Piekarz
    Ĺšródło: ForzaMotorsport.pl
     
    Danteze
    W dniu dzisiejszym Microsoft podczas długo oczekiwanej konferencji zaprezentował swoją najnowszą konsolę Xbox. Będzie to bezpośredni następca obecnego, wysłużonego już Xbox'a 360. Nie obyło się bez niespodzianek. Pierwszą z nich była nazwa konsoli. Nie będzie to ani 720, ani też Infinity czy Durango. Oficjalna nazwa brzmi One!

    Również sam wygląd konsoli zaskoczył nie jedną osobę, będzie ona prostokątna, co nada jej więcej elegancji. W podobnym stylu będzie wyglądał również sensor Kinect. Pad został lekko zmodernizowany i przeszedł delikatny lifting, nowe style przycisków i gałek robią wrażenie.






    Całkowicie odmieniony zostanie również interfejs, zmiany poszły zdecydowanie na plus i podobnie jak sama konsola będzie wyglądał elegancko i czytelnie. Na samym początku zaprezentowany został obrazek z Forzy 5, który możecie zobaczyć na poniższym obrazku. Świadczy to o tym, że nowa Forza jest absolutnym priorytetem Microsoftu.



     

    Nowy Xbox będzie bardziej skoncentrowany na rozpoznawanie mowy i jeszcze bardziej przybliży nas do wizerunku urządzenia wielofunkcyjnego jako multimedialnego centrum rozrywki. Będziemy mieli lepszy dostęp do filmów, muzyki i przede wszystkim gier. Ile z tych rzeczy zobaczymy w polskiej wersji usługi Xbox Live pozostaje niewiadomą. Microsoft zapowiedział również, że sensor Kinect zostanie bardziej dopracowany, lepiej czytał ruchy, wychwytywał więcej szczegółów takich jak ruchy nadgarstkami oraz posiadał większą rozdzielczość.

    Oto specyfikacja techniczna Xbox One:


     
     
    Na konferencji Microsoftu poznaliśmy przybliżoną datę premiery konsoli Xbox One. Będzie to końcówka 2013 roku. Wraz z premierą ukaże się również gra Forza 5. Szacujemy, że konsola na rynku może zadebiutować już w październiku lub listopadzie. Więcej o grach usłyszymy na targach E3, które rozpoczną się 11 czerwca.
     
     
    Auto: Marcin Piekarz
    Ĺšródło: ForzaMotorsport.pl