• Portal


    Imperator360
    W ostatnich latach zmiany poczynione w Formule 1 miały przyczynić się do zwiększenia widowiska. Po mimo kilku minusów nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy m.in. DRS musieli przyznać, że droga, którą obrała F1 wychodzi jej na dobre. Niedzielne GP Chin pokazało jednak, że można przesadzić.
     
    Zawody w Państwie Środka obnażyły zbyt daleko idącą chęć poprawy widowiska. Po pierwsze opony, które w ten weekend przysparzały tyle problemów, że podczas wyścigu liczyła się przede wszystkim taktyka. Jednak strategia nie zawsze idzie w parze z akcją na torze. Zawodnicy w celu oszczędzania ogumienia odpuszczali sobie walkę o wyższe pozycje czy choćby o utrzymanie obecnej, bo po prostu nie ma sensu niszczyć "czarnego złota". Nie pomaga widowisku także DRS, który jest jedynym sposobem na przeprowadzenie ataku nie narażając zbytnio kondycji opon (o tym wynalazku powiedziano już wszystko i zostawmy je już w spokoju). Tegoroczny produkt Pirelli jest na tyle nieudany, że zawodnicy boją się nawet zbyt blisko jechać swojego rywala, bo to kolejny element, przez który cierpią opony. Do tego dochodzą kwalifikacje, gdzie dla przykładu kierowcy Mercedesa przejechali tylko 3 szybkie pomiarowe okrążenia - brawo dla Lewisa Hamiltona, że mimo to udało się zdobyć pierwsze pole startowe. Tak źle to nigdy nie było, kierowca z czasem 31 sekund gorszym od najlepszego w Q3 zajmuje 8 pole startowe. Od razu na myśli macie chęć użycia odmiennej taktyki od czołówki, co ma właśnie wpływ na zwiększenie atrakcyjności wyścigu. W kwalifikacjach każdy zespół robił to samo (zaliczając do tego siedzenie w garażu do prawie samego końca). Czy jednak odmienna taktyka cokolwiek zmieniła?
     



    Przyjrzyjmy się Jensonowi Buttonowi i Sebastianowi Vettelowi. Obaj Mistrzowie Świata postanowili poświęcić wyższe miejsce (w przypadku Buttona mowa co najwyżej o awansie o jedno oczko) na starcie na rzecz wystartowania w wyścigu na oponie twardszej, wolniejszej, ale pozwalającej przejechać znacznie dłuższy dystans. W porównaniu z pierwszą trójką, która startowała na miękkiej oponie - rekordzista Hamilton pojawił się u swoich mechaników już po 5 kółkach - Vettel przejechał na pośredniej mieszance 14 okrążeń, a Button wytrzymał o 9 rund więcej. Kierowca McLarena jadąc tylko na dwa pitstopy nie wdawał się w ogóle w bijatyki z kimkolwiek realizując żmudny plan założony przez zespół. Ostatecznie przełożyło się to na 5 miejsce na mecie, co przy obecnej dyspozycji teamu z Woking daje dobry wynik. Co z widowiskiem w tym przypadku? Szkoda cokolwiek mówić. Vettel ostatecznie przejechał dystans wyścigu z taką samą ilością wizyt po nowe "gumy" jak czołowa trójka. Rożnica jest taka, że wspominany wyżej Hamilton przejechał 5 kołek na miękkiej po starcie, a Vettel na samym końcu. Patrząc jak niemiecki zawodnika Red Bulla na ostatnim okrążeniu zaczął się ślizgać po szarży na 3 pole zajmowane przez kierowcę Mercedesa, to można wywnioskować: nie ma znaczenia bolid zatankowany pod korek. Na prawie pustym baku 5 okrążeń w przypadku bolidu Red Bulla to maksimum co można było przejechać w miarę dobrym tempem na tym chińskim obiekcie. Patrząc na innych zawodników nikt nie przejechał więcej jak 7 kółek na tej mieszance (rekord należy do Di Resty, który mając taktykę podobną do Vettela przejechał tylko 3 okrążenia na miękkiej mieszance pod sam koniec zawodów) A pamiętacie Adriana Sutila w Australii? Próba odmiennej taktyki w przypadku Red Bulla i Vettela nie przyniosła wymiernych korzyści. Czy ktoś wątpi w to, że startując wyżej na miękkiej mieszance samochód numer 1 skończyłby GP Chin na gorszej niż 4 pozycja? Jak to miało się do widowiska? W tym przypadku znacznie lepiej, bo mieliśmy kilka ataków Vettela goniącego wynik. 3-krotny Mistrz Świata walczył również poza strefami DRS (sensownie, bo Red Bulle nawet korzystając z ruchomego skrzydła mają nie lada problem z rywalami osiągającymi zdecydowanie wyższe prędkości).

    Szkoda, że nie zobaczyliśmy jednak bratobójczej walki między dwoma kierowcami Red Bulla, bo Mark Webber po zapowiedzi "odkucia" się po GP Malezji sam wyeliminował się z zawodów tuż przed tym jak jego zespołowy partner do niego dojeżdżał. Myślicie, że Jean Eric Vergne z Toro Rosso specjalnie zamknął drzwi przed nosem Australijczykowi, by ten nie stawiał się przed nadjeżdżającym Vettelem? To raczej teoria dla tych, którzy wierzą również w spisek przy braku paliwa po kwalifikacjach. Pamiętajmy, że zespół walczy też o tytuł wśród konstruktorów. Mimo wszystko Vettel zafundował nam kilka ciekawych chwil po złym obrazie z GP Malezji, szczególnie pod koniec. Pytanie tylko czy zespół nie dojdzie do podobnych wniosków, że lepiej byłoby spróbować powalczyć o wyższe pole startowe w sobotę i startować na tej bardziej miękkiej oponie. Taktyka nie zaszkodziła, ale czy pomogła?

    Jeśli mowa o wyprzedzaniu, można podjąć ciekawe próby wyprzedzania mimo stosowania "standardowej" strategii, jak choćby Lewis Hamilton. W dwóch zakrętach wyprzedził dwa bolidy (Toro Rosso i Force India) oraz w pierwszym zacieśniającym się łuku po zewnętrznej Jensona Buttona. Czy właśnie nie tego nam potrzeba? Ciągłego ataku na pozycje, jazdy "na zderzaku" niż ciągłego kalkulowania i czekania na strefy DRS (dwa dozwolone miejsca do korzystania z tego systemu w niedziele nie przybliża nas do tego). W padoku od dawna można usłyszeć, że Pirelli zamierza przyjerzeć się oponom po GP Bahrajnu. Dziś pojawiła się też informacja, że sam Bernie Ecclestone potwierdza, że firma z Mediolanu zmieni nieco mieszanki, by te wytrzymywały dłużej.

    Wracając do samego wyścigu. Ferrari potwierdza, że ich cele mogą być w tym roku bardzo wysokie. Fernando Alonso po starcie z trzeciego pola szybko odebrał Hamiltonowi prowadzenie i wydaje się, że dalszy przebieg zawodów był już odpowiednio kontrolowany. Fernando w końcówce potwierdził jak dobrze prowadzi się ich F138. Inżynier wyścigowy, Andrea Stella, na uspokojenie szybko jadącego swojego podopiecznego usłyszał w radiu, że kierowca nie jedzie na 100%. Rezerwy więc były i ta kombinacja F138-Alonso może w końcu zatriumfować w tym sezonie. Szkoda tylko, że Massa zawsze "ginie" w tłoku. Świetne występy w kwalifikacjach, dobre tempo wyścigowe, jednak 6 miejsce po starcie z czwartego w porównaniu do swojego partnera, to blady wynik. Trzeba dać z siebie jeszcze więcej, gdy chce się liczyć w walce o tytuł.
     



    Uważany za najbardziej dbający o opony bolid Lotusa tym razem nie miał takiej przewagi jak w Australii. Kimi Raikkonen stosował identyczną taktykę jak czołówka. W jej wyniku udało się przeskoczyć tylko Hamiltona, ale należy pamiętać problemy przy starcie (widać jak przy ruszaniu tył E21 zaczął się ślizgać) oraz uszkodzone przednie skrzydło w wyniku kontaktu z Perezem. Lekka podsterowność w kwalifikacjach była przez to problemem również przez znaczną część zawodów. Wydaje się, różnica pomiędzy pierwszym na mecie Hiszpanem, a drugim Finem wynikła tylko z tych dwóch problemów.

    Wywołany przed chwilą do tablicy Perez, chwalony przez zespół, nie pokazuje jednak za wiele podczas swoich startów w McLarenie. Bolid wciąż potrzebuje poprawy, jednak podczas wywiadów słyszymy od Meksykanina tylko o problemowym aucie, które nie pozwala czuć się komfortowo. Na tle Jensona Buttona, "Checo" wypada blado, a swojej reputacji nie poprawia wykonując nie do końca fair play manewry. Trudno wyrokować czyjąś winę przy incydencie z Raikkonenem, ale prób rozpaczliwego bronienia pozycji było więcej. Z pewnością nie pomogło to na realizację strategi nieco odmiennej od swojego kolegi z zespołu. Sergio Perez przejechał aż 24 okrążenia po starcie na pośredniej mieszance, następnie zjechał po miękkie opony na 7 kółek, by znów wrócić do pośredniej dojeżdżając na niej do mety. Strata do swojego zespołowego kolegi wyniosła 30 sekund. Chwalmy jednak za nie odpuszczanie i próbę walki mimo nikłych szans.
     



    Startujący na czele Lewis Hamilton stwierdził po wyścigu, że jednak nie mają jeszcze tempa, by wygrywać z bolidami tak szybkimi jak Ferrari. Mimo wszystko w trzecim wyścigu pierwsze polepositions i już dwa podia na koncie, to dobry wynik mając w pamięci skazywanie Anglika na porażkę przez znaczną część środowiska F1. Przyznam szczerze, że chwilę po ogłoszeniu przejścia Mistrza Świata z 2008 roku do Mercedesa sam miałem poważne wątpliwości. McLaren w 2012 roku dysponował w większości wyścigów najszybszym bolidem, którego problem były tylko awarie. Mimo wszystko rozumiałem tłumaczenia Lewisa chęci zmiany otoczenia. To co podkreślałem w moim poprzednich wpisach, Mercedes i Hamilton potrzebowali siebie nawzajem. Zespół lepiej pracuje, kierowca wyciąga z auta co może i już po 3 rundach widać wyniki. Jak na tym tle wypada Rosberg? Trapiony awariami ukończył tylko zawody w Malezji. Po kwalifikacjach w ubiegłą sobotę widać jednak, że na pojedynczym okrążeniu niemiecki zawodnik nie ma większych szans.

    Choć mamy pewne kontrowersje związane z oponami, tegoroczny sezon mimo wszystko jest bardzo ekscytujący, nie mamy dominacji jednego zespołu, a wyścigów nie wygrywają przypadkowi kierowcy jak na początku 2012 roku. Cztery czołowe zespoły blisko siebie, naprawdę trudno wyrokować pretendentów do tytuły. Czy Mercedes i Lotus nadążą jednak z rozwojem swoich bolidów w porównaniu do Red Bulla i Ferrari? Głównie od tego będą zależeć dalsze losy Mistrzostw. Pewnym jest chyba tylko to, że w tym boju nie ujrzymy Webbera. Ĺatka przyklejona przez Dr. Helmuta Marko do tego kierowcy mówiąca o pełnej formie średnio przed dwa wyścigi w roku, jest coraz bardziej widoczna. Próby "odgryzienia" się na Vettelu po GP Malezji spełzły na niczym...
     


    Autor: Imperator360
    DTRaven
    Pierwsza runda Wirtualnego Volkswagen Castrol Cup dobiegła końca, na torze unoszą się już tylko resztki wyścigowego pyłu. Idąc alejami serwisowymi widać pakujące się zespoły, bo każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Turniej przenosi się w kolejne miejsce, a ja zapraszam Was do przeczytania wywiadów przeprowadzonych tuż po zakończeniu wyścigów.
     
    Raven - Kuba, gdybyś mógł opisać w paru zdaniach pierwszą rundę.
    Kuba - Pierwsza runda? Całkiem przyjemnie, bardzo dobry poziom organizacji jak i zawodników. Nie jestem zbyt zadowolony z kwalifikacji, nieco je popsułem. Pierwszy wyścig sądziłem, że będzie stabilnie, celem było utrzymanie pozycji startowej(10) i go zrealizowałem, mimo starań kierowcy jadącego za mną, walka była czysta i jednak udało się obronić. Drugi wyścig to start z piątej pozycji, od razu dobre zejście do pierwszego zakrętu, troszkę walki, mimo jakiś zawirowań w dalszej części stawki, mnie to na szczęście nie dotknęło i udało się dowieść czwarte miejsce na metę, myślę, że jak na początek to dobrze. Podsumowując rundę, jest ona zapowiedzią naprawdę interesującego sezonu, myślę, że aż do samego końca wydarzenia na torach będą nas trzymać w napięciu.

    Raven - Jakie są Twoje plany na resztę sezonu, jaki cel postawiliście sobie razem z zespołem?
    Kuba - Szczerze powiedziawszy nie mamy z zespołem konkretnego planu. Będzie on zmieniał się z wyścigu na wyścig, ba, nawet w trakcie weekendu pewnie mogą zajść jakieś zmiany. Ogólnym założeniem jest zakończenie sezonu na pozycji nie dalszej jak 10 w generalce. Na razie idzie dobrze. Będę starał się powalczyć jednak o jak najwyższe lokaty, ale nie będzie łatwo, bo koledzy są przygotowani do wyścigów rewelacyjnie i walka z nimi to prawdziwa przyjemność.

    Raven - Dzięki za poświęcony czas.
    Kuba - Dzięki za wywiad, pozdrawiam widzów i wszystkim uczestnikom życzę jak najwięcej przyczepności, prędkości, no i oczywiście szerokości.

    Raven – Imperator, parę słów na temat pierwszego wyścigu.
    Imperator - Wyścig dał sporo emocji. Start przyzwoity, bardzo ciasno w pierwszym zakręcie. Udało się przeskoczyć o jedno oczko na 5. lokatę, jednak później w wyniku minimalnego kontaktu z rywalem jadącym na czwartym miejscu, straciłem nieco prędkości na krótkiej prostej do zakrętu nr. 7. i wykorzystał to zawodnik jadący tuż za mną. Przez cały wyścig próbowałem odzyskać swoje miejsce, jednak na torze Circuit de Catalunya nie ma za wiele sprzyjających wyprzedzaniu miejsc - pomimo kilku mniejszych błędów kierowcy będącego przede mną nie udało się odzyskać pozycji. Ostatecznie na inauguracji Wirtualnego VW Castrol Cup w wyścigu pierwszej grupy udało się zagarnąć szóste miejsce, które jest w porządku, jednak zawsze chce się nieco więcej.

    Raven - Paqito, jak podsumujesz ten wyścigowy weekend?
    Paqito - Weekend minął bardzo dobrze. Pierwszy wyścig i nie wiedziałem do końca czego się spodziewać. Kwalifikacje trochę rozwiały moje wątpliwości, ale niczego nie można być pewnym, szczególnie w wyścigach samochodowych. Pierwszy wyścig pojechałem tak jak mogłem najlepiej, tak aby nie popełnić żadnego błędu. w drugim wyścigu musiałem gonić i jednocześnie uciekać Po tych wszystkich kolizjach które miały miejsce, i wyprzedzeniu większości zawodników zobaczyłem że mogę wygrać i postanowiłem dać z siebie jeszcze więcej.

    Raven – TomKatto, gdybyś mógł napisać parę słów o wczorajszych wyścigach.
    TomKatto - W pierwszym wyścigu wywalczyłem 4 lokatę ale zaskoczył mnie RID3R wygrywając pierwsza rundę i zostawiając za sobą faworytów, za co należą mu się gratulacje. Drugi wyścig dla czołówki klasyfikacji po pierwszym wyścigu był trudniejszy i bardzo zacięty ,walka toczyła się od pierwszego do ostatniego okrążenia i wyniki są według mnie co najmniej zaskakujące, wielu kierowców w wyniku kolizji musiało zadowolić się słabsza zdobyczą punktową, a za szybką bezkolizyjną jazdę nagrodę w postaci zwycięstwa zgarnął Paqito wyprzedzając kilkanaście aut na dystansie, za co wielki szacun. Bukos stracił szanse na dobrą lokatę na piątym okrążeniu przez brawurową jazdę RID3RA i uszkodzenie auta, i w ten sposób Faworyt numer jeden do zwycięstwa po dwóch wyścigach jest "dopiero" na 3 lokacie .

    Raven – Imperator a Twój drugi wyścig?
    Imperator - Szalony wyścig. Sporo drobnych kontaktów na tej krótszej pętli toru w Katalonii. Na początku drugiego kółka zdarzył się incydent z moim udziałem. Rywal jadący przede mną walczył z innym zawodnikiem, został wypchnięty na pułapkę żwirową w lewym zakręcie numer 2. Przechodząc w szybki prawy łuk miał w wyniku tego zdarzenia mniejszą prędkość i dodatkowo pojechał nieco szeroko. Udało się wcisnąć po wewnętrznej, jednak pomimo szerokiej jazdy spotkaliśmy się bok w bok na kawałku prostej. Ponieważ na końcu łuku tuż przed wyprostowywaniem kół pojawił się po mojej lewej, z mojej kamery niestety nie dane było mi dostrzec nadjeżdżającego kierowcę (niespodzianką było, że pomimo wcześniejszych problemów był obok mnie). Schodząc do zewnętrznej, by ustawić auto do następnego prawego zakrętu, doszło do lekkiego kontaktu. Oprócz tego momentu, wyścig dość czysty jednak w okolicy 5 okrążenia doszło do nadzwyczajnej sytuacji. W szybkiej sekwencji zakrętów prawy-lewy tylna oś mojego pojazdu oślizgnęła się na tarce i musiałem walczyć o utrzymaniu się na torze. W wyniku tego straciłem 4 lokatę. Na dodatek ktoś opóźnił mocno hamowanie i doszło do kraksy w następnym zakręcie. Pomimo tych przygód udało się dowieść 7. lokatę, jednak niedosyt pozostał, bo była realna szansa na więcej. Nie wiadomo jeszcze co na ten incydent sędziowie, jednak z punktu widzenia kierowcy było to dość niezwykłe, gdy widzisz, że ktoś chwilę wcześniej miał utraconą dobrą prędkość i mimo to znajdujemy się obok siebie.

    Raven – TomKatto, jaki cel postawiłeś sobie na Mugello?
    TomKatto - Początek turnieju wypadł w moim wykonaniu lepiej niż się spodziewałem, po wspólnych sesjach treningowych wiedziałem że Paqito i Bukos są poza zasięgiem, nie jeździłem jednak z wszystkimi więc liczę na miejsce w pierwszej piątce w klasyfikacji końcowej.

    Raven - Paqito, powiedz jak zmienia się Twój styl jazdy startuąjc z odwróconych pozycji?
    Paqito - Ciężko powiedzieć coś o stylu. Miałem przygotowany inny setup, ale w ostatniej chwili zdecydowałem się na pozostanie przy tym na którym jechałem długą wersję toru. Celem jest wyprzedzenie jak największej ilości zawodników, i nie danie samemu się wyprzedzić. Plan udał się w 100%.

    Dziękuje wszystkim za udział w wywiadach. Teraz Wirtualny Volkswagen Castrol Cup przenosi się na tor Mugello...


    Autor: Konrad „DTRaven” Maciejewski
    DTRaven
    Za naszymi oknami śnieg , mróz i odcienie szarości, lecz ja chcę Was zabrać w miejsce zupełnie inne.
    Słoneczna Hiszpania a dokładniej o miejscowość Montmelo, gdzie znajduje się tor Catalunya.

    To właśnie tu rozgrywa się pierwsza runda Wirtualnego Volkswagen Castrol Cup. Zgłoszonych mamy stu jedenastu kierowców, z których tylko trzydziestu pojawi się jutro na starcie w swoich Golfach.
    Idąc paddockiem czuć nerwową atmosferę, widać zabieganych mechaników i poddenerwowanych kierowców, którzy z cierpliwością czekają na podsumowanie uzyskanych czasów. Spokój widać tylko na twarzach fanów, którzy przybyli tu razem z nami. Każdy z nich chce zamienić chodź parę słów ze swoimi faworytami, dostać autograf lub zrobić zdjęcia.
    Spacerując tak spotkałem Danteze, który wraz z zespołem analizował kwalifikacje, jednakże znalazł czas by odpowiedzieć na moje pytania:

    Raven - Twój czas podczas kwalifikacji to 2:02,675, czy uważasz to za dobry czas, czy jednak coś poszło nie tak?

    Danteze - Niestety to jeden z najgorszych czasów jakie ostatnio wykręcałem. Na dobrym trzecim okrążeniu złapałem wykrzyknik, nawet nie wiem gdzie i przez to straciłem szansę na dobry wynik. Nie załamuję się, wiem na co mnie stać więc optymistycznie patrzę w przyszłość, a sezon przecież dopiero co się rozpoczął.

    Raven - Jaki cel obrałeś sobie na zbliżające się dziesięć rund?

    Danteze - Moim celem jest kwalifikowanie się do wyścigów i do tego chciałbym dążyć. Znalezienie się w najlepszej trzydziestce w kolejnych rundach będzie dla mnie dobrym osiągnięciem.
    Wywiad przerwali mechanicy Marcina, którzy ogłosili nam, że został pobity rekord toru BMW RiD3R wykręcił 1:58,633. Będąc w szoku postanowiłem opuścić paddock i udać się do kawiarenki, gdzie spotkałem Lopeza. Tak jak się domyślacie zadałem mu parę pytań:

    Raven - Czy jesteś zadowolony z osiągniętego czasu 2:00,480 podczas sesji kwalifikacyjnej?

    Lopez - Początek kwalifikacji poszedł zdecydowanie nie po mojej myśli. Zacząłem od wycieczki na trawę w trzecim sektorze na pierwszym okrążeniu, co przekreśliło też kolejne kółko. Na szczęście kolejne dwa udało się przejechać z powtarzalnym niskim 2:00 co na chwile obecną ustawia mnie w 4 linii. Myślę, że jest to dobry prognostyk na jutrzejszy wyścig.

    Raven - Ile czasu zajęło Ci wykonanie malowania dla swojego Golfa?

    Lopez - Albo grubo albo wcale. To dewiza, która bardzo często się kieruje. Z góry wiedziałem, że nie będę bawił się w półśrodki przy tym projekcie. Importowanie gotowych logotypów z witryny nie wchodziło nawet w grę. Aby być w pełni usatysfakcjonowanym z efektu finalnego, postanowiłem zrobić potrzebne loga własnoręcznie od podstaw. Projekt nie był wcześniej zamierzony. Powstał głównie z myślą o turnieju. Gdyby nie on, zapewne nie ujrzałby światła dziennego. Ciężko oszacować ile czasu zajęło wykonanie malowania. Z całą pewnością było bardzo czasochłonne. Ku mojemu zaskoczeniu ale i zadowoleniu, prezentacja malowania została zauważona oraz opublikowana na portalach społecznościowych przez jednego z głównych sponsorów VW Castrol Cup - otoMoto.pl. Fakt ten cieszy niezmiernie i jest w pewnym sensie ukoronowaniem ciężkiej pracy i poświęconego czasu.

    W ten sposób dzień dzisiejszy dobiegł końca, jutro o godzinie 13:00 ta trzydziestka spotka się na torze by walczyć o pierwsze w tym sezonie punkty.

    Łyczę wszystkim powodzenia i dużo przyczepności

    Autor: Konrad „DTRaven” Maciejewski
    Danteze
    Przy współpracy z użytkownikiem KubaXman stworzyliśmy projekt malowania na Wirtualny Volkswagen Castrol Cup promujący nasz serwis. Projekt udostępnimy każdemu, kto wyrazi na to chęć. Wystarczy swój gamertag wpisać w komentarzach lub napisać do mnie PW. Postaram się wysyłać projekty na bieżąco. Co więcej planujemy zrobić wspólne zdjęcie trzech lub czterech najlepszych projektów na Wirtualny Volkswagen Castrol Cup i wykorzystać je jako "zdjęcie w tle" na naszej stronie na Facebooku. Chętnie proszeni są o wpisanie się tutaj.
     
     
    Oto jak prezentuje się nasz projekt:
     

     

     

     
     
     
    Autor: Marcin Piekarz
    Ĺšródło: www.forzamotorsport.pl
    dartholo60
    Forza oraz Top Gear znowu razem! Tym razem pakiet aut ukazał się do Forzy Horizon, zawiera sześć całkiem nowych aut, a jego cena to 400 MS Points.
     
    Auta do tej paczki zostały wybrane poprzez magazyn Top Gear oraz studio Turn 10 aby, jak podają informacje dać znakomite doświadczenie jazdy od samochodu takiego jak Ford Transit SuperSportVan z 2011 roku, aż do Mercedesa CLK GTR z roku 1998, którego ja osobiście jestem wielkim fanem .W skład wchodzą również takie pojazdy jak:
     
    - 2012 Aston Martin Vanquish którego 565 konna V12-stka sprawi iż nasi przeciwnicy będą słyszeć tylko grom który mija ich auta z prędkością światła oraz zadaje potężnego kopniaka wprost w ich ego.
     

     
     
    - 2012 Bowler EXR S to potwór uzupełniony zmodyfikowaną oraz doładowaną 5-cio litrową V8 z Range Rovera Sport dzięki której przejedziemy przez każdy teren.
     

     
    - 2011 Alfa Romeo TZ3 Stradale Zagato 8.4 litrowa V10 dająca 600 koni, tutaj nic więcej nie można dodać.
     

     
    - 2011 Ford Transit SuperSportVan to 198 konny Van który został stworzony chyba do tego aby pozwolić budowlańcom ścigać się z Hondami podczas powrotu z budowy, a tak na poważnie myślę że fani Horizon będą się nieźle z tym pojazdem bawili.
     

     
    - 1998 Mercedes-Benz AMG Mercedes CLK GTR czyli rycerz w lśniącej zbroi, bo tak będą Cię postrzegać inni jak zasiądziesz za kółkiem tego cudu techniki.
     

     
    - 2002 BMW M3 GTR jest to stare dobre M3, bardzo sławne w czasie wydania Need For Speed: Most Wanted (tak tak, tego „starego” Most Wanted). Uwaga ten pojazd jest jak podaje oficjalna strona „FREE” czyli że każdy z nas go może przetestować za darmo.
     



    Każde auto kupiona poza paczką będzie nas kosztowało 240 MS Points, czyli będzie nieopłacalne więc polecam bardzo zakupić cały pakiet.


    Autor: dartholo60
    Imperator360
    Dawno w Formule 1 nie było tak, żeby od wyścigu było ciekawsze, to co po nim. Trudno się dziwić, bowiem podczas tegorocznych zawodów o GP Malezji podium nie odzwierciedlało faktycznej dyspozycji kierowców minionej niedzieli. Z sportowego punktu widzenia „pudło” w oczach kibiców wyglądało nieco inaczej. Ale czy na pewno?
     
    Zaczynając od najniższego stopnia przyjrzymy się kierowcom Mercedesa. Od sobotnich kwalifikacji było widać, że Lewis Hamilton miał auto ustawione nieco bardziej pod mokre warunki mając na uwadze specyficzną pogodę w Malezji. Z kolei Nico Rosberg wydawał się szybszy na suchej nawierzchni. Potwierdziło się to podczas samego wyścigu. W pierwszej fazie, to Anglik przy mokrych warunkach odjeżdżał swojemu zespołowemu koledze. Z każdym następnym okrążeniem, gdzie tor był coraz bardziej suchy, a niemiecki zawodnik dostał od zespołu informację, że nie musi oszczędzać opon, zaczął podróżować po malezyjskim obiekcie nieco szybciej. Skończyło się na tym, że pod koniec wyścigu mieliśmy walkę obu tych kierowców o najniższy stopień podium. Za nim do głosu doszedł sam Ross Brawn, Nico przeprowadził kilka ataków na swojego partnera z zespołu. Dwa razy skończyło się tym, że po ostatnim zakręcie był już na 3 miejscu, jednak dwie niezależne strefy DRS powodowały, że Lewis za każdym razem przeprowadzał udaną kontrę. Choć w wykonaniu innych zawodników mieliśmy walkę nie tylko na obu najdłuższych prostych (sporo działo się także w zakręcie numer 4), to Nico pomimo lepszego tempa nie był wstanie skutecznie przeprowadzić ataku na swojego zespołowego kolegę. Moim zdaniem to zadecydowało o dalszych decyzjach w szeregach zespołu. Skoro nie ma czystego, zdecydowanego uzyskiwania wyższej pozycji, a zaczyna się ryzykowana walka na każdym kolejnym okrążeniu, to team Mercedesa nie mógł dalej tego tolerować. Z ich punktu widzenia było już zagwarantowane 3-4 miejsce obu samochodów. O wyższych pozycjach nie można było myśleć, bowiem 1-2 miejsce zajmowały ciągle oddalające się Red Bulle. Na dodatek to Lewis przez większość zawodów jechał z przodu i podjął nawet próbę walki o 2 miejsce przeskakując w pit stopie Sebastiana Vettela. Tempo Srebrnych Strzał nie pozwala jednak jeszcze na równą walkę z Czerwonymi Bykami, choć pokazuje, że przy odpowiednim rozwoju Mercedes może jeszcze dojść w tym sezonie do głosu. Tak więc decyzja zespołu w Brackley wydaje się być nie tyle słuszna, co zrozumiała, bo fan F1 zawsze będzie za bezwzględną walką do końca. Na dodatek mamy zniesione team-orders i gdy ktokolwiek zechce skorzystać z tego prawa, my jako kibice będziemy musieli to akceptować.
     



    Patrząc w górę podium, mamy kolejne dwa stopnie, które z kolei nie były efektem działania zespołu. Ostatecznie górą był Sebastian Vettel choć pierwotnie to Mark Webber miał być zwycięzcą tych zawodów. Podobnie jak w Mercedesie, tak i w Red Bullu szefostwo zadecydowało, aby w końcu przerwać te nieudane próby ataku ze strony niemieckiego zawodnika. Tutaj stawka była jeszcze większa, bowiem chodziło o 43 punkty i dublet zespołu. Mimo „zaleceń” teamu, Sebastian wziął sprawy w swoje ręce i wykorzystał to, że zespołowy kolega przestał się już zażarcie bronić na wyraźne polecenie i zapewnienie, że nie zostanie mu odebrane zwycięstwo. Zachowanie dalekie od godnego Mistrza Świata spowodowało atmosferę na podium mówiącą wszystko o tym i kibice w tym przypadku byli bardziej pewni tego, że miejsca 1-2 mają złą kolejność. Trzeba zaznaczyć, że Sebastian Vettel jechał na bardziej miękkiej, szybszej mieszance, a mimo to, nie mógł sobie poradzić z Markiem Webberem mający w swoim aucie opony twarde. Zespół być może wziął pod uwagę, że ciągłe ataki ze strony samochodu z numerem 1 mogą doprowadzić nie tylko do kraksy (Turcja 2010), ale także do szybszego zużycia opon i w szerszej perspektywie utraty kompletu punktów. Wiele podczas tego weekendu mówiło się, że jadąc tuż za rywalem opony dostają ostro w kość, a to jak można niespodziewanie zniszczyć „gumy” pokazał Sergio Perez, który udał się do swoich mechaników po inny komplet jedno okrążenie przed metą.

    W Mercedesie wszystko więc poszło po myśli szefostwa, w Red Bullu muszą nauczyć się jeszcze panować nad swoim mimo wszystko liderem zespołu. Vettel podważył przecież autorytet Christiana Hornera, którego zadaniem jest przede wszystkim dbać o dobro zespołu. Formuła 1 to coś więcej niż samo ściganie, tam rolę odgrywają interesy poszczególnych zespołów, a więc w konsekwencji dochodzi polityka. Mimo wszystko próba „ustawienia” podium była mało sportowa, jednak po wyścigu zawodnicy wykazali ducha sportu, tak bardzo potrzebnego po tamtej niedzieli. Pokazał to Lewis Hamilton, który, wnioskując z jego zachowania i wywiadów, świetnie zdawał sobie sprawę, że zapewne w końcu musiałby ulec w walce o 3 miejsce swojemu zespołowemu koledze. Po ostudzeniu emocji i Vettel przeprosił za niedostosowanie się do zespołu. Duch sportu w tym przypadku był na torze, gdzie kierowca mimo wszystko walczy o najlepszą pozycję. Nadal jednak pokazuje, że nie zawsze o tym pamięta co zaprezentował znów komentarz przez radio na temat słabego tempa swojego kolegi w połowie dystansu wyścigu. Tutaj Vettel nie miałby nic przeciwko, aby team zareagował.

    Mimo tym wydarzeniom GP Malezji dało nam kolejny obraz tego, jak wygląda układ sił w stawce. Po przewidywaniach z Australii można śmiało potwierdzić, że Red Bull rzeczywiście jest najmocniejszym zespołem w stawce. W wyścigu wciąż jednak nie mogą w 100% zrozumieć pracy ogumienia, przez to borykają się z dość potężnym zużyciem i podobnie jak Mercedes, poświęcają tempo kwalifikacyjne na rzecz ograniczenia dość szybkiej degradacji opon Pirelli. Ferrari choć nie miało okazji tego pokazać w wyścigu, to wydają się głównym rywalem Byków i wbrew temu, co ostatnio Fernando Alonso mówił, też zdarzają się im błędy. Dla przypomnienia, hiszpański zawodnik skomentował, że w Red Bullu pomimo najszybszego bolidu zawsze coś idzie nie tak. Tym razem włoski team pokazał, że nie jest nieomylny decydując się pozostawić bolid Ferrari na torze z poważnie uszkodzonym przednim skrzydłem. W wyniku tego, walka przynajmniej o podium, a także zapewne i o zwycięstwo przepadła już na początku drugiego kółka.

    GP Malezji nie wypadło dobrze triumfatorom ubiegłotygodniowej rundy w Australii. Choć treningi ukazały świetne rezultaty w Lotusie, a przywiezione poprawki zdawały się pracować dobrze, to już podczas kwalifikacji i wyścigu z niewiadomych przyczyn dobre tempo uleciało z czarno-złotych bolidów o czym sam wspominał Kimi Raikkonen. W walce o dobre lokaty nie pomogła dodatkowo kara przesunięcia na starcie o 3 miejsca do tyłu fińskiego kierowcy za przyblokowanie Nico Rosberga podczas czasówki. 6 i 7 miejsce wygląda więc blado z wygraną w Australii, a o formie podczas malezyjskiej rundy pokazywały męczarnie przy wyprzedzaniu choćby Sergio Pereza. Wspominałem po pierwszych zawodach sezonu, że w czołówce mamy grupę składającą się z Red Bulla, Ferrari i Lotusa, a za nią nieznacznie zaczyna zaglądać Mercedes. Czyżby team z Enstone zamienił się miejscami z Srebrnymi Strzałami?
     



    Wspomniany przeze mnie Sergio Perez zdobył swoje pierwsze punkty w McLarenie, a Jenson Button w wyniku błędu podczas zmiany kół stracił szansę walki o dość duże punkty. To pokazuje, że przez tydzień znaleźli kierunek poprawy swojego katastrofalnego tempa i obok innego podejścia do ustawiania swoich samochodów, zapowiadane poprawki w kolejnych rundach mogą szybko pozbawić złudzeń zespół Force India na to, że będą wstanie utrzymać się przed teamem z Woking do końca sezonu.

    Hinduski zespół zdaje się korzystać z nabranego wiatru w żagle i pokazali się z bardzo dobrej strony podczas pierwszej fazy kwalifikacji uzyskują najlepszy czas. Wyścig popsuł jednak niezrozumiały problem z nakrętkami mocującymi opony i w efekcie obaj zawodnicy wycofali się z zawodów.

    Spoglądając na środek i dół stawki, przewidywania o kolejności w szeregu: Sauber, Toro Rosso, Williams, Marussia i Caterham, zdają się potwierdzać. Dalej trwa tragedia zespołu Williams, który rozważa powrót do starej koncepcji wydechu z bardziej udanego ubiegłorocznego modelu swojego bolidu. Do tego Pastor Malnonado zdaje sobie nie radzić dobrze w tych nerwowych dla zespołu chwilach, co z pewnością buduje pozycję Valtteriego Bottasa, debiutanta w tym zespole.

    Podsumowując, wyścig o GP Malezji zapamiętamy przede wszystkim z niezwykłego podium, które zostało rozstrzygnięte wewnątrz zespołowych interesów oraz konfliktów. Być może „pudło” wyglądałoby lepiej, gdyby w walce pozostał Fernando Alonso i przedzielił wiele problemowych decyzji innych teamów. Hiszpan zdaje się jednak zachowywać spokój, bowiem wie, że ma znacznie lepsze auto niż w sezonie 2012, gdzie przegrał walkę o tytuł trzema punktami. Czy w tym roku, „200 razy” lepszy bolid zmieni tą różnicę 3 punktów na korzyść Fernando? Vettel właśnie swoim zachowaniem zgarnął 7 punktów extra.
     
     


    Autor: Imperator360
    Danteze
    Wirtualny Volkswagen Castrol Cup cieszy cię coraz większym zainteresowaniem, więc aby lepiej przygotować się do nadchodzącego pucharu stworzyliśmy sesje treningowe, na których będziemy mogli szlifować nasze umiejętności prowadzenia pucharowego Golfa GTI. Treningi będą odbywać się w każdą sobotę i niedzielę w weekendy w których nie będzie zaplanowany oficjalny wyścig Wirtualny Volkswagen Castrol Cup.

    W treningu będzie mógł wziąć udział każdy uczestnik pucharu. Wystarczy poszukać lobby o nazwie VW Castrol Practice w soboty o 19:00 oraz niedziele o 20:00.

    Dokładny terminarz można znaleźć w tutaj.



    Autor: Marcin Piekarz
    Imperator360
    Machina zwana Formułą 1 ruszyła na dobre. Przywitanie z Królową Motosportu dało się jednak we znaki przede wszystkim kibicom mieszkającym w Europie. Do czasu rozgrywania kwalifikacji i wyścigu w Australii zdążyliśmy się już przyzwyczaić, jednak w tym roku pogoda dorzuciła swoje trzy grosze i dostaliśmy od F1 istny maraton. Kwalifikacje przełożone z soboty na niedziele rozpoczynały się o 1 w nocy czasu polskiego (parę minut później dla kibiców oglądających Polsat). Koniec emocji na kilka minut przed drugą i dosłownie chwilę później pobudka, by o 7 rano (W Anglii o 6!) obejrzeć pierwszy start. O poprzednich dniach z treningami już nawet nie wspominam…

    Choć rozpoczęcie sezonu na torze Albert Park to już niemal tradycja, to motywacja do wstawania o drakońskich wręcz godzinach jest ogromna. Nowy sezon, nowe auta, nieznana do końca dyspozycja poszczególnych zespołów. Zastanawiam się, gdyby zawody w Melbourne były jedną z ostatnich rund sezonu, a walka o tytuły już rozstrzygnięta, czy chęć obejrzenia na żywo byłaby również tak samo wielka jak w mijający właśnie weekend. Dla kibica F1 odpowiedź jest chyba jasna, a przykładem jest choćby GP Japonii pod koniec sezonu.  

    Wspomniałem jednak o nieznanej dyspozycji poszczególnych zespołów. Wydaje mi się, że mimo wszystko GP Australii nie dało nam jednoznacznych odpowiedzi, jednak z pewnością wiemy dużo więcej niż po testach. Kwalifikacje rozgrywane w bardzo zmiennych warunkach, wyścig choć na sucho, to przy temperaturach znacznie niższych niż będziemy oglądać kolejne wyścigi (z wyjątkiem GP Chin, gdzie zawsze panują dość niskie temperatury). Pod względem warunków na torze, piątkowe treningi były chyba najlepsze, jednak wtedy nikt nie polował na czasy okrążeń i zazwyczaj każdy próbuje maskować swoje prawdziwe tempo wyścigowe.
     



    Treningi powiedziały nam o bardzo dobrej dyspozycji Red Bulla. Sebastian Vettel i Mark Webber potwierdzili to również przy sobotniej/niedzielnej czasówce, gdzie warunki były dalekie od tych z piątku. W wyścigu było już nieco słabiej. Przy samochodzie zatankowanym „pod korek” Vettel bardzo szybko zaczął odjeżdżać, jednak wraz ze spalaniem paliwa i poprawiającą się przyczepnością rywale zaczęli ostro deptać 3-krotnemu Mistrzowi Świata po piętach. O ulubieńcu tamtejszej widowni nie wspominam, bo problemy ze startem Mark Webber ma nie od dziś i w ostatnich kilku sezonach potwierdza, że chyba już nigdy nie dogada się w tej kwestii ze swoim bolidem. Co prawda kierowca po wyścigu tłumaczył złe ustawienie załapania sprzęgła przez problemy z telemetrią, ale takie wytłumaczenie przejęlibyśmy gdyby zdarzyło się to pierwszy raz.

    Infnity Red Bull Racing pokazuje, że znów jest prawdopodobnie najmocniejszym zespołem w stawce, jednak zapowiadana ogromna przewaga nad rywalami po treningach znikła i stworzyła się grupa trzech zespołów, które są bardzo blisko siebie. Jednym elementem decydującym o tym, kto wygra kolejne zawody, są opony. I to właśnie zespół Lotusa pokazał, że najlepiej sobie z nimi radzi wydobywając maksymalny potencjał i ograniczając zużycie (2 pit stopy Kimiego Raikkonena wobec 3 postojów jego głównych rywali). Obok wspominanych dwóch teamów mamy jeszcze Ferrari, które zaczyna sezon „200 razy” lepiej niż w ubiegłorocznej kampanii, co już na testach sygnalizował Fernando Alonso. O ile w kwalifikacjach tą najlepszą trójkę dzieliły dość spore różnice, to już w wyścigu tempo było bardzo podobne i tak jak wspominałem o zwycięstwie decydowała strategia i obchodzenie się z oponami. W idealnych dla Formuły 1 warunkach powinniśmy ujrzeć bardzo zbliżone tempo wytypowanej przeze mnie najlepszej trójki (Red Bull, Lotus, Ferrari). Przy szalonej jeździe z niskim poziomem paliwa w kwalifikacjach, Red Bull najprawdopodobniej będzie górował, jednak jest to kwestia jak najbardziej otwarta i poczekajmy do GP Malezji.

    Podczas sobotnich czasówek, do drzwi najlepszej trójki wydaje się pukać Mercedes. Bolid Lewisa Hamiltona i Nico Rosberga wydaje się dobrze sobie radzić przy niskim obciążeniu paliwem, jednak na starcie obaj podopieczni Rossa Brawna odstawali tempem od najlepszej trójki i to jest element nad którym niemiecki zespół musi poświęcić swoją uwagę. Mimo wszystko Mercedes odrobił lekcję przez zimę i zdecydowanie z Lewisem na pokładzie nabrali wiatru w żagle. Fakt, że Srebrne Strzały lepiej radzą sobie przy niskim poziomie paliwa dostrzec można było dostrzec właśnie z upływem kolejnych kółek. Można się zastanawiać, czy gdyby zespół od razu zaczął rywalizację ze strategią na 3 zjazdy, a nie jak początkowo zakładano tylko na dwa, to być może zawodnicy Mercedesa więcej wyciskaliby tempa z ogumienia. Jazda nastawiona na oszczędzanie opon popsuła szyki. Po zastosowaniu „planu B” dla Hamiltona, Brytyjczyk popisał się kilkoma dobrymi czasami nie odstającymi aż tak bardzo od czołówki. Mercedes musi zwrócić również uwagę na awaryjność, choć na testach wypadli całkiem dobrze pod tym względem mając problemy tylko na ich początku, to już w Australii Nico Rosberg dwa razy zatrzymywał swoje auto w wyniku usterek.

    Pozytywnie zaskoczyło Force India, które choć nie dysponuje tempem Lotusa, to obchodzi się z ogumieniem tak samo łagodnie. Adrian Sutil pokazał, że ambicje tego zespołu mogą być wysokie. Nie wiemy tylko co się stało na samym końcu wyścigu, gdzie w bolidzie powracającego po rocznej przerwie Niemca założono mieszkankę supermiękką, która ulegała potężnej degradacji przez to trud całego wyścigu w wykonaniu Sutila zaczął przepadać właśnie pod jego koniec.
     
     


    Czy utrzymają ten impet, aby być piątą siłą w stawce? Wydaje się, że w kolejnych 2-3 wyścigach są wstanie to zrobić, póki McLaren nie otrząśnie się z poważnych problemów. Póki co angielski zespół z Woking walczy o miano szóstej! ekipy w stawce. Występ Jensona Buttona i Sergio Pereza zarówno w kwalifikacjach, jak i w wyścigu poniżej pewnego poziomu, na który McLaren nigdy nie może sobie pozwolić a ostatnio było tak słabo na początku 2009 roku. MP4-28 nie tylko nie dba o opony, ale także bardzo trudno się prowadzi, a wprowadzane zmiany w ustawieniach przynoszą niezrozumiałe dla kierowców i inżynierów efekty. Mówi się, że McLaren zastanawia się nad użyciem ubiegłorocznej konstrukcji, która na tym etapie z pewnością przyniosłaby dużo lepsze rezultaty. Należy jednak pamiętać, że użycie MP4-27 będzie podwójną porażką zespołu, bowiem wychodzi na to, że mogli sobie zrobić bardzo długie wakacje od końca listopada do początku lutego.

    Drugim rozczarowaniem obok McLarena jest Williams. O ile nastroje w ekipie prowadzonej przez Sir Franka Williamsa napawały optymizmem po zimowych testach, to już po GP Australii zespół z Grove został sprowadzony na ziemię. Bolid, jak przyznał sam Pastor Malnonado, jest trudny w prowadzeniu. Warto przypomnieć, że ten sam kierowca po zimowych testach zapowiadał powtórzenie ubiegłorocznego zwycięstwa w GP Hiszpanii, jednak już zmienił zdanie, a zespół tłumaczy swoje niepowodzenie obraniem złego kierunku rozwoju. Czy Williams powtórzy swój niezwykle nieudany sezon 2011, gdzie wywalczył w ciągu roku tylko 5 punktów?

    Patrząc w dół stawki, trudno szczególnie ocenić ekipę Saubera. Nico Hulkenberg, nowy nabytek szwajcarskiego zespołu, w ogóle nie pojawił się na siatce startowej dzisiejszych zawodów, a Esteban Gutierrez, meksykański debiutant, został zdublowany i sam bardziej skupiał się na ujrzeniu flagi w biało-czarną szachownicę niż na szalonej pogoni za czymś lepszym niż 13 miejscem.

    Ekipa Toro Rosso, najsłabsza w 2012 ze starych zespołów, wydaje się nieco lepsza w tym roku. Jean-Eric Vergne pod koniec zawodów zanotował najlepszy czas okrążenia (później jednak poprawiony tylko przez Kimiego Raikkonena), a sami kierowcy podkreślają, że ten bolid pozwoli im w kolejnych rundach rywalizować o punkty.

    Na samym końcu stawki potwierdza się, że dozbrojony w KERS zespół Marussia zdaje się radzić sobie dużo lepiej niż w Caterham. Rosyjski team wziął się ostro do pracy, a w 2014 roku może być jeszcze lepiej, gdy pozbędą się zdecydowanie najsłabszych w stawce silników Cosworth.

    Podsumowując, utworzyły nam się pewne grupy w tegorocznej stawce. Red Bull, Ferrari i Lotus powinny walczyć ze sobą o zwycięstwa. Do nich stara się zaglądać Mercedes, który prezentuje się solidnie, ale przy mądrzej jeździe kierowcy Force India pokazali, że mogą z nimi walczyć, choć przewiduję, że ta tendencja będzie się oddalała z każdymi kolejnymi weekendami Gran Prix. Niżej mamy kolejną grupę, która składa się z Saubera, Toro Rosso i najsłabszego z tej trójki Williamsa. Nowe zespoły przybliżyły się do dolnej części środka stawki, ale jeszcze muszą popracować, by walczyć o choćby jeden punkt. Póki co to jednak Marussia wykonała lepszą pracę od Caterhama. Jedno jest pewne, zapowiada się kolejny bardzo dobry sezon i nie należy bać się dominacji Red Bulla, gdy ten z dużą przewagą zgarnie pierwszy rząd podczas kwalifikacji, bo punkty przyznawane są w niedzielę, a Ferrari i Lotus zdają się mieć możliwości nad powstrzymywaniem „Byków” przed uciekaniem w wyścigu.
     
    Danteze
    Volkswagen Group Polska, Microsoft, Turtle Entertainment Polska oraz HEXA PLUS Group ogłaszają start WIRTUALNEGO VOLKSWAGEN CASTROL CUP w grze Forza Motorsport 4 na konsolę Xbox 360, rozgrywanego na www.liveleague.pl równolegle z cyklem wyścigowym VOLKSWAGEN CASTROL CUP POLAND. Z przyjemnością informujemy, że serwis Forza Motorsport Polska został partnerem Pucharu!
     

    Udział w wirtualnej zabawie wziąć może każda chętna osoba posiadająca konsolę Xbox 360 od Microsoft z grą Forza Motorsport 4 oraz abonamentem Xbox LIVE Gold, upoważniającym do gry online.
     
     

     
     
     
    Pucharowym samochodem jest Volkswagen Golf GTI o mocy 300 KM.
     
     


    Na graczy czeka dziesięć ekscytujących rund, każda składająca się z kwalifikacji i dwóch wyścigów. W kwalifikacjach udział brać mogą wszyscy chętni, wystarczy się zapisać. Co rundę do wyścigów zakwalifikuje się trzydziestu najszybszych graczy.



    By uatrakcyjnić rozgrywkę organizator przewiduje start do wyścigów numer dwa w odwróconych pozycjach w stosunku do tych zajętych w wyścigach numer jeden. W połączeniu z atrakcyjnym systemem punktacji oznacza to, że faworyci będą mieli utrudnione zadanie, dzięki czemu walka o zwycięstwo trzymać będzie w napięciu do samego końca sezonu. Na podstawie punktacji w klasyfikacji generalnej wyłoniony zostanie zwycięzca WIRTUALNEGO VOLKSWAGEN CASTROL CUP. Dla dziesięciu najszybszych graczy przewidziano atrakcyjne nagrody, których fundatorami są Volkswagen Group Polska oraz Microsoft.


    By dołączyć do WIRTULNEGO VOLKSWAGEN CASTROL CUP zarejestruj się na LiveLeague.pl. Serdecznie zapraszamy do udziału wszystkich chętnych!


    Aby dowiedzieć się więcej przejdź do rubryki HELP DESK na LiveLeague.pl oraz na nasz serwis ForzaMotorsport.pl
     
     

     
    Danteze
    Koniec lutego to odpowiedni okres by zapowiedzieć kolejne rozszerzenie Forzy Horizon. Marcowe DLC zawierające tradycyjny układ 6+1 ujrzy światło dzienne 5. Marca, a jego cena wyniesie 400MSP. Cały dodatek promuje nowe Audi RS4 Avant przygotowane na 2013r.

    Lista samochodów:

    2013 Audi RS4 Avant:


    2013 BMW M135i:


    2012 Mercedes-Benz G65 AMG:


    2003 Ferrari Challange Stradale:


    2004 Peugeot 206 RC:


    1998 Nissan R390:


    2010 Joss JT1 (Bonus dla posiadaczy Season Pass-a):



    Oraz przyjemny dla oczu i uszu trailer:




    Autor: Dawid Goncerz
    Ĺšródło: forzamotorsport.pl