• Portal


    Imperator360
    Właśnie skończyła się długo oczekiwana przez wszystkich fanów Xboxa konferencja Microsoftu. Firma z Redmond krytykowana m.in. za próbę ograniczenia obrotu używanymi grami oraz za zbyt małą liczbę interesujących gier podczas prezentacji swojej nowej konsoli na specjalnym evencie 21 maja. Czy udało im się spełnić oczekiwania wygłodniałych graczy czekających na masę nowych produkcji?

    Wystartowali bardzo mocno. Konami pokazało film z fragmentami rozgrywki z Metal Gear Solid V. Podczas prezentacji wyszczególniono najważniejsze cechy jak otwarty świat, zmienne warunki pogodowe połączone z cyklem dnia i nocy. Zaprezentowano cały system skradania się - będzie to główny sposób przechodzenia nowego hitu Hideo Kojimy. Całość wyglądała bardzo ładnie i dla fanów skradanek szykuje się nie lada gratka.

    Był to jednak tylko wstęp i wrócono na chwilę do starej konsoli Xbox 360, by zapewnić, że i o niej nie zapominają. MS od dawna zapowiada, że po premierze Xbox One, fani trzysta sześćdziesiątki nadal będą zadowoleni z tego, co będzie pojawiać się na wysłużonym już sprzęcie. Po pierwsze zobaczyliśmy nowy model, mniejszy z zmienionym nieco wyglądem trochę w stylu młodszego brata. Nowa wersja ma być dostępna od zaraz w Stanach. Do tego w ramach Xbox Live z aktywnym kontem Gold będziemy dostawać dwie duże gry każdego miesiąca, wzorem PS Plus z konkurencji. Na początek Halo 3 i świetny Assassin's Creed II.

    Pozostano przy Xboxie 360 i pokazano nam World of Tanks. Gra w systemie free to play zostanie oczywiście odpowiednio zmodyfikowana do xboxowego pada. Każdy kto jednak będzie chciał zagrać, musi mieć wykupiony abonament Gold.
     


    Wróćmy do Xboxa One. Znów mieliśmy mocne uderzenie w postaci Ryse: Son of Rome, tytuł startowy dla nowego dziecka Microsoftu. Gra początkowo zapowiadana jako "dorosły" tytuł dla Kinecta wyląduje w końcu na Xbox One i będziemy sterować padem. Gra z świetną oprawą wciąga nas w walkę na nabrzeżu, z którego musimy zniszczyć wskazaną wieżę i kontynuować natarcie na przeciwnika. Produkcja to typowa gra dla dorosłych, bardzo brutalna z sporą ilością krwi. W tego typu tytule, nie może być jednak inaczej. Walka przy wykorzystaniu QTE oraz znane z wielu filmów i historii formowanie specjalnego szyku, który ma chronić przed zasypującym nas gradem strzał. Obok MGS V, drugi bardzo interesujący tytuł. Czekamy!

    Później bardzo szybko przeskoczono przez bijatykę Killer Instinct, o którym się plotkowało przed konferencją oraz wspomniano o Sunset Overdrive. Strzelanka, która ma być swego rodzaju rewolucją. Gra nie będzie taka sama w dniu premiery jak i miesiąc po niej, a wszystko przez ciągłe zmiany jeśli chodzi o wyzwania, bronie itd. Sami fani będą mieli wpływ na ten tytuł. W między czasie ujawniono także, że Minecraft pojawi się również na nową konsolę.
     


    Kolejny wielkim hitem to oczywiście Forza Motorsport 5. Widowiskowe wprowadzenie przytaczając historię McLarena również jako legendarnego zespołu z Formuły 1. Na scenie oprócz reprezentanta T10 pojawił się także najnowszy model tej marki, P1. Największą rewolucją, to wykorzystanie chmury. Serwery w świecie będą uczyły się naszej jazdy, by ściganie się ze sztuczną inteligencją przypominało jazdę niczym z trzymającymi podobny poziom umiejętności kolegami. Ładnych sztywnych zachowań komputera jak do tej pory. W między czasie podczas prezentowanego filmu można było dostrzec napis "zaawansowana symulacja", co dobrze rokuje dla fanów poprzednich części. Niestety z materiałów przedstawionych nie mogliśmy wnioskować jak naprawdę jest z tym modelem jazdy. Gra startowa oczywiście na Xbox One.

    Produkcja o nazwie Quantum Break to następne oczko w głowie MSu. Remedy Entertainment zdecydowało się pokazać gameplay na tegorocznej konferencji. Zapowiada się dość oryginalny projekt, gdzie będziemy mogli manipulować czasem. Na filmie widać było, jak bohater wstrzymał czas, aby uratować jakąś "doktorkę". Widowiskowo, ciekawie, jednak zbyt mało widzieliśmy, by ocenić czy jesteśmy zainteresowani, pochłonięci "dziełem".
     


    Następnie pokazano Projekt Spark. Produkcja wykorzystująca sensor Kinect. To taka gra w grze, bowiem możemy stworzyć coś swojego poprzez projektowanie własnego świata. Trzeba będzie wytężyć swoją wyobraźnię, bo samemu stworzymy dalszy scenariusz gry, jak np. walka z bossem.

    Chwila odpoczynku od gier i prezentacja możliwości konsoli przy wykorzystaniu znanej wszystkim usługi SmartGlass. Do tego nagrywanie własnych materiałów z gry i edycja oraz ogłoszenie rezygnacji z Microsoft Points i przejście na prawdziwą walutę. Zniesiono również ograniczenie 100 osób w naszej liście przyjaciół.

    Po powrocie do gier ujawniono nam Dead Rising 3. Gra nieco poważniejsza od poprzednich częśći, jest mroczniej. Na ekranie naprawdę dużo zombie w jednym czasie, wręcz przytłaczające ilości. Zapowiada się świetnie, interesująca oprawa i dodatki typu bombardowanie hordy zombie przy wykorzystaniu SmartGlass i swojego smartfona.

    Był także polski akcent. CDProjekt potwierdził, że Wiedźmin 3 także na nowego Xboxa. Tytuł skorzysta z dobrodziejstw Kinecta, ale nie bójcie się - filmik sprawił, że fani serii są w siódmym niebie. Poziom dobrego RPG utrzymany.

    Pod sam koniec przyszedł czas na prezentację Battlefielda 4 i studio DiCE. Gra wygląda świetnie jak na pierwszym pokazie przy pomocy bardzo drogiej karty graficznej, jednak chyba mimo wszystko ciut jej brakuje do tego, co widzieliśmy z prezentacji na PC. Mimo wszystko, grafika przepiękna, na ekranie dużo się dzieję, można się wczuć w rolę żołnierza walczącego o życie. Uczta dla oczu i uszu, pozycja obowiązkowa.
     


    Szybko przeskoczono do ujawnienia nowego studia Microsoftu nazwanego Black Task Studio. Developer pracuje nad wielką produkcją z klasy AAA, ale nie wiemy, czego dokładnie się spodziewać. Teaser choć krótki, narobił smaku. Szybka wzmianka także o nowym Halo. Zwiastun w iście filmowym stylu budujący specyficzny klimat gry. Xbox One spokojnie da radę pokazać nam nową odsłonę sagi w 60 klatkach przy full HD.

    Ostatnia pokazana gra, to tytuł studia Respawn Entertainment. Twórcy starego, dobrego CoDa (kończąc już nieco słabszym MW2) zrobili dla nas nową grę sieciową. Pierwsze wrażenia po Titanfall? Lost Planet z tą różnicą, że nie jest zimno. Dlaczego takie spostrzeżenia? Mechy w roli głównej, choć oczywiście sterujemy normalnym żołnierzem. Ciekawy wstęp do multiplayerowego meczu, gdzie słyszmy rozmowy kompanów. Gra ma trochę z serii CoD, bowiem jest równie dynamiczna i stawia raczej na szybkie eliminowanie wroga niż taktykę i ostrożność przy podejmowaniu decyzji. Oprawa iście z konsoli nowej generacji. Bardzo ciekawie się zapowiada. Produkcja musi się udać, robią ją w końcu ludzie sukcesu Call of Duty 4.
     


    Na sam koniec jeszcze o tym co najważniejsze. Cena i data premiery. Xbox One zadebiutuje w listopadzie w cenie 499 euro, co w szybkim przeliczeniu na naszą walutę daję trochę ponad 2100zł. Dużo? Byłoby taniej, gdyby nie trzeba było być przymusowym posiadaczem sensora Kinect.

    Konferencja MS na E3 2013 przeszła do historii. Apetyty zostały zaspokojone, jednak mam wrażenie, że zabrakło takiej gry, po której wszyscy zbieraliby "szczęki z podłogi". Pamiętam PS Meeting z marca i Deep Down. Jest jednak dobrze. Chcemy więcej konkretnych informacji z najlepszych gier tej konferencji, czyli moim zdaniem Forzy 5, Metal Gear Solid, Ryse, Quantum Break. Oczywiście dochodzi do tego Battlefield 4, ale konferencja EA przed nami. Nic nie wspominałem o Call of Duty Ghost? Wyjątkowo nie było na tej prezentacji MS, a więcej informacji o tej grze dostaliśmy wczoraj bezpośrednio od Activision. Wojna CoD i BF trwa w najlepsze, tak samo jak PS4 vs. Xbox One!

    Autor: Imperator360
     
     
    Imperator360
    Wyścig w Kanadzie zawsze dostarczał nam dramaturgii. W tym roku podczas niedzielnych zawodów było jednak dość spokojnie, kierowcy w stabilnych, suchych warunkach mogli rozpocząć ściganie po przeplatanych deszczem przygotowaniach w piątek i po zupełnie mokrych sobotnich kwalifikacjach. W zmiennych warunkach zawsze dochodzi do niespodzianek i swoją dyspozycją o walkę o jak najlepsze miejsce na starcie zaskoczył wszystkich Valterri Bottas. Fin w kompletnie niekonkurencyjnym aucie zdołał wstrzelić się idealnie w odpowiednim momencie wyjechanie na tor, by wykręcić swój czas okrążenia dający ostatecznie świetne, trzecie pole startowe. Niestety w suchym wyścigu nie było już tak dobrze.

    Williams powtarza swój totalnie nieudany sezon 2011, gdzie po 19 wyścigach wywalczyli tylko 5 punktów w klasyfikacji generalnej. Po sporych zmianach w kadrze zarządzającej, gdzie odeszli m.in. Patrick Head czy Adam Parr okazuje się, że problem tkwi głębiej w strukturach zespołu. Trudno bowiem zrozumieć sytuację, w której w 2012 roku wygrywa się wyścig i prezentuje w miarę równy poziom (zamazywany przez lubiącego rozbijać swoje auta Malnonado), a następnie przy stałych przepisach technicznych spada się na sam dół stawki. Przed zespołem jeszcze sporo pracy do wykonania, by myśleć chociaż o zdobywaniu choćby najmniejszych punktów. W obecnym stanie Bottasowi trudno było więc cokolwiek zdziałać startując z trzeciego pola i mając za sobą bolidy jeżdżące w innej lidze z Ferrari, Mercedesem i Red Bullem na czele. Sytuacja podobna do tej z 2010 roku, gdzie Nico Hulkenberg jeżdżąc wówczas dla ekipy Franka Williamsa zdobył polepositions w Brazylii w podobnych warunkach. Niestety niedzielny wyścig zweryfikował prędkość konstrukcji teamu z Grove na suchym torze i niemiecki kierowca stracił aż 7 pozycji. Nieudany więc znów wyścig dla tego zespołu patrząc na poczynania także drugiego, bardziej doświadczonego kierowcy z Wenezueli, który nadal utwierdza w przekonaniu, że wygrana z 2012 to więcej szczęścia niż jakichkolwiek umiejętności. Przypomnę, że stracił głównego rywala w postaci Hamiltona oddelegowanego z pierwszego pola startowego na koniec stawki. Również nieprzewidywalność opon, gdzie pierwsze siedem wyścigów wygrało siedem różnych kierowców spowodowało to, że znający z testów i innych serii na wylot tor w Katalonii Pastor Malnonado był wstanie utrzymać się na czele do końca zawodów. Szefostwo Williamsa przekonało się jednak po niedzielnym GP Kanady, że mają w swoim obozie utalentowanego zawodnika, który dobrze rokuje na przyszłość i z pewnością wraz z zdobyciem doświadczenia Bottas może osiągać sukcesy. Pastorowi Malnonado został już tylko jeden atut, by zachować swoje miejsce w tym zespole. Sponsor z Wenezueli, petrochemiczny gigant wykłada grube miliony dopóki ich rodak jeździ po torze (o ściganiu ciężko mówić).

    Opisaną sytuację Williamsa pomaga jednak zrozumieć team McLaren. W ciągu ostatnich lat przyzwyczailiśmy się, że zespół z siedzibą w Woking zawsze jest dobrze dysponowany w Kanadzie. Lewis Hamilton wygrał dla nich w latach 2007, 2010, 2012, a Jenson Button podtrzymał passę McLarena w 2011 roku. W tym sezonie po nadziejach na deszcz obaj reprezentanci dojechali w suchych warunkach poza punktami. Nie wymaga to żadnego komentarza. Zawód zespołu musi być tym większy, że wszystko wskazywało na powolny wzrost formy po poprzednich rundach tego sezonu.
     


    Rok 2013 na długo zapadnie w pamięci angielskiego teamu patrząc na to, że ich główny rywal, Force India, coraz śmielej poczyna sobie w pobliżu czołówki i utrzymuje się na wysokim piątym miejscu w klasyfikacji generalnej konstruktorów. Pomimo kary za ignorowanie niebieskich flag dla Adriana Sutila, Niemiec zdołał wywieść jeden punkt za 10 miejsce, a do puli 6 „oczek” dołożył Paul di Resta. Dzięki mądrej i płynnej jeździe Szkot dopiero na 57 okrążeniu po starcie udał się do swoich mechaników na zmianę ogumienia pewne zmierzając po punkty przy przejechaniu pełnego dystansu tylko na jeden PitStop. Na tym polu bolid Force India zaprezentował się lepiej niż znane z równie gładkiego traktowania swoich opon auto Lotusa. VJM06 zaprezentował do tego przyzwoitą prędkość i gdyby nie błąd zespołu w sobotę podczas kwalifikacji, gdzie w wyniku niezrozumiałej dla di Resty zmiany oprogramowania skrzyni biegów przesiedzieli w garażu najlepszy moment na wyjazd, w wyniku czego nie udało się awansować do Q2, można byłoby liczyć na więcej. Vettel, Alonso, Hamilton i Webber byli raczej poza zasięgiem, ale piąty Rosberg narzekający cały weekend na przebieg zawodów mógłby mieć problemy z utrzymaniem Szkota za sobą.

    Wspomniany przed chwilą Lotus nie zaliczy ostatnich tygodni do udanych. Kiepska dyspozycja w Monako przeniosła się także na tor w Kanadzie. Fin Kimi Raikkonen narzekał na niewystępujący wcześniej problem z hamulcami i ogólny brak tempa czarno-złotego bolidu. Po błędzie zespołu w PitStopie i i słabych kwalifikacjach zakończonych karą za nieprzepisowy wyjazd z alei serwisowej 9 lokata to nie jest to, co chciałby zobaczyć Kimi myślący o utrzymywaniu się wysoko w tabeli generalnej kierowców. Romain Grosjean nie zdołał zdobyć żadnego punktu po starcie z ostatniego miejsca po karze z Monako. Zawód Lotusa został wzbogacony również spadkiem w klasyfikacji konstruktorów oddając 3 pozycję Mercedesowi.
     


    Team z Brackley wydaje się powoli rozwiązywać swoje problemy z nadmiernym zużyciem opon. Na pojedynczym okrążeniu mają jak do tej pory najszybszy bolid zdobywając w tym sezonie 4 polepositions z rzędu zaczynając od wygrania czasówki w Chinach przez Lewisa Hamiltona kończąc pierwszym polem startowym Nico Rosberga podczas GP Monako. Również w kanadzie poszło dobrze przy mokrych warunkach, bowiem angielski kierowca Mercedesa stracił do zdobywcy polepositions tylko 0,087 sekundy. Niestety przy pełnym obciążeniu paliwem auto wciąż wymaga poprawy o czym wspomniał podczas konferencji po wyścigu Lewis Hamilton dojeżdżając do mety na 3 miejscu. Na walkę z Sebastianem Vettelem nie można było liczyć, a i Fernando Alonso po uporaniu sobie z Rosbergiem, Webberem i Bottasem na kilka okrążeń przed metą dogonił Lewisa i odebrał ważną z punktu widzenia walki o Mistrzostwo, drugą lokatę. Piękna walka między tymi dwoma zawodnikami. Lewis Hamilton próbował się jeszcze odgrywać na kolejnym okrążeniu, jednak już bezskutecznie. Zwycięzca GP Monako, Nico Rosberg narzekał cały weekend na swój bolid i ostatecznie dowiózł przyzwoite 10 punktów za piątą lokatę.

    O ile Mercedes wciąż ciężko pracuje nad swoim tempem, to ich skrzydła mogą zostać podcięte przez aferę z potajemnymi testami z Pirelli. Gdyby okazało się, że doszło do złamania przepisów, które zabraniają testować obecnym autem, team może zostać ukarany choćby wykluczeniem z jednego wyścigu bądź jakąś sporą sumą pieniędzy. Na szczegóły musimy poczekać do końca czerwca, gdzie zbierze się Trybunał FIA by wysłuchać wszystkich stron w to zamieszanych i wymierzyć ewentualną karę. Mówi się, że to firma Pirelli była inicjatorem cichych jazd po GP Hiszpanii, która chciała przetestować nowe opony. Obaj kierowcy Mercedesa mieli nie wiedzieć, jakie dokładnie ogumienie sprawdzają, a większość pracy z nimi związanych była przeprowadzona z myślą o sezonie 2014. Nico Rosberg zdradził się jednak, że wiedział, na jakich oponach jeździ i protestujące teamy (Red Bull, Ferrari) uważają, że te jazdy pomogły rozwiązać problemy modelu W04 z nadmiernym przegrzewaniem opon tylnej osi, co prowadziło do potężnej degradacji uniemożliwiającej nawiązania walki podczas niedzielnych wyścigów. Czy Mercedes rzeczywiście na tym skorzystał, czy otrzyma karę? Tego na tą chwilę nie wiemy, jednak szef zespołu, Ross Brawn, wydaje się być spokojny przyznając, że to była jego decyzja, aby pomóc Pirelli w pracach nad oponami autem z sezonu 2013.

    Red Bull Racing także potwierdził, że miał szansę testować z Pirelli. Powstrzymały ich jednak ewentualne konsekwencje, które liderującej ekipie w obu klasyfikacjach mogłyby poważnie zaszkodzić. Po wygraniu Sebastiana Vettela w Kanadzie, czego jeszcze nie udało się dokonać temu zespołowi na torze imienia Gillesa Villeneuve, wydaje się to rozsądnym posunięciem. Z uwagi na to, że na drugim i trzecim polu startowym stali zawodnicy Mercedesa i Williamsa, Vettel miał dość łatwy wyścig. Williams nie mógł tutaj zagrozić, a Lewis Hamilton, o czym wspomniałem wyżej, nie dysponuje jeszcze autem zdolnym konkurować z konstrukcją Adriana Neweya przy pełnym obciążeniu paliwem. Niemcowi nie zagroził także jego własny błąd w pierwszym zakręcie na późniejszym etapie wyścigu, gdzie zwiedzając pobocze kanadyjskiego toru stracił na jednym okrążeniu aż 4 sekundy.
     


    Fernando Alonso może więc żałować słabszego występu w kwalifikacjach. Tempo po drugim suchym treningu w piątek pozwalało sądzić dobrą dyspozycję czerwonych bolidów Ferrari, jednak problem z dogrzewaniem opon przy mokrych, chłodnych warunkach nie pozwalał wycisnąć nic więcej niż 6 pole startowe. Hiszpan startujący wyżej mógłby być poważnym konkurentem dla prowadzącego Vettela. Rekordowe czasy pod koniec zawodów potwierdzają konkurencyjność teamu z Maranello. Dowodów na to dorzucił także Felipe Massa, który po ostrym hamowaniu na białej, śliskiej linii podczas deszczowych kwalifikacji stracił kontrolę nad swoim autem i rozbił je o bariery wykluczając się z sobotniej czasówki. Po starcie z 16 pola udało się Brazylijczykowi dowieść 4 punkty za 8 miejsce.

    Podczas weekendu w Kanadzie mieliśmy więc dobre widowisko z niewielką ilością manewrów wyprzedzania, jednak trwająca nieco dłużej walka o drugą lokatę pomiędzy Hamiltonem a Alonso zaprezentowała wszystkim, jak to powinno wyglądać w wyścigach. W tym roku przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że wyprzedzany zawodnik jest tak naprawdę wymijany, bo jest wolniejszy z racji gorszej kondycji opon, a atakującemu na dodatek pomaga system DRS. O kontrowaniu nie ma mowy, bo szybszy zawodnik po kilu zakrętach od razu ucieka ponad barierę jednej sekundy. W miarę równe zużycie i bardziej przewidywalne opony pozwalają kierowcom jechać bliżej limitu auta i stoczyć naprawdę dobry pojedynek. Pozwala to także spróbować odegrać się, co pokazał Hamilton na następnym kółku.

    GP Kanady przyniosło nam także niespodziewane rozstrzygnięcia dotyczące planowanego przez Pirelli wprowadzenia modyfikacji do swoich opon. Producent z Mediolanu przywiózł co prawda nową wersję PZero, jednak deszczowe warunki uniemożliwiły ich odpowiednie przetestowanie. Pierwotnie planowano wyścigowy debiut już w Kandzie, jednak po protestach zespołów (najbardziej Lotusa) zrezygnowano z tego pomysłu. Zespoły miały zapoznać się z poprawioną wersją opon i zdecydować o ich wprowadzeniu na kolejny wyścig w Wielkiej Brytanii. Okazało się jednak, że Pirelli całkowicie rezygnuje ze zmian, a jedyne modyfikacje jakie zamierzają wprowadzić mają być na poziomie strukturalnym przy produkcji opon, aby wszystkie elementy lepiej zostały ze sobą związane. W efekcie ma to zapobiec rozwarstwianiu się opony. Do podjęcia takiej decyzji Pirelli skłoniło ciągłe powracanie do tej sprawy i rosnący spór między zespołami. Producent ogumienia do F1 podbudowany został najprawdopodobniej także niskim zużyciem w samej Kanadzie. Warto przypomnieć, że w ostatnim roku Bridgestone jako dostawcy w Formule 1, GP Kanady było jednym wyścigiem, gdzie mieliśmy większą liczbę pit stopów. Reszta kalendarza była przejeżdżana przeważnie tylko na jeden PitStop. Kiedy Pirelli weszło do Królowej Sportów Motorowych, ich kierunkiem było właśnie stworzenie widowiska na miarę tego, jaki był w Kanadzie 2010 na niezniszczalnych oponach japońskiego Bridgestone. Ostatnie kontrowersje są być może także przyczyną ciągnącej się decyzji władz sportu o przedłużeniu współpracy z obecnym dostawcą opon, któremu kontrakt kończy się wraz z metą sezonu 2013. Michelin póka do drzwi F1 coraz śmielej!

    Autor: Imperator360
     
    Danteze
    Już niebawem rusza kolejny sezon ligi Polish Touring Car Championship z atrakcyjnymi nagrodami. Zanim to nastąpi zachęcam wszystkich do zapisywania się na piąty sezon oraz wzięcia udziału w głosowaniu, które ma na celu wyłonienie najlepszego pakietu samochodów, którymi będziemy się już niebawem ścigać. Pakiety dzielimy na dwie grupy po trzy samochody w pierwszym klasyki a w drugim samochody współczesne.

    Oto jakie samochody wchodzą w skład pakietów:

    Klasyczne B500:

    - Chevrolet Corvette Stingray 427
    - Nissan Fairlady Z 432
    - Ferrari 365 GTB/4

    Współczesne A600:

    - Chevrolet Corvette Grand Sport
    - Nissan 370Z
    - Ferrari California

    Powyższe samochody będą tak dopasowane aby każdy z nich miał szanse zaistnieć na torach, które będą specjalnie dobrane pod te samochody. Trasy zostaną podane w przyszłym tygodniu zaraz po ogłoszeniu wyników głosowania. Przewidujemy wstępnie sześć rund odbywających się w niedzielę wieczorem. Głosować można klikając na poniższy link i zalogowaniu się do naszego serwisu:
     
    Głosowanie
     
    Wyniki rywalizacji planujemy poszerzyć o klasyfikacje klubową jak i drużynową. Uatrakcyjni to rywalizację. Do nagród które przyznamy zaliczają się abonamenty Xbox LIVE na trzy i jeden miesiąc oraz punkty Microsoft Points. Podobnie jak w ubiegłym sezonie sporo nagród będzie rozlosowywana wśród uczestników. Lista nagród znajduje się tutaj.
     
    Zachęcamy wszystkich do zapisywania się na piąty sezon Polish Touring Car Champiosnship oraz odwiedzenie działu ligowego, gdzie znajdują się wszystkie informacje o PTCC.
     
    Zapisy
     
    Polish Touring Car Champiosnhip
     
     
    Autor: Marcin Piekarz
    Łródło: ForzaMotorsport.pl
    Danteze
    Na konferencji Microsoftu otrzymaliśmy pierwsze informacje o nowej Forzie, która ukaże się wraz z premierą konsoli Xbox One, czyli już pod koniec bieżącego roku! Gra została zbudowana od podstaw aby przystosować ją do nowej konsoli, a sam Microsoft zapewnia, że Forza 5 wprowadzi nas w nowy wymiar wyścigów i jeszcze nigdy wcześniej prowadzenie samochodu nie dostarczało takiej przyjemności. Więcej o grze usłyszymy na targach E3 już 11 czerwca.
     
     
    Poniżej prezentujemy pierwszy film ukazujący grę Forza Motorsport 5:
     
    <iframe width="640" height="360" src="http://www.youtube.com/embed/vy_LDyfCANg?feature=player_embedded" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
     
    Jak widać, wyścigi będą niewątpliwie bardziej widowiskowe oraz odbywać się będą również na torach ulicznych w realnych lokacjach. Na powyższym filmiku ukazana jest Czeska Praga. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać do nadchodzących wielkimi krokami targów E3 i podziwiać oficjalne screeny z gry.
     

     

     

     

     

     

     
     
     
    Autor: Marcin Piekarz
    Ĺšródło: ForzaMotorsport.pl
     
    Danteze
    W dniu dzisiejszym Microsoft podczas długo oczekiwanej konferencji zaprezentował swoją najnowszą konsolę Xbox. Będzie to bezpośredni następca obecnego, wysłużonego już Xbox'a 360. Nie obyło się bez niespodzianek. Pierwszą z nich była nazwa konsoli. Nie będzie to ani 720, ani też Infinity czy Durango. Oficjalna nazwa brzmi One!

    Również sam wygląd konsoli zaskoczył nie jedną osobę, będzie ona prostokątna, co nada jej więcej elegancji. W podobnym stylu będzie wyglądał również sensor Kinect. Pad został lekko zmodernizowany i przeszedł delikatny lifting, nowe style przycisków i gałek robią wrażenie.






    Całkowicie odmieniony zostanie również interfejs, zmiany poszły zdecydowanie na plus i podobnie jak sama konsola będzie wyglądał elegancko i czytelnie. Na samym początku zaprezentowany został obrazek z Forzy 5, który możecie zobaczyć na poniższym obrazku. Świadczy to o tym, że nowa Forza jest absolutnym priorytetem Microsoftu.



     

    Nowy Xbox będzie bardziej skoncentrowany na rozpoznawanie mowy i jeszcze bardziej przybliży nas do wizerunku urządzenia wielofunkcyjnego jako multimedialnego centrum rozrywki. Będziemy mieli lepszy dostęp do filmów, muzyki i przede wszystkim gier. Ile z tych rzeczy zobaczymy w polskiej wersji usługi Xbox Live pozostaje niewiadomą. Microsoft zapowiedział również, że sensor Kinect zostanie bardziej dopracowany, lepiej czytał ruchy, wychwytywał więcej szczegółów takich jak ruchy nadgarstkami oraz posiadał większą rozdzielczość.

    Oto specyfikacja techniczna Xbox One:


     
     
    Na konferencji Microsoftu poznaliśmy przybliżoną datę premiery konsoli Xbox One. Będzie to końcówka 2013 roku. Wraz z premierą ukaże się również gra Forza 5. Szacujemy, że konsola na rynku może zadebiutować już w październiku lub listopadzie. Więcej o grach usłyszymy na targach E3, które rozpoczną się 11 czerwca.
     
     
    Auto: Marcin Piekarz
    Ĺšródło: ForzaMotorsport.pl

     
    Danteze
    Przygoda z Metro na konsolach nowej generacji rozpoczęła się od udanej gry Metro 2033 - Last Refuge. Gra była ciepło przyjęta przez miłośników twórczości Dymitry'a Glukhovsky'ego jak i graczy, którzy z postapokaliptycznym światem zetknęli się po raz pierwszy. Na kolejną okazję powrotu do moskiewskiego metra musieliśmy poczekać ponad trzy długie lata. W trakcie tych trzech lat Uniwersum Metro rozrastało się o kolejne znakomite utwory literackie. Wśród nich można wyróżnić kontynuacje głównej serii czyli "Metro 2034" Glukhovsky'ego oraz książki zaliczające się do uniwersum "Piter" Szymuna Wroczka, jeszcze głośniejsze "Do światła" i "W mrok" Andrieja Diakowa oraz świeżą powieść "Korzenie niebios" Tullio Avoledo. To czy Metro odniesie taki sam sukces jak Gwiezdne Wojny przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale teraz już mogę powiedzieć, że wszystko jest na dobrej drodze, tym bardziej, że szykuje się ekranizacja pierwszej powieści "Metro 2033".

    Musicie mi wybaczyć nawiązania do książek, bo przecież mam skupić się na recenzji gry. Z drugiej strony jako osoba która przeczytała je wszystkie i znająca Metro od podszewki sprawia, że wypowiada mi się łatwiej i bardziej krytycznie co postaram się wykazać opisując grę Metro Last Light.

    Na początku zaznaczę, że obie gry z serii Metro łączą się z sobą głównym bohaterem i ogólnym sensem rozgrywki więc dla lepszego rozeznania wypada ukończyć na początku Last Refuge. Wcielamy się w książkowego bohatera o imieniu Artem. Fabuła rozpoczyna się rok po wydarzeniach opisanych w Last Refuge oraz książce "Metro 2033". Również poboczni bohaterowie nie są bynajmniej wymyśleni, a zaadaptowani z wersji książkowej co dla fanów Metro będzie niezwykłą gratką, połączoną z możliwością szerokiego zwiedzania stacji o których wcześniej mogli jedynie przeczytać w książce. Ponadto fabuła nie jest zaczerpnięta z "Metro 2034" a stanowi swego rodzaju dopełnieniem luki między książkami "Metro 2033" i 2034, niewątpliwie dało to spore pole do popisu autorom gry, co bezwzględnie to wykorzystali. Gra posiada niepowtarzalny klimat, grając czułem dosłownie to samo co czytając książkę, przedstawione wydarzenia są interesujące i wciągające. Jedynie postać Artema mogła zostać przedstawiona bardziej szczegółowo co pozwoliło by nam bardziej się do niej przywiązać.
     


    Silnik graficzny stworzony przez studio 4A Games wyciska z konsoli siódme poty. Nie zdawałem sobie z prawy, że na obecną generację konsol ta gra będzie wyglądała rewelacyjnie. Niestety moja wiekowa konsola (początki produkcji) ledwo dawała rade i zdarzyło się jej zawiesić, około czterech razy w ciągu całej rozgrywki, która trwała trzy dni. Największe graficzne wrażenie wywołuje maska, którą musimy nosić wychodząc na powierzchnie. Potrafi się zachlapać, spływać krwią, tłuc się oraz zużywać (mowa tu bardziej o filtrach powietrza). Aby ją wyczyścić wystarczy przetrzeć szkła ręką. W przypadku gdy nie będziemy tego robić widoczność zdecydowanie spadnie i będzie podczas szybkich akcji poważnie przeszkadzać. Również w deszczowe dni osadzające się krople na szkłach maski wyglądają bardzo realistycznie, podobnie jak kałuże i odwzorowanie wody. 4A Games pokazało nam, że z obecnych konsol można wycisnąć sporo i cieszyć się piękną grafiką. Niezapomniane wrażenie robi Plac Czerwony i Kreml, który możenie zobaczyć na poniższym zdjęciu, niestety tylko jego skrawek, gdyż w sieci na razie ciężko o lepsze zdjęcie.
     

     

     
    Tak jak wspomniałem wcześniej na ukończenie gry potrzebowałem trzech dni. Nie jest to ani dużo ani mało, mimo wszystko z długości rozgrywki jestem w pełni zadowolony. Gra jest klimatyczna i wciągająca. Na normalnym trybie trudności często braknie nam amunicji, a wykorzystywanie naboi "złotych" używanych również jako waluta naprawdę boli. Czasami miałem wrażenie, że mocniejsi przeciwnicy trzymają się na nogach/łapach aż do naszego ostatniego naboju. Nikt nie każe nam również ciągle zabijać a wiele misji możemy przejść skradając się i ukrywając.

    Podsumowując muszę przyznać, że gra posiada ogromny potencjał i jest bardzo dobrym prognostykiem na przyszłość. Seria Metro dopiero się rozkręca i możemy jedynie liczyć aby nie obniżyła lotów. Grę polecam każdemu lubiącemu mroczne klimaty i chcą się dobrze bawić. Tak więc zapraszam do świata Metro!
     
     
    Autor: Marcin Piekarz
    Ĺšródło: ForzaMotorsport.pl
    Imperator360
    Po ubiegłotygodniowym GP Hiszpanii stało się to, co stać się powinno. Włoska firma Pirelli zdecydowała się na przekonstruowanie swojego produktu tłumacząc potrzebę zmian m.in. przez za dużą liczbę pit stopów podczas hiszpańskich zawodów. Oprócz tego producent opon zaciska zęby, gdy okazuje się, że miliony przed telewizorami widzi jak ich towar rozwarstwia się, naraża na niebezpieczeństwo kierowców. Słaby marketing, gdy nie wszyscy śledzący relacje w TV mogą rozumieć inną konstrukcję ogumienia, bardziej miękkie mieszanki. Wszyscy jednak widzą odrywające się pozostałości po tym, co jeszcze parę metrów wcześniej nazywało się oponami PZero.

    Zmiany w trakcie sezonu zawsze wzbudzają pewne kontrowersje. Najbardziej logicznym jest fakt, że narzekać na zmiany będą ci, co dobrze sobie radzą z kapryśnymi oponami. Przychylne oko powinny mieć zespoły, które mają pewne problemy i po cichu liczą na automatyczne ich wyeliminowanie przez zmianę sięgającą skali całego sportu. Tylko wydaje mi się, że w takiej sytuacji jest Mercedes, który mimo prób poradzenia sobie z zużyciem opon będzie miał łatwiej na nowych oponach przywiezionych po raz pierwszy na GP Kanady. Tymczasem krytycy decyzji Pirelli zwracają uwagę przede wszystkim na Red Bulla, który w Hiszpanii wybierając niewłaściwą taktykę, zmieniając ją w trakcie wyścigu, przegrało nie tylko walkę o zwycięstwo, ale także o podium. I to właśnie zespół dowodzony przez Christiana Hornera miał być tym najbardziej naciskającym na zmiany. Pirelli dementuje te pogłoski zapewniając, że nie ulega naciskom. Trzeba zwrócić uwagę, że mimo to Red Bull nie radzi sobie źle w tym sezonie, dublet w Malezji, podium w Chinach i dwa czwarte miejsca dowiezione przez tego samego kierowcę, Sebastiana Vettela. Niemiec dodatkowo wciąż jest liderem punktacji po pięciu rundach, więc pokazują, że dają sobie radę z oponami. Mimo wszystko mogą czuć się rozczarowani tym sezonem, o czym pisałem w poprzednim artykule. Wymieniony wcześniej Mercedes też posiada bardzo szybki bolid, trzy wywalczone polepositions z rzędu, jednak wyścig to inna historia w porównaniu do aut z Czerwonym Bykiem w logo. O co więc chodzi z tymi oponami?

    Na wstępie pisałem już o czarnym marketingu, gdzie Pirelli zostanie zapamiętane z rozpadających się "kapci" i nie potrafiących znieść trudów szybkiej jazdy bolidem F1, w wyniku czego mieliśmy aż 4 postoje w alei serwisowej u większości zawodników w Hiszpanii. Głównym powodem zmian jest więc naprawienie nie zrozumiałych przez wielu kibiców przetasowań po licznych pit stopach, o zamianie pozycji nie wynikającej z walki na torze, a przy wizytach w alei serwisowej. W tym sezonie dochodzą już uznawane za tradycję podczas każdego wyścigu słowa przez radio do kierowcy "nie ścigaj się, jedziesz inną strategię". Nie mamy więc jazdy koło w koło, ryzykowanego opóźniania hamowania, by być wyżej na mecie. Wszystko opiera się na kalkulacjach, na reagowanie na ruchy innych, niczym w szachach. Nie znaczy jednak to, że nie wygrywa najszybszy kierowca/bolid - choć w tym sezonie czołówka jest dość ściśnięta i minimalne różnice w szybkości poszczególnych aut znikają przez decydujące o wyniku opony.
     



    Do zmiany dojdzie, to jest już faktem i wszyscy muszą to zaakceptować. Sport jest przede wszystkim dla kibiców i nawet Ci, którzy widzą swoich ulubieńców na szczycie niedzielnych zawodów powinni obiektywnie ocenić, jak wyglądał poszczególny wyścig. Wiadomo przecież, że gdy nasz ulubieniec kończy zawody na czole stawki, nawet najnudniejsze procesje na koniec stają się jakby ciekawsze. Jako przykład przywołam GP Japonii 2010, gdy Robert Kubica startując 3 pola zgubił koło. Z racji porannej godziny emisji w Polsce, wyścig wielu kibiców trwał tyle, co zmagania Krakowianina, dalsze okrążenia mijały fanów naszego kierowcy już w śnie Tak więc reakcja Ferrari na swojej oficjalnej stronie, gdzie „obrzucony” ciętymi słowami Red Bull, jako główny winowajca zmian w oponach, wydaje mi się nieco przesadzona i nie na miejscu. Lotus, jako drugi team z tych lepiej radzących sobie w obecnych warunkach, również zajął stanowisko w tej sprawie, jednak zdecydowanie łagodniej przywołując jedynie przykład poszerzenia bramek w piłce nożnej w trakcie sezonu pod konkretny zespół.

    Pozostając przy temacie prawdziwego ścigania, warto zwrócić uwagę na czasy okrążeń z ostatniego wyścigu o GP Hiszpanii. Kimi Raikkonen po ostatniej zmianie opon wykręca następne kółko w czasie 1:26,7 (jest to najszybsza runda Fina podczas wyścigu). Kolejne dwa okrążenia mimo coraz mniejszej ilości paliwa mamy już ponad pół sekundy gorsze, a następne są już na poziomie 1:28,0 i dużo wyższym osiągając nawet 1:28,8 sześć rund po zmianie na twardszą mieszankę opon. Można więc jechać jak reprezentant Lotusa 2 sekundy wolniej w celu zaoszczędzenia opon lub ścigając wynik jak Felipe Massa, który z nadzieją na zabranie drugiego miejsca wspomnianemu Raikkonenowi po 12 okrążeniach przed ostatnim pit stopem stracił 3 sekundy ze swojego tempa. Idźmy dalej. Wcześniej na 30 kółku Kimi pojechał 1 sekundę szybciej od Brazylijczyka, który przejechał na twardszej, z reguły wolniejszej oponie już 9 rund, a w przypadku Fina było to dopiero 3 okrążenie na miękkiej oponie, która w kwalifikacjach była szybsza o około 1 sekundę. Wskazuje to na ciągłą jazdę łaskawą dla obecnie wybranego ogumienia. Można byłoby dalej kilka stron artykułu poświęcić na dokładną analizę czasów starając się udowodnić, jak daleko kierowcom do osiągnięcia pełnych możliwości bolidów podczas niedzielnych wyścigów. Jenson Button wtórował wcześniejszej wypowiedzi właściciela Red Bulla, Dietrich Mateschitza, który doliczył się aż 10 pit stopów, gdyby jego podopieczni, Mark Webber i Sebastian Vettel, mieliby na tych oponach cisnąć cały wyścig. Reprezentant McLarena dorzucając swoje trzy grosze przyznał z kolei, że bardzo szybko po wizycie w alei serwisowej bolidy Formuły 1 zaczynają poruszać się tempem najszybszych samochodów niższej serii GP2.

    Podane wyżej powody świetnie rozumie także Pirelli przyznając się do niepowodzenia przy tegoroczny projekcie opon tłumacząc jednocześnie, że nie pomaga brak testów, a z kolei te odbywające się przed sezonem utrudniają odpowiednią ocenę zachowania się opon. Wszystko przez panujące w lutym w całej Europie niskie temperatury znacznie odbiegające od tych, jakie mamy podczas wszystkich 19 w tym roku weekendów wyścigowych. Powodem niepowiedzenia Pirelli ma być również brak porozumienia z zespołami, gdy chciano przejąć od jednego z teamów bolid w nowszej specyfikacji. Opony na ten rok były testowane już podczas prywatnych jazd Pirelli w 2012 bolidem, który został zbudowany na sezon 2010. Paul Hembrey zaznacza wręcz, że nie spodziewali się tak dużego obciążenia ich opon przez tegoroczne bolidy podając różnicę 4-5 sekund w tempie ich auta testowego a dzisiejszych modeli.
     



    Co więc zostanie zmienione w oponach, które po raz pierwszy zostaną wypróbowane w Kanadzie. Chodzi przede wszystkim o kształt opon, o częściowe powrócenie do koncepcji jakie widzieliśmy w sezonach 2011 i 2012. Głównym aspektem zmian jest ograniczenie rozgrzewania opon tylnej osi, z czym największy problem ma właśnie wymieniony wyżej Mercedes. Zmieni się jednak nie tylko to, w jaki sposób pracuje opona, ale także zmiany mogą wpływając na ogólny profil aerodynamiczny bolidu. Obawy przede wszystkim Lotusa mogą być na tyle uzasadnione, że zniknie przewaga nad innymi konkurentami w kwestii zużycia "czarnego złota F1", ale także wpłynie to być może na pracę aerodynamiki bolidów. Tego drugiego obawia się z pewnością także Ferrari, które w pamięci ma jeszcze sezon 2012, gdy ich auto pod względem przepływu powietrza odstawało dość znacznie od konkurencji. Jeden z niemieckich magazynów powołując się na specjalistów przekonuje, że dzięki temu także McLaren może szybciej wrócić do gry. Na koniec tego wątku warto jednak zaznaczyć, że stopnie mieszanek nie ulegną zmianie i ich twardość powinna zostać na dotychczasowym poziomie.

    Tak więc został nam więc już tylko jeden wyścig na dotychczasowej charakterystyce opon PZero. Czy podczas kolejnego GP w Kanadzie ujrzymy nowy start sezonu? Wydaje się, że tak, co może okazać się jednym minusem tych zmian, jednak Pirelli zapewnia, że obawy są mimo wszystko zbyt wysokie. Czego możemy spodziewać się w księstwie Monako jako ostatni wyścig na kończących swoją karierę w F1 oponach? Większość obserwatorów jest zgoda, że Mercedes może wreszcie powalczyć o swoje pierwszej zwycięstwo w tym sezonie. Auto Lewisa Hamiltona i Nico Rosberga jest bardzo mocne w kwalifikacjach przy niskim ładunku paliwa, a jak wiemy na tym ulicznym torze dobry wynik w sobotniej czasówce to podstawa, gdyż bardzo trudno się wyprzedza, a i samo zużycie ma tak nie doskwierać jak dotychczas. Sytuacja idealna dla kapryśnego W04 z trójramienną gwiazdą na nosie, chyba najbardziej pokrzywdzonego zespołu w tym roku przez opony. Podkreślając jednak obiektywizm tego artykułu i jego autora trzeba zaznaczyć, że nikt jednak nie broni inżynierom z Brackley zaprojektować bolidu potrafiącego radzić sobie z obecnymi „gumami”. Nikt również nie może mieć pretensji do Red Bulla, gdy okaże się, że zbudowali najlepsze aerodynamicznie auto, które poradzi sobie z nowymi oponami najlepiej. My chcemy po prostu jak najwięcej walki na torze i niech wygrywa najszybszy!

    Autor: Imperator360
     
    Danteze
    W ubiegłym miesiącu jeden z najlepszych polskich klubów [PS R] zmienił nazwę na [FMPL] przez co stał się oficjalnym klubem Serwisu Forza Motorsport Polska. Otrzyma on pełne wsparcie jak i zaplecze administracyjne pomocne w jeszcze lepszym prowadzeniu klubu.
     
    Klub [FMPL] będzie zrzeszać najlepszych polskich kierowców i piąć się w górę w światowym rankingu. Obecnymi członkami są osoby znane z tworzenia jednych z najlepszych setupów oraz projektów malowań samochodów. Z chęcią otwieramy się też na nowych klubowiczów którzy mogą dołączyć do FM Poland Academy [PL A], gdzie będą sprawdzani a ich osiągnięcia zadecydują o ewentualnym awansie do klubu [FMPL].
     
    Chciałbym również zaprosić wszystkich chętnych i ambitnych kierowców do wstąpienia w nasze szeregi. Do akademii [PL A] może wstąpić każdy a spośród najlepszych wybierzemy nowych członków do [FMPL].
     
    Klikając na poniższy link traficie do działu rekrutacji akademii gdzie można napisać zgłoszenie. Więcej o akademii możecie przeczytać tutaj.
     
    Rekrutacja
     
     
    Autor: Marcin Piekarz
    Łródło: ForzaMotorsport.pl
    Danteze
    Hockenheimring, pierwsza runda Scirocco R-Cup w sezonie 2011, na najwyższym stopniu podium staje debiutujący w pucharze Polak –
    , obecny lider klasyfikacji generalnej Volkswagen Castrol Cup Poland. Kto zwyciężył w zawodach Golfów na wirtualnym torze w Hockenheim? Zapraszam na relację z trzeciej rundy Wirtualnego Volkswagen Castrol Cup. Na końcu relacji znajdziecie wywiad z Adamem Rzepeckim, który opowie nam z perspektywy kierowcy o tym jak wirtualne ściganie Golfem w Forzy Motorsport 4 ma się do zmagań w prawdziwym pucharze Volkswagen Castrol Cup.

     W kwalifikacjach Pole Position już po raz drugi z rzędu zdobył Adrian Bukowski. Tuż za Bukosem na starcie ustawił się Paqito, broniący w trzeciej rundzie pozycji lidera klasyfikacji generalnej. Pierwszą piątkę uzupełnili Imperator, SlimChameleon oraz niebezpiecznie szybki RiD3R.
     

     
     
    Pomimo tłoku na starcie nie doszło do kolizji w pierwszym zakręcie.


     
     
    Na dojeździe do drugiego zakrętu błąd na hamowaniu popełnił Darek F53 powodując kolizję z udziałem Salmona i TomKatto. Podobny incydent przytrafił się Darkowi podczas pierwszego wyścigu na torze Mugello. Niestety także na Hockenheimringu nie obeszło się bez kary dla Darka. Jedna pozycja do tyłu na mecie za spowodowanie kolizji.


     
     
    Kilkaset metrów dalej efektowny slajd Krissa, poprzedzony kontaktem po nieco zbyt optymistycznym ataku. Mimo to Kriss doskonale radzi sobie z poślizgiem i kontynuuje walkę bez większych strat.
     


     
    W czołówce wyścigu naciskany przez rywali Paqito nieznacznie opuszcza tor, natychmiast wykorzystują to Slim oraz RiD3R. W międzyczasie jadący z przodu Adrian buduje coraz większą przewagę.



     
    W środku stawki trwa zacięta walka, ataki dzielnie odpiera Imperator.



     
    Po dwunastu okrążeniach jako pierwszy linię mety mija Bukos, zwyciężając z bezpieczną przewagą blisko czterech sekund nad drugim na mecie SlimChameleonem. Tak szybka jazda to miła niespodzianka w wykonaniu Slima. Podium uzupełnia RiD3R, czwarty jest Paqito ze znaczną stratą do pierwszej trójki.


     
     
    Do pierwszego wyścigu grupy drugiej z Pole Position rusza nieco zawiedziony wynikiem kwalifikacji Lopez. Lopez tuż po starcie w wyniku serii błędów traci kilka pozycji, ostatecznie wyścig kończąc na szóstym miejscu. Wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań gracza startującego do tej pory w grupie pierwszej.



     
    W międzyczasie dochodzi do z pozoru niewielkiego kontaktu, który dla Patryka oraz StanaGTI kończy się groźnym wypadnięciem poza tor.



     
    Zwycięzcą pierwszego wyścigu grupy drugiej z minimalną przewagą nad Maxem zostaje debiutujący w Wirtualnym Volkswagen Castrol Cup Bembenos. Imponujący wynik jak na pierwszy start. Trzeci na metę ze stratą dziesięciu sekund przyjeżdża Maniak Forza.



     
    W drugim wyścigu zgodnie z tradycją odwrócone zostały pozycje na starcie. Na czwartym okrążeniu doszło do kontrowersyjnego incydentu pomiędzy RiD3Rem, a Bukosem. Bukos w wyniku kolizji i uszkodzeń spadł na ostatnią pozycję. W tym momencie zanosiło się na sensację. Czyżby faworyt miał odpaść z walki o czołowe pozycje w wyścigu?
     


     
    Na dziesiątym okrążeniu Bukos jako jeden z pierwszych zjechał na obowiązkowy pit stop.



     
    Po szybkiej naprawie samochodu Adrian rozpoczął pogoń za rywalami, osiągając czasy okrążeń na poziomie 1:07,100 – o pół sekundy szybsze niż w kwalifikacjach. Wydawać się mogło, że po incydencie z RiD3Rem Bukos straci szanse na dobrą pozycję, jednak szybkość oraz wola walki pozwoliły awansować z ostatniego na piąte miejsce. Wspaniały wyczyn biorąc pod uwagę przygody, które spotkały w tym wyścigu Bukosa. Adrian linię mety minął tuż za RiD3Rem, który po wyścigu postanowił honorowo oddać pozycję. Wyrazy szacunku od organizatora za postawę fair play.



     
    Zwycięzcą drugiego wyścigu został krampz0r, drugi przez metę przejechał Imperator. Niespodzianką było trzecie miejsce Salmona, bardzo dobry wynik zważywszy na start z siódmego pola. Zaskoczeniem była dość odległa pozycja Paqito, dopiero jedenaste miejsce i spora strata punktowa do Bukosa, który po tym wyścigu został zdecydowanym liderem Volkswagen Castrol Cup z przewagą ośmiu punktów.




    W drugim wyścigu drugiej grupy doszło do poważnego incydentu. Patryk po wyraźnym błędzie na hamowaniu do zakrętu numer dwa z impetem uderzył w Nikodema. Po wyścigu Patryk z pokorą przyjął karę dyskwalifikacji z wyścigu.


     
     
    Już chwilę później doszło do kolejnego incydentu z udziałem Patryka, tym razem zajechał drogę Bleidowi, ten z kolei  nieuważnie powracając na tor spowodował kolizję z Jacufmc.



     
    W dalszej fazie wyścigu było już spokojniej. Piękną jazdę po raz kolejny zaprezentował Bembenos, po starcie z końca stawki dzielnie wyprzedzał rywali.



     
    Pierwszy linię mety przekroczył Lopez, jednak bohaterem wyścigu został debiutujący w wyścigach VW Bembenos, który zaprezentował wspaniały pokaz wyprzedzania awansując z ostatniej pozycji na drugą.


     
     
    Tak oto zakończyły się wyścigi na torze w Hockenhheim, gratulacje dla zwycięzców, a w szczególności dla Bukosa, za szybkość, za wolę walki, za postawę godną mistrza.
     

    Dziękujemy wszystkim za udział w trzeciej rundzie i już teraz zapraszamy na drugi wyścig w Niemczech, tym razem na najtrudniejszym torze wyścigowym świata, znanym jako Zielone Piekło. Zapowiedź czwartej rundy na północnej pętli Nürburgringu już niebawem, a tymczasem zapraszam do lektury wywiadów z uczestnikami Wirtualnego Volkswagen Castrol Cup oraz z Adamem Rzepeckim (Mistrz Polski w klasie E1 do 2000 cm³, Mistrz Polski w Endurance do 2000 cm³), który opowie nam jak jazda wirtualnym Golfem ma się do startów w pucharze Volkswagen Castrol Cup Poland.
     
     
    Paweł Pilarczyk
    HEXA PLUS Sport

     
    --------------------------------------------------------------------
     
    Paweł: Witaj Adam, startujesz w Volkswagen Castrol Cup, ale jeździsz także wirtualnie w Forzy Motorsport 4. Czy jazda w Forzy to dobry trening przed wyścigami na żywo?
    Adam: Zdecydowanie tak. Jazda w Forzie to dobry trening przed prawdziwymi zawodami. W sezonie 2012 zawsze trenowałem na takich torach jak Hockenheim czy Nurburgring. Niestety Forza 4 nie posiada w sobie większości torów na jakich miałem okazję jeździć, ale liczę, że w Forzie 5 będzie więcej torów z europy centralnej.

    Paweł: Zanim zacząłeś się ścigać jeździłeś dużo w symulatorach. Czy według Ciebie umiejętności zdobyte w wirtualnym świecie można przenieść na prawdziwy tor?
    Adam: Według mnie niektóre umiejętności jak linia jazdy czy znajomość toru można przenieść na prawdziwy tor. Po zapoznaniu się z torem w grze takiej jak Forza, która jest dobrym odwzorowaniem rzeczywistości, jadąc już na nim czujesz się pewniej. Lecz w wirtualnym wyścigu nie odczuwa się takich rzeczy jak prędkość, hamowanie samochodu na danej nawierzchni, uszkodzeń zawieszenia czy opon, a te czynniki są bardzo ważne aby osiągnąć najlepsze wyniki w prawdziwych wyścigach.

    Paweł: Jak porównujesz jazdę prawdziwym wyścigowym GTI do jazdy jego wirtualnym odpowiednikiem w Forzy? Czy zaobserwowałeś jakieś podobieństwa między prawdziwym autem, a wirtualnym?
    Adam: Jazda wirtualnym Golfem jest porównywalna do jazdy prawdziwym Golfem w wielu czynnikach. Zapewne jakby Turn 10 odwzorowało osobny samochód VW Golf 6 Cup (ten co jeździ w prawdziwym pucharze) do gry Forza, był by niesamowitym autem i wspaniałym odpowiednikiem prawdziwego, oczywiście Golf przygotowany do wirtualnego pucharu jest bardzo dobrym odpowiednikiem tego auta. Samochody, które zostały stworzone od razu jako pucharowe są lepsze niż przerobione seryjne.
     
    Paweł: Jaki jest Twój plan na najbliższe wyścigi Volkswagen Castrol Cup oraz na sezon 2013?
    Adam: Moje plany na ten sezon to dojechać na jak najwyższych miejscach, celuje w pierwszą dziesiątkę w Brnie. Będę jechać szybko, ale rozsądnie.


    Paweł: Dziękuję za wywiad Adam, trzymam kciuki za Twoje starty i za jak najlepsze wyniki w Volkswagen Castrol Cup Poland. Powodzenia!
     
     
     
    Paweł: LKRISS, jak oceniasz swój debiut w wyścigach grupy pierwszej?
    Krzysztof: Byłem mile zaskoczony, że mój czas z kwalifikacji premiował mnie do 1-szej grupy. Jazda w gronie elity FM4 jest sporym wyzwaniem. Tym bardziej gdy jesteś świadomy jak wiele ci brakuje do czasów z czołówki. Postawiłem sobie kilka celów. Jednym z nich było pojechać czysto i nie być ostatnim. W sumie udało się je zrealizować z czego jestem zadowolony. W obu wyścigach miałem sporo walki o pozycje i zaznaczę, że była to czysta walka z obu stron. W drugim wyścigu zdawałem sobie sprawę jak bardzo blokuję czołówkę. Ale chyba nikomu z tego tytułu nie zabrakło emocji gdy kolejne próba wyprzedzania kończyła się niepowodzeniem. Wydaje mi się, że popełniłem błąd zjeżdżając do boksu dopiero na 14 okr. Ale nie ma co się specjalnie nad tym rozczulać. Lepiej myśleć już nad kolejną rundą i troszkę potrenować. Bo tym razem tor będzie jeszcze bardziej wymagający!

    Paweł: Powiedz proszę kilka słów o klubie Night Riders (forza.pl) w Forzy Motorsport 4. Co Was wyróżnia?
    Krzysztof: Za nami już 3 runda Pucharu VW i przyznać muszę, że organizacyjnie całość prowadzona jest profesjonalnie. Zarówno pomysł jak i atmosfera jaka towarzyszy turniejowi jest super! Paweł (organizator) widać, że zna się na tym bardzo dobrze. Zaznaczę, że nie każdy zdaje sobie sprawę jakim wyzwaniem jest przygotować taki turniej czy ligę dla tak wielu graczy. W organizacji podobnych turniejów w grze FM4 mam do czynienia od początku gdy dołączyłem do klubu Night Riders a było to pod koniec 2011 roku. W tym czasie rozegraliśmy w naszym klubie blisko 300 wyścigów zorganizowanych tematycznie (każdy turniej czy liga przygotowana z detalami, malowaniem, punktacją itd). To pokazuje jak wielkie możliwości daje gra dysponując tak wieloma trybami rozgrywki oraz tak szerokim garażem samochodów czy też torów. Z tego co widzę to społeczność Forzy jest dosyć podzielona na mniejsze czy większe kluby oraz graczy, którzy lubią pograć od czasu do czasu a poziom jaki reprezentują godny jest niejednokrotnie pozazdroszczenia. Aktualnie w każdą niedzielę oraz czwartek organizujemy wyścigi klubowe i jak tylko są dostępne miejsca w lobby zapraszamy gości do wspólnej jazdy (należy tylko zapoznać się z zasadami CRC).
     
    To właśnie Puchar VW w mojej ocenie zjednoczył wszystkich dając dużo dobrej zabawy oraz emocji jakie towarzyszą podczas kwalifikacji czy też później podczas samych wyścigów.

    Pozdrawiam wszystkich, życzę wam dużo emocji podczas kolejnych rund VW Cup oraz zapraszam w ramach wolnego czasu do wspólnej jazdy :-)

    Paweł: Dziękuję za rozmowę i za miłe słowa.
     
     
     
    Paweł: Tommi, czy wyścigi Golfów są dla Ciebie ciekawe z punktu widzenia fotografa?
    Tomasz: Oczywiście, że puchar VW jest świetnym tematem do robienia zdjęć. Przede wszystkim (co widać na zdjęciach) sporo dzieje się podczas takich wyścigów. Dzięki czemu można w świetny sposób oddać ducha rywalizacji na torze między zawodnikami. Staram się oddać właśnie na swoich zdjęciach jak najwięcej ze zmagań zawodników na torze, a wiem, że nie brakuje tam emocji gdyż sam również rywalizuję w tym pucharze. Do tego wisienka na torcie w postaci świetnych malowań aut. Czego dopełnieniem są wręcz profesjonalnie przygotowane repliki malowań zespołów zmagających się w realnym pucharze VWCC. Dla mnie jest to sama przyjemność kiedy mogę pobawić się w wirtualnego fotoreportera na takich zawodach. Może kiedyś uda się mi zawitać na zawodach w realu.

    Paweł: Tommi, regularnie publikujemy Twoje fotorelacje z Wirtualnego Pucharu. Zdradź nam proszę receptę na to jak robić w Forzy ładne i fotorealistyczne zdjęcia?
    Tomasz: Dziękuję bardzo, że zdjęcia się podobają. Dla mnie recepta jest prosta. Nic na siłę. Jak jest wena
    są i zdjęcia Później należy znaleźć dobre miejsce i odpowiednio ustawić kadr. Następnie dopracowanie szczegółów czyli. ekspozycji, kolorów, prędkości migawki itp. Dla początkujących polecam świetny tor pod zdjęcia Road America i wybrać coś z oferty VW, Audi czy też Porsche. Świetnie te samochody wychodzą na zdjęciach. No i również druga ważna sprawa czyli "trening czyni mistrza". Czyli jak się pojawia wena wówczas odpalam grę i czerpiąc wspaniałą zabawę robię zdjęcia. Polecam każdemu tego typu rozrywkę. Dzięki też właśnie ilości robionych zdjęć można swój poziom zwiększać. Ja na obecną chwilę zrobiłem około 2000 zdjęć i nadal
    się uczę eksperymentując w ustawieniach aparatu dzięki czemu wychodzą bardzo ciekawe "eksperymenty".
     
     
     
    Paweł: RiD3R, jesteś jednym z najlepszych tunerów na scenie Forzy, czy możesz udzielić uczestnikom pucharu kilku wskazówek co do ustawień pucharowego Golfa?
    Rafał: Oczywiście, że dam kilka wskazówek. Przyznam, że sam nie jeżdżę na ustawieniu, które robiłem do końca sam, ale mogę podpowiedzieć wszystkim, że Golf musi być ustawiony na miękkim zawieszeniu i jak najmniejszym docisku (jeżeli chodzi o tył to w ogóle bym nie dawał). Zauważcie, że ten Golf robi czasy już na wysokim poziomie, można sobie to sprawdzić w rankingu. Osobiście się czuję najlepiej w napędach RWD i AWD, a z FWD miałem najmniej do czynienia, także cały czas jeszcze się uczę. Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia w następnym wyścigu!
     
     
     
    Paweł: Rauf, jesteś autorem relacji filmowych z Wirtualnego Volkswagen Castrol Cup. Co sądzisz o dotychczasowej rywalizacji w pucharze, czy dostarcza ona oczekiwanych emocji?
    Rafał: Celem zawodników jest w miarę pewnie zwyciężać - cokolwiek by altruistycznie nie mówili o umiłowaniu walki - to bezpieczny czy nawet nieemocjonujący tryumf jest lepszy od ryzyka kontaktowej jazdy. Dla widzów, czy same relacji jest dokładnie odwrotnie. Chcemy oglądać walkę od startu do mety, oczywiście w miarę czystą ale wiemy też że w sporcie motorowym chwila nieuwagi i może być groźnie. To wielka przewaga wyścigów wirtualnych, gdzie błąd czy kolizja zawsze kończą się bezboleśnie. W Wirtualnym pucharze VW Castrol mamy zapisanych ponad stu graczy, to więcej niż samochodowych załóg w obleganym Rajdzie Dakar czy klasyku Le Mans! Walki więc nie brakuje. Niezwykle wymagające jest samo zakwalifikowanie się do wyścigu, nawet w 2 grupie trzeba jechać praktycznie bezbłędnie żeby myśleć o punktach w klasyfikacji generalnej. Odwrócona kolejność drugiego startu, dodatkowo podnosi emocje. Najlepsi potrafią z końca stawki przebić się do szpicy - co fantastycznie wyszło w 1szej rundzie, koledze Paqito. W takich sytuacjach trzeba skilla i mega doświadczenia, które najlepsi w stawce zdobywali właściwie od lat. Okiem uczestnika zmagań jak i osoby odpowiedzialnej za relację wydaje mi się, że mamy świetną okazję rywalizować w warunkach quasi realistycznych, w takich samych samochodach do tego bez kosztowo, nie martwiąc się ubezpieczeniem czy innymi sprawami.

    Paweł: Regularnie bierzesz udział w ligach i turniejach Night Riders, sam także organizujesz m.in. puchar Muscle Carów. Masz zatem sporo doświadczeń związanych z organizacją turniejów. Jak na tym tle oceniasz poziom organizacji Wirtualnego Volkswagen Castrol Cup?
    Rafał: Trzeba przyznać, że dobrze zorganizowany event to taki, kiedy wszyscy dobrze się bawią i nie zawracają sobie głowy sprawami organizacyjnymi. Wiadomo jednak że stoi za tym czyjaś praca, przemyślane decyzje, zasady, punktacja, sędziowanie nawet dobór torów i ilość okrążeń. Kiedy te elementy zagrają i dodatkowo jest się otwartym na uwagi i spostrzeżenia uczestników mamy sukces. Właśnie tak moim zdaniem jest w Pucharze VW Castrol Cup. Analizując założenia Pucharu VW Castrol Cup z kolegami w Klubie NR wiedzieliśmy, że to solidna impreza i nie można nie wziąć w niej udziału! Wiadomo, że trudno pogodzić oczekiwania wszystkich uczestników, mamy różne doświadczenia, gramy na różnych urządzeniach sterujących, mamy swoje rodziny, obowiązki i pracę...Dlatego bez przesadnej egzaltacji można spokojnie pochwalić organizatora za dotychczasowe efekty i małe zmiany jak choćby obowiązek pit stopu w wyścigu który podnosi poprzeczkę, czy dostosowanie godzin kwalifikacji na takie aby jak najwięcej zawodników miało szansę wystartować! Kończąc życzę wszystkim dobrej zabawy na następnych rundach Pucharu jak i utrzymania wysokiego poziomu czystej rywalizacji!
     
     
     
     
    Paweł: Omen, poza repliką Golfa Kuby Litwina stworzyłeś oryginalne malowanie w barwach Frugo, które może mieć spore szanse na zwycięstwo w konkursie na najlepsze malowanie. Skąd czerpałeś inspiracje?
    Bartosz: Pracuję w branży FMCG, gdzie reklamy spotykam w zasadzie na każdym kroku, a jeżeli jakieś logo lub pomysł mi się spodoba, to po prostu staram się przenieść to do świata Forzy, przy czym skupiam się tylko i wyłącznie na polskich reklamach - Red Bull'i , Monster'ów i innych takich jest na witrynach w FM mnóstwo, a naszych "polskich" malowań dosłownie jak na lekarstwo, wymyśliłem więc sobie, że choć trochę tę sytuację zmienię Maluję przede wszystkim - i nie zawaham się użyć tego stwierdzenia - z pasji, a mówiąc innymi słowy: ja to po prostu lubię robić!

    Paweł: Jak (jako jeden z najaktywniejszych malarzy w Forzy 4) oceniasz malowania pucharówek uczestników?
    Bartosz: Forza Motorsport jest świetną grą: grafika, dźwięk, grywalność - wszystko tak realne jak tylko na tę generację konsol się da, jednak jej najlepszy aspektem jest część społecznościowa - w tej grze można tyle różnych rzeczy robić! Można się po prostu ścigać, można godzinami malować, można "dłubać" coś w samochodzie, tuningować czy nawet robić realistyczne zdjęcia. Każdy znajdzie coś dla siebie i podobnie jest w też Wirtualnym Volkswagen Castrol Cup: dla części osób najważniejsza jest rywalizacja na torze, inni coś fajnego namalują, ktoś zrobi super zdjęcie. Przeglądając projekty pucharowych Golfów stwierdzam, że większość osób woli się po prostu ścigać (w czym oczywiście nie ma nic złego!), jest jednak kilka projektów - perełek, które przykuły moja uwagę Jeżeli chodzi o dobór kolorów, to bardzo podoba mi się malowanie KAP3LANa - w zasadzie tylko 3 barwy, a jaki efekt - proste, schludne, czytelne, po prostu ładne - WOW! Z kolei auto SirDeav'a podoba mi się najbardziej w ogóle - również ciekawie dobrane kolory, fajne wzory, dobre przejścia - wyróżnia się na tle innych No i w tym zestawieniu nie mogę pominąć oczywiście Lopeza, który robi bardzo dobre repliki - jestem ciekaw jak wyglądałby jego własny projekt?
     
    Paweł: Dziękuję wszystkim za udzielenie wywiadów!
    Imperator360
    Przed weekendem w Hiszpanii mówiło się wiele o tym, że przez 22 lata tych zawodów nie wygrał żaden kierowca startujący dalej niż z 3 miejsca. Mieliśmy różnych dostawców opon w tym okresie, różne zasady oraz tankowanie podczas pitstopów. Nic nie było w stanie złamać tego faktu aż do dziś, gdy Fernando Alonso startujący z 5 pola z przebitą oponą dowiózł zwycięstwo do mety. Czy to przypadek?
     
    Oczywiście, że nie. O ile w poprzednim roku opony wywracały nam stawkę w pierwszej połowie sezonu, to już w obecnym stanie opony wywracają całą Formułę 1 i sens ścigania. 4 pitstopy przy najtwardszych dwóch mieszankach opon? Wyprzedzanie przy pomocy DRS - wymijanie można powiedzieć - rywali, którzy i tak nie mają szans z racji stanu swoich opon, to nie to co chcemy oglądać. Wiele razy już pisałem na ten temat i nie ma sensu znów rozwodzić się nad przesadzeniem w drugą stronę przez Pirelli przy próbie poprawy widowiska. Miała być lekka zmiana w najtwardszej mieszance, by ta wytrzymywała więcej, co się później okazało, przełożyło się tylko na jedno okrążenie więcej na twardej w porównaniu do stopień niższej, pośredniej opony. Samo Pirelli to potwierdziło publikując - ich zdaniem - najlepsze strategie na wyścig. Oczywiście nie bardzo trafione w przypadku 10 zespołów z wyjątkiem Lotusa. Włoski producent opon wie, że tegorocznej Formule 1 daleko do tego, z czym jest kojarzona. Najszybsze bolidy nie wygrywają (wyobrażacie sobie Mercedesa na japońskich Bridgestonach?), a prawdziwej walki to już dawno nie widzieliśmy. Pirelli zapowiada kolejne zmiany w oponach na GP Wielkiej Brytanii, bo Silverstone to kolejny tor, który znany jest z prawdziwego ścigania w kraju skąd wywodzi się motosport.

    Wspomniałem na początku o przebitej oponie u zwycięzcy dzisiejszych zawodów. Szczęście Hiszpana, że nie skończył wyścigu na poboczu, bo tegoroczne "kapcie" lubią się rozwarstwiać. W Bahrajnie i Hiszpanii mieliśmy 5 przypadków, gdy bieżnik odkleja się od całej konstrukcji, co w poprzednich latach nie występowało wcale. Włoski zespół jak i firma Pirelli potwierdzili, że ostatni pitstop u Fernando Alonso był nieco szybciej, bo opona zaczynała tracić ciśnienie przez minimalne rozcięcie, co przy wspominanym wyżej rozwarstwianiu się tegorocznych mieszanek na pewno poddenerwowało całe szefostwo Ferrari. Napięcie w zespole na pewno było także już po wyścigu, gdy okazało się, że zwycięzca nie zastosował się do przepisów zatrzymując się na okrążeniu zjazdowym po hiszpańską flagę od jednej z osób obsługujących tor. Wezwany na "dywanik" dostał reprymendę, co w mojej opinii to i tak za dużo.

    Bohater Hiszpańskich kibiców pomimo tego incydentu z oponą odniósł pewne zwycięstwo, wydawałoby się nie stawiając przed bolidem Ferrari zbyt dużych trudności. O tempie czerwonych bolidów mówią nie tylko świetne czasy Alonso, ale także bardzo dobra robota Felipe Massy, który po starcie z 9 pola wskoczył na podium.
     



    O takim tempie mogą pomarzyć tylko zajmujący cały pierwszy rząd na starcie kierowcy Mercedesa. Zarówno Lewis Hamilton jak i Nico Rosberg mieli utrudnione zadanie podczas tego weekendu, uważanego za pewien restart sezonu, ponieważ pomimo przywiezionych poprawek do swoich Srebrnych bolidów nie udało się pokonać problemu z nadmiernym zużyciem (nie pomógł nawet nowy, bardziej srebrny kolor zastosowany w ten weekend). Napisałem o utrudnionym zadaniu, bo zmodyfikowana przez Pirelli najtwardsza mieszanka cechowała się nieco niższą optymalną temperaturą potrzebną do prawidłowej pracy, do zapewnienia odpowiedniej przyczepności. Jak powszechnie wiadomo Mercedes W04 bardzo szybko rozgrzewa tylne "kapcie" i w efekcie przegrzewający opony na kolejnych kółkach wyścigu bolid Hamiltona i Rosberga bardzo szybko traci tempo. Tutaj zespół Brackley wolałby, gdyby podniesiono temperaturę optymalnej pracy opony niż ją obniżono. Kolejne polepostitions Mercedesa pokazuje jednak, że auto generuje odpowiednio dużo potrzebnego docisku, dobrze się prowadzi i przy minimalnym zatankowaniu oferuje znośny balans. Niestety w wyścigu z 150KG paliwa na pokładzie opony bardzo szybko pokazują, jak nie potrafią się dogadać z tą konstrukcją. Mercedes szybko musi coś z tym zrobić, albo liczyć, że już w następnych wyścigach temperatury toru i powietrza będą znacznie niższe niż do tej pory.

    Już nie pierwszy raz mówi się, że GP Hiszpanii jest pewnym restartem sezonu, bowiem każdy team przywozi spore poprawki do swoich bolidów. Ci którzy w pozamorskich wyścigach mieli tempo, jeszcze bardziej próbują urwać kolejne części sekundy, pozostali z problemami liczą na ich wyeliminowanie w pierwszej europejskiej rundzie. W tym roku o poprawie tempa bolidu nie może być mowy, czy o rozwiązywaniu problemów z balansem. W tym roku chodziło tylko o dostosowanie swojej konstrukcji do kapryśnych opon kosztem całego bolidu. To może być przyczyna tego, że tak naprawdę układ sił w stawce w ogóle się nie zmienił. Wciąż mamy najlepiej radzące sobie z ogumieniem bolidy Ferrari i Lotusa. Najbardziej uniwersalny wydaje się auto Red Bulla, które prezentuje nieco lepsze tempo podczas kwalifikacji od wymienionej dwójki, a i wyścigu potrafi dotrzymać kroku w szybkości, a zużycie opon choć wyższe, wydaje się, że podążają w odpowiednim kierunku, by dopasować RB8 do tej charakterystycznej specyfikacji. Podobna sytuacja z Mercedesem i McLarenem pozostając przy temacie oczekiwanej zmiany układu sił w stawce. Ci drudzy okazuje się jednak, że zrobili mały kroczek do przodu, jednak wciąż więcej zyskują na umiejętnościach swoich kierowców przy odpowiednim przedłużaniu życia oponom. Czyste tempo wciąż daleko w tyle, nie udało się nawet przeskoczyć walczącego samego ze sobą Rosberga, który zawdzięcza swoje miejsce chyba tylko pierwszemu polu startowemu (Button po ruszeniu spod świateł w momencie gdy Niemiec prowadził jeszcze stawkę spadł na 17 lokatę). Hamilton można śmiało powiedzieć, że podobny wyczyn z niedzieli mógłby dokonać jeszcze tylko przy pomocy bolidów Marussi i Caterhama, ewentualnie Williamsa choć i z granatowym bolidem przyszło się zażarcie bronić. Słowa Brytyjczyka - "nie chcę tego drugi raz przeżyć" mówią wszystko.

    Największym zaskoczeniem jest wciąż dobre, nie znikające tempo bolidów Force India. Choć strata w kwalifikacjach wyniosła 1,3 sekundy, to już w wyścigu korzystają wciąż z impetu, jaki nabrali do walki z takimi potęgami sportu jak McLaren czy Mercedes. Wydaje się, że o pozostałe teamy uważane za te ze środka stawki nie muszą się martwić. Ubiegłoroczny zwycięzca GP Hiszpanii, Pastor Malnonado, w tym roku został zdublowany (podobnie jak triumfator tamtych kwalifikacji - oddelegowany ostatecznie na koniec stawki Hamilton). Ekipa Saubera choć prezentowała się bardzo dobrze, wciąż musi popracować nad swoim tempem, gdy chce myśleć o walce z Force India i próbie regularnego punktowania. Toro Rosso wydaje się coraz bardziej naciskać, ale jeśli miałbym stawiać, kto lepiej rozwinie bolid w przeciągu roku, to napewno nie będzie to siostrzany zespół Red Bulla, choć należy pamiętać, że mają na pokładzie James Key'a, który jest autorem wzrostu formy w ostatnich sezonach właśnie w wymienionych wyżej zespołach Saubera i Force India.
     



    Padła nazwa Red Bulla? Dopiero teraz zajmujemy się nimi? Wszyscy przyzwyczajeni są do tego, że Sebastian Vettel (czasem Mark Webber) walczą o zwycięstwa i już za porażkę uznają niższy stopeiń podium. Zapracowali sobie na taki wizerunek, że 4 miejsce Vettela i 5 Webbera jest praktycznie nie zauważalne. Niemiecki zawodnik Czerwonych Byków próbował pojechać hiszpańskie zawody na 3 pitstopy, jednak zrezygnowano z tego pomysłu, co pozbawiło Sebastiana szans na coś więcej (za dużo strat w pierwszym etapie wyścigu, gdzie od początku można było nastawiać się na szybką jazdą decydując się na 4 zjazdy). Przez to występ Vettela można zaliczyć do nijakich patrząc na tradycyjnie słaby start Webbera, który na pierwszych okrążeniach plasował się tuż za pierwszą dziesiątką. Mimo to udało się dotrzeć na mecie tuż za swoim zespołowym kolegą. Team z Milton Keynes musi być ogólnie rozczarowany z dotychczasowych losów mistrzostw. Choć ich reprezentant wciąż zajmuje miejsca lidera w punktacji generalnej, to jeszcze spora droga, by zachować dotychczasową szybkość samochodu, a poprawić dłuższe przejazdy w wyścigu i powstrzymać rozpędzonego Alonso, który mimo minimalnej zdobyczy punktowej w GP Malezji i GP Bahrajnu goni w punktacji generalnej.

    Jeszcze bliżej jest Kimi Raikkonen, który tradycyjnie najlepiej wykorzystuje produkt Pirelli w poruszaniu się po torze (przy całej sympatii dla Fina, trudno mówić tutaj o prawdziwym ściganiu). Mówi się, że tegoroczne opony są przypadkowo zbudowane pod czarno-złote auto, bowiem wszyscy w padoku mają w pamięci, z jakiego bolidu korzysta włoski producent przy prywatnych testach poszczególnych mieszanek. Lucas di Grassi i Jaime Algersuari (kierowcy testowi Pirelli) jeżdżą konstrukcją zbudowaną właśnie przez zespół z Enstone w 2010 roku. Mówi się, że od tamtego czasu, gdy auto poruszało się jeszcze pod szyldem Renault, ma takie samo DNA jak obecne ścigającego się jako Lotus.
     



    Na koniec warto zawsze podsumować, to co widzieliśmy w niedziele, jednak w przypadku GP Hiszpanii, wczesniej GP Chin, warto postawić chyba tylko trzy kropki i czekać jak zareaguje na to Pirelli i władze sportu. Dużo ciekawiej jest za kulisami sportu. Toczy się wciąż ostra dyskusja na temat przyszłorocznych testów, które są wskazane z racji wejścia nowych silników 1.6 V6 Turbo. Być może w 2014 sezon zacznie się dużo wcześniej niż zwykle, bowiem rozważa się testy już w styczniu w którymś z krajów Bliskiego Wschodu. Mówi się również o tym, że bolidy dopuszczone do sezonu 2014 będą jeździły znacznie wolniej - najgorszy scenariusz przewiduje tempo nieco lepsze od najszybszych w tym roku zawodników przedszkolnej serii GP2. Aż strach pomyśleć!

    Podczas weekendu w Hiszpanii mieliśmy też sporo polskiego akcentu. Oprócz flag na trybunach z napisami "Robert czekamy" lub "Fernando jest szybszy od Ciebie, Robert szybszy niż ktokolwiek inny", mieliśmy też doniesienia z obozu Mercedesa potwierdzające ostatnie rewelacje. Robert rzeczywiście był w fabryce Mercedesa w Brackley. Oprócz osobistego potwierdzenia ze strony Krakowianina, widać również, że niemiecki zespół nie zamierza się z tym kryć i oficjalnie potwierdza, że Robert jeździł w ich symulatorze. Pojawiają się jednak sprzeczne informację, czy Kubica rozwija tegoroczny bolid czy zajmuje się raczej "dostrajaniem" symulatora, tak by jak najwierniej oddawał realną jazdę bolidem F1. Tego tak naprawdę nikt nam nie powie, jednak od ostatnich jazd Roberta Kubicy w Jerez w 2011 roku minęło już trochę czasu. Zmieniły się bolidy, przede wszystkim opony, więc mając to na uwadze obstawiałbym jednak tą drugą opcję. Nie ważne tak naprawdę, co robi. Ważne, że nasz zawodnik z Krakowa wciąż myśli o Królowej Motosportu. Najważniejsze jest również to, że wszyscy pamiętają o talencie Polaka, który pomimo długiej już przerwy, gdyby wrócił do F1, najprawdopodobniej bardzo szybko nawiązałby walkę z czołówką. Trzymamy kciuki!

    Autor: Imperator360